Tej trasy nie dało się przejechać. W ciągu dwóch dni II eliminacji Mistrzostw Europy oraz Mistrzostw Polski w rajdach enduro (które się odbyły 20-21 maja w Kwidzynie) najwięcej pracy mieli chyba sanitariusze i karetka pogotowia. Zawodnicy padali z wycieńczenia.W rajdzie brał także udział ubiegłoroczny mistrz Polski Damian Dymowski z Płocka. W pierwszym dniu został sklasyfikowany na 27 miejscu, natomiast drugiego dnia nie ukończył startu z powodu totalnego zmęczenia. Nie tylko on miał problemy. Z całej Europy przybyło 158 zawodników. W pierwszym dniu dojechały do mety 142 osoby, natomiast w drugim tylko 98. Ulewny deszcz w nocy, rozmyta trasa rajdu i rozkopane próby skutecznie przyczyniły się do takiego wyniku. Najbardziej wyczerpująca okazała się próba extreme, która wyciskała resztki sił z największych nawet twardzieli. Trzy okrążenia po 80 kilometrów były tak poprowadzone, a czasy przejazdu tak wyśrubowane, że nie było możliwości nawet chwilkę odpocząć. Do tego doszły jeszcze długie próby, na które trzeba było przeznaczyć w każdym okrążeniu około 17 minut jazdy na pełnej mocy. Poza tym pod względem organizacyjnym była to najlepsza impreza w tym roku. Szef teamu Damiana Dymowskiego, w obawie przed kontuzją zawodnika, postanowił przerwać jego jazdę. Pocieszeniem może być fakt, iż płocczanin był najmłodszym sklasyfikowanym zawodnikiem w Mistrzostwach Europy. Dodatkowo rajd okazał się nowym doświadczeniem, które pokazało wszystkie braki kondycyjne i szkoleniowe Damiana. BeeS
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze