Białaczka i sepsa w parze. Straszny splot chorób dla każdego, a co dopiero dla małego chłopca. Leżał na szpitalnym oddziale trawiony gorączką. Od stanu zapalnego miał zniekształconą głowę. Złośliwa bakteria wyżarła mu ranę na policzku. Komplikacje goniły komplikacje. Morfologia leciała na łeb na szyję. W szklanych oczach lekarzy nie widziałam już nadziei, że może być lepiej. Mój Gabryś był jednak innego zdania. – Mamusiu, Jezus leczył ludzi i mnie też wyleczy. Przyjdzie, dotknie mnie i będę zdrowy – pocieszał mnie mój kilkuletni synek. Takimi słowami automatycznie uruchamiał we mnie kolejne pokłady rozpaczy.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze