Reklama

Wszyscy chcieliśmy znaleźć tego chłopca

23/07/2019 13:00

Historia zaginięcia Dawida Żukowskiego, chłopca z Grodziska Mazowieckiego wstrząsnęła całym krajem. W jego poszukiwania zaangażowani byli płoccy terytorialsi z 64 Batalionu Piechoty Lekkiej. – To była pierwsza tego typu akcja, w której wzięliśmy udział – mówi szeregowy Mariusz Milewski. W czwartek, 11 lipca zadzwonił telefon alarmowy. Padło hasło, że płocki batalion jest potrzebny do poszukiwań. – Wziąłem w piątek w pracy urlop na żądanie i pojechałem na całe trzy dni - dodaje starszy szeregowy Sławomir Miszczak. Na co dzień magazynier.

Przypomnijmy, chłopiec po raz ostatni widziany był w środę, 10 lipca o godz. 17.00 w Grodzisku Mazowieckim. Z domu zabrał go ojciec i odjechał w nieznanym kierunku szarą skodą fabią. Cztery godziny później tata dziecka w akcie samobójczym skoczył pod pociąg. Poniósł śmierć na miejscu. Wcześniej kontaktował się z matką Dawidka, informując ją, że nigdy nie zobaczy syna. Skodę odnaleziono niedaleko miejsca tragedii. Chłopca w niej nie było. W nocy z 10 na 11 lipca policja rozpoczęła poszukiwania dziecka. Z zebranych policyjnych informacji wynikało, że mężczyzna mógł poruszać się na trasie pomiędzy Grodziskiem Mazowieckim a lotniskiem Okęcie, gdzie ojciec miał zabrać Dawidka, aby obserwować samoloty.
Istotny był też teren od miejsca zostawienia samochodu do torów, gdzie zginął ojciec chłopca, a także rejon odcinka autostrady A2 pomiędzy Grodziskiem Mazowieckim a Warszawą, gdzie według informatorów była widziana skoda, którą poruszał się mężczyzna z dzieckiem. To ogromny areał do sprawdzenia. Szybko podjęto decyzję, by zwiększyć siły. Stąd w poszukiwania 5-latka włączyły się także inne służby, w tym właśnie żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej z 6 Mazowieckiej Brygady OT. Pierwszego dnia 65 żołnierzy przeszukiwało teren Piastowa. Niestety, bezskutecznie. Dzień później w teren wyszło już blisko 200 żołnierzy. Wtedy właśnie zaangażowano żołnierzy z kolejnych batalionów w tym lekkiej piechoty z Płocka, a także z Grójca oraz Radomia. Prowadzili działania na terenie gminy Ożarów Mazowiecki w okolicach Konotopa, gdzie był sygnał, że ojciec Dawidka dwukrotnie się zatrzymywał.  
 

Przeczesali 1000 hektarów
– Jak się dowiedziałem, że nasz brygada ma brać udział w poszukiwaniach chłopca, od razu wziąłem urlop na żądanie – mówi Sławomir Miszczak. Podobnie zareagowało wiele innych osób. – Na co dzień normalnie pracujemy. Pracodawcy różnie patrzą na nasze wyjazdy na szkolenia, czy obowiązkowe rotacje. Dla nich liczy się fakt, że w danym dniu nie mają pracownika na stanowisku. Czasem pokutuje też przekonanie, że my tylko biegamy po lasach. W tym przypadku było zdecydowanie łatwiej z wzięciem wolnego w pracy. W końcu sprawą zaginionego chłopca żyła cała Polska – dodaje Mariusz Milewski.

Reklama


 

Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
fot. Łukasz Zaleski

 

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości