Ukraina, wojna, ratunek – to dla nas naturalne skojarzenia w ostatnich dniach. Życie ludzkie jest najważniejsze. To fakt. Ale nie można zapominać też o zwierzętach. One zostały same. Porzucone na pastwę losu na ulicach miast, gdy ich właściciele w popłochu opuszczali domy. - To również ofiary wojny w Ukrainie – mówią zgodnie Sylwia Dłużniewska i Kamil Wachaczyk. Ta dwójka płocczan w najbliższą środę jedzie na naszą wschodnią granicę, by ratować porzucone psy, koty, gryzonie i ptaki. Mają już dwa busy, a w nich transportery. Mają też kontakty i przemyślaną akcję.
Błąkające się zwierzęta w Ukrainie to również obraz, który niesie wojna. Zostały same. Bez pożywienia. Bez opieki. Są zdezorientowane sytuacją, wybuchami i brakiem właścicieli.
Pomimo, że np. Polska zezwoliła Ukraińcom przekraczać granicę z pupilami bez zbędnych dokumentów, to i tak nie wszyscy zabrali zwierzaki ze sobą.
Jest problem i nie można udawać, że go nie ma. Trzeba działać. Nie ma czasu do stracenia. Płocczanie postanowili wziąć sprawy w swoje ręce, gdy tylko zobaczyli pierwsze doniesienia o ukraińskich porzuconych zwierzętach. Obok chęci mają też dostęp do samochodów. W dwóch busach zmieści się sporo klatek do przewozu zwierząt. Najpierw zaczęli szukać kontaktów z Ukrainą. Drugi krok to szukanie odpowiedniego sprzętu do przewozu zwierząt.
W Płocku nawiązali szybko kontakt z Płockim Towarzystwem Pomocy Zwierzętom "Arka", które również martwi się zwierzętami porzuconymi w Ukrainie. Przeprowadzi zbiórkę datków, podobnie jak i płockie schronisko, które zadeklarowało udostępnienie transporterów i klatek na tę wyjątkową wyprawę. Grupa „Pomagamy płockim zwierzakom” zaoferowała z kolei opiekę nad przywiezionymi z Ukrainy zwierzakami.
- Nawiązaliśmy również kontakty z ludźmi z całej Polski, którzy chcą się dołączyć i przejechać na stronę ukraińską po zwierzęta, żebyśmy mogli je przetransportować i zabezpieczyć. Mamy wsparcie ze strony fundacji i schronisk nie tylko z Płocka, ale również odezwało się schronisko z Rudy Śląskiej. Ponadto jedzie z nami pomóc kobieta, która jest wieloletnim hodowcą, ma doświadczenie i swój sprzęt oraz kontakty z hodowcami ze strony ukraińskiej – mówi Sylwia Dłużniewska.
Ta wyjątkowa misja rusza z Płocka w środę. - Mamy dwa busy, które będą pełne klatek i transporterów z rzeczami do zostawienia na granicy, do przekazania na Ukrainę, np. dla osób prywatnych po drodze lub instytucji prozwierzecych – tłumaczą płocczanie.
Wezmą ze sobą także leki zarówno dla ludzi, jak i dla zwierząt (syropy dla ludzi, kroplówki dla zwierząt).
- Jesteśmy na bieżąco informowani przez Ukraińców, czego potrzeba i gdzie – mówią płocczanie.
Zabranie zwierząt z Ukrainy to pierwsza część misji. Druga to znalezienie im domów. To jednak nie problem.
- Jest ogromny odzew na naszą akcję. Mamy zgłoszenia od osób, które oferują domy tymczasowe. Inni oferują pomoc w transporcie w dalsze części kraju lub po prostu pomoc rzeczową, żeby dołożyć paczkę od siebie z potrzebnymi na ta chwile artykułami – informuje Kamil Wachaczyk.
Jeśli chcecie się dołączyć możecie przekazywać syropy, leki przeciwgorączkowe, baterie i latarki, karmę dla zwierząt, cieple skarpety i wkładki do butów. Płocczanie zawiozą wszystko w środę na granicę z Ukrainą. O to wszystko proszą ludzie, którzy tam pozostali. Możecie przynosić dary do redakcji Tygodnika Płockiego w godzinach od 8 do 15 do wtorku. Artykuły dla zwierząt można przynosić też do płockiego schroniska dla zwierząt.
Przekażemy wszystko płocczanom, którzy jadą ze swoją specjalną misją w środę, 2 marca o godz. 3.00 rano.
Będziemy na bieżąco relacjonować przebieg tej wyjątkowej płockiej misji pomocowej.
BS
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze