Reklama

Walka z wiatrakami.

29/08/2002 12:43
Ulotki to dla jednych coś najnormalniejszego w świecie, dla innych "dźwignia handlu", dla jeszcze innych powód do frustracji. Pierwsi, lubiący robić zakupy i z ochotą korzystający z ofert promocji, dokładnie wertują każdą reklamową gazetkę, a potem z pełnym portfelem idą do sklepu - to konsumenci. Drugim bardzo zależy na tym, aby ulotki regularnie docierały do klienta - to handlowcy. Grupę numer trzy stanowią osoby, na które reklama z różnych powodów (zwykle finansowych) nie działa oraz ci, których męczy. Bo wszystko dobre, ale w miarę.Leżą na wycieraczkach, wieszane są na klamkach, układane w stosach blisko wejścia do klatki, wkładane do skrzynek pocztowych - Jestem schorowanym człowiekiem i mam tego dość - komentuje 80-letnia kobieta, która mówi, że ulotki to istna plaga. Znajduje je niemal codziennie na swoje wycieraczce. Musi się po nie schylać, a potem wyrzucać do śmieci. A w jej wieku to żadna przyjemność. Stosy kolorowego papieru trafiają na dalszy przemiał - nie spełniły swojej roli. Jak się przed nimi obronić? Reklamowe gazetki są idealnym wskaźnikiem obecności bądź nieobecności mieszkańców: - Wróciłam do domy po trzytygodniowym urlopie. Przed drzwiami leżał stos ulotek. Złodzieje mogli się od razu zorientować, że mieszkanie jest puste. Ulotki to horror - uważa jedna z mieszkanek Płocka. Ulotkowe męki Tantala przechodzą spółdzielnie mieszkaniowe, którym uczucie stanu oblężenie jest nieobce. Zofia Kędzierska, członek Zarządu w Płockiej Spółdzielni Mieszkaniowej twierdzi, że nie powinny być dostarczane do klatek schodowych bez wiedzy Spółdzielni, ale praktyka jest inna: - Każde ogłoszenie, które ktoś chce powiesić na drzwiach do klatki schodowej, czy też wewnątrz, powinno być wcześniej uzgodnione z samorządem osiedla. Za to się płaci - informuje nas. - Próbowaliśmy rozmawiać z sieciami handlowymi, które podpisane są na reklamowych gazetkach, ale oni tłumaczą, że ulotki zostawiane są w sklepach i stamtąd ktoś z danego bloku roznosi je po klatkach. Na "ulotkowiczów" nie ma bata, dlatego kolorowych gazetek jest coraz więcej - ubolewa Kędzierska. Z problemem boryka się także Spółdzielnia Mieszkaniowa "Chemik": - Na początku były nachalne prośby, czy nie użyczylibyśmy klatek. Zdecydowanie dałem im odpór: klatka jest miejscem wspólnego użytkowania, może się na niej dziać tylko to, co bezpośrednio dotyczy mieszkańców - przekonuje prezes Krzysztof Marcinkiewicz. - Były sugestie, aby reklamy umieszczać na tablicach ogłoszeń, ale absolutnie się na to nie zgodziliśmy. Syzyfowa praca Niestety, ktoś nie domknie drzwi z domofonem, ktoś inny wpuści do bloku bez upewnienia się, w jakim celu wchodzi dana osoba. W konsekwencji wycieraczki przed drzwiami są wprost zaścielane kolorowymi gazetkami, które mają nas zwabić na zakupy: - Walka z gazetkami to walka z wiatrakami - stwierdza Marcinkiewicz. - Nic nie jest w stanie poradzić tu Straż Miejska, ponieważ musiałaby roznoszącego złapać na gorącym uczynku. Mieszkańcy się skarżą, ale nas nie stać na 24-godzinną ochronę bloków. Spółdzielnie wydają się być wobec omawianego procederu bezradne. Ich przedstawiciele mówią, że roznoszenie ulotek to dzika forma reklamy, ale posługuje się nią wiele supermarketów i mniejszych sieci handlowych. Mechanizm roznoszenia reklamowych gazetek jest dość prosty. Konkretna sieć handlowa kontaktuje się z firmą, która specjalizuje się w tego rodzaju usługach, ponieważ chce, aby reklama skutecznie docierała do mieszkań: - Jest coś takiego, jak kalendarz promocyjny. Dany sklep czy firma ustala, z jaką częstotliwością ulotki mają trafiać do konsumenta: do drzwi, nad drzwi, pod drzwi. Czasami reagują spółdzielnie mieszkaniowe, które nie życzą sobie ulotek na klatkach - mówi Jacek M., który profesjonalnie zajmuje się dystrybucją ulotek dla sieci handlowych. Firma zatrudnia na umowę - zlecenie osoby dorosłe: młodzież, emerytów i rencistów (ale bywa, że wykorzystywane są do tego także dzieci, które za rozniesienie druków dostają nieoficjalne pieniądze): - Ulotki roznosiłem raz na dwa tygodnie. Zwykle dostawałem kilka tysięcy sztuk, za rozniesienie jednej płacono mi 2-3 grosze. W miesiącu udawało się zarobić około 200 zł. Pieniądze otrzymywałem w terminie, łącznie z rozliczeniem PIT-owskim - relacjonuje 19-latek, który kiedyś parał się tym zajęciem. Praca była trudna i niewdzięczna: - Bywało, że mnie wyrzucano z klatki, ludzie krzyczeli, na drzwiach były kartki, że nie życzą sobie ulotek, to był bardzo ciężki kawałek chleba, ale ja po prostu wykonywałem swoją pracę. Klatek nie zaśmieca Poczta Polska, dla której roznoszenie ulotek to jedna z usług: - Opłata za usługę doręczania druków bezadresowych ujęta jest w cenniku. Jeżeli jest nim zainteresowana jakaś firma, podpisujemy z nią formalną umowę, ustalamy upusty i terminy doręczenia druków - wyjaśnia Grażyna Wiśniewska, zastępca dyrektora Rejonowego Urzędu Poczty Polskiej w Płocku. - Jeżeli ktoś sobie nie życzy, aby w jego skrzynce pocztowej znalazły się ulotki, zgłasza na poczcie lub u listonosza zastrzeżenie, wtedy nie otrzymuje od nas żadnych druków - od wewnątrz na tzw. skrzynce "Hermes" umieszczany jest znak graficzny i listonosz wie, że nie może zostawić tam żadnej ulotki. Trzeba jednak pamiętać, że rezygnacja z otrzymywania druków dotyczy również tych druków, które wysyłają do nas organy władzy i administracji państwowej (w przeszłości była nim na przykład Konstytucja RP). Problem jest, ale do rzeczników praw konsumentów - miejskiego i powiatowego - nie wpłynęły z tego powodu żadne skargi. - Rozprowadzanie przesyłek bezadresowych nie jest niezgodne z prawem - wyjaśnia Monika Mytnik, Powiatowy Rzecznik Konsumentów w płockim Starostwie Powiatowym. - Natomiast jeśli dociera do nas przesyłka imienna, a wcześniej nie udostępnialiśmy firmie naszego adresu, to możemy albo pisemnie poinformować nadawcę, że nie życzymy sobie otrzymywać od niego żadnych reklam albo zgłosić sprawę do prokuratora - wynika to z ustawy o ochronie danych osobowych. Karą za wykorzystywanie danych bez naszej zgody może być grzywna lub 2 lata pozbawienia wolności. Od stycznia wejdzie w życie nowa ustawa dotycząca reklam. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów będzie mógł zabronić jej rozprowadzania - tłumaczy rzeczniczka. Podobno do otrzymywania ulotek nikogo się nie zmusza: - Jeżeli ktoś sobie nie życzy otrzymywania reklamówek, zgłasza to do sklepu lub do nas i wtedy usługa nie jest realizowana - zapewnia Jacek M. - Takie głosy docierają jednak do nas rzadko. Dzięki temu sieci notują znaczny wzrost sprzedaży: - Ludzie są zadowoleni, przychodzą do sklepu po towar z gazetki i są zadowoleni - usłyszeliśmy w supermarkecie Auchan. Zdecydowany wzrost sprzedaży notuje się też w Polo-Markecie. Przedstawiciel sklepu twierdzi jednak, że sieć od razu reaguje na prośby o wyłączenie z reklamy konkretnych mieszkań czy też całych klatek. Do Nomi po każdej akcji reklamowej trafia więcej klientów: - Dzięki gazetkom reklamowym klienci mogą łatwiej porównywać nasze ceny z ofertami konkurencyjnymi. Reklamowane produkty lepiej się sprzedają, mamy większe wpływy. Gdyby nie było odbicia w sprzedaży, nie byłoby sensu roznosić ulotek - mówi specjalista od marketingu. Co z ulotkowym fantem zrobić? - Trzeba coś przedsięwziąć, problem nie jest rozwiązany - mówi Z. Kędzierska. - Może postawić gablotę na parterze i stamtąd by się brało druki? - Ulotki spędzają nam sen z powiek - twierdzi prezes "Chemik"-a. - Mamy więcej sprzątania. Może do obrony przed istnym zalewem ulotek zmobilizować Urząd Miasta? Przecież bez jego woli supermarkety by nie powstały, a to właśnie one rozprowadzają najwięcej gazetek reklamowych. Elżbieta Grzybowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości