13 marca o godz. 18.00 na stadion przy ul. Łukasiewicza 34 wybiegną piłkarze Wisły Płock i Górnika Łęczna, by zainaugurować rozgrywki rundy wiosennej sezonu 2003/2004.
Kiedy pół roku temu na stadion w Łęcznej wybiegali piłkarze, mało kto spodziewał się, że zespół Górnika stanie się rewelacją rozgrywek, że przez dwa tygodnie będzie zajmował I miejsce w tabeli, a ostatecznie zakończy rundę jesienną na V pozycji. To chyba najbłyskotliwszy debiut, jaki miał miejsce w ekstraklasie w ostatnich latach.
Wisła jadąc do Łęcznej miała bez problemu wygrać z beniaminkiem, który na dodatek miał w swoich szeregach piłkarzy: Piotra Soczewkę, Mirosława Budkę, Macieja Pastuszkę - niechcianych w Płocku. Za to płocka drużyna wzmocniona nowymi piłkarzami Jakubem Wierzchowskim, Dariuszem Gęsiorem, Maciejem Terleckim i Andrzejem Kobylańskim, miała zmieść w pył debiutantów. W końcu to podopieczni trenera Mirosława Jabłońskiego przygotowywali się do podboju Europy w pucharze UEFA, więc Łęczna miała być tylko przygrywką do wyjazdu na Łotwę.
Kibice doskonale pamiętają, że wszystko było inaczej. Po przegranej 1:3 w pierwszym meczu i udanym występie na Łotwie, kolejne mecze Wisła przegrywała lub remisowała prezentując się słabo i zajmując miejsca w dolnej części tabeli. Po trzeciej kolejce Wisła Płock była nawet na ostatnim miejscu w tabeli. Na szczęście był to tylko jednotygodniowy pobyt, ale przypieczętowaniem fatalnego okresu było wyeliminowanie zespołu z rundy kwalifikacyjnej do pucharu UEFA.
Ten rozdział historii drużyny został już zamknięty, Wisła “frycowe” zapłaciła, choć awans był na wyciągnięcie ręki. Mało kto jednak chciałby dziś wspominać mecz, w którym Wisła wygrywała w I połowie 2:0, już wybierała się grać dalej, ale ciesząc się piłkarze zapomnieli, że przed nimi jest II połowa. Ostatecznie nie tylko nie awansowali, ale na dodatek musieli przerwać koszmarną passę.
W fatalnym stanie psychicznym Wisła zaczęła odrabiać straty z pierwszego miesiąca rozgrywek. Najpierw było zwycięstwo 3:0 nad Górnikiem Polkowice i awans na VIII miejsce w tabeli, potem, planowa przegrana z Wisłą Kraków i świetne zwycięstwo nad Górnikiem Zabrze. To był pierwszy mecz, który Wisła zagrała prezentując poziom, jaki kibice lubią.
Nieźle było we Wronkach. Co prawda Wisła przegrała 2:3, ale remisowała z Amiką aż do 86 min. spotkania. warto przypomnieć, że płocczanie przegrywali w 20min. 0:2 i wydawało się, że czeka ich pogrom. Udało się jednak podnieść, doprowadzić do remisu, a potem nawet mieć szanse na zwycięstwo. No cóż, rewanż może być bardzo interesujący.
Nie było raczej niespodzianki z Lukullusem Świt Nowy Dwór na stadionie warszawskiej Legii. Co prawda mecz był mało widowiskowy, Wisła wygrała jedynie 2:1, ale liczyło się pierwsze zwycięstwo na wyjeździe.
Ponieważ Wisła wygrała mecz na stadionie przy ul. Łazienkowskiej, a w historii klubu jeszcze takiego wydarzenia nie było, to należało także zwyciężyć Legię. Co prawda zespół Dariusza Kubickiego zajmował znacznie wyższe miejsce w tabeli, ale piłkarze nie byli na straconej pozycji. Znów przegrywali, tym razem tylko 0:1, ale w II połowie Wisła zagrała jak z nut, a po golach Andrzeja Kobylańskiego i Dariusza Gęsiora, płocczan żegnały wiwaty na trybunach. Wisła wygrała z Legią.
Wyprawa do Groclinu nie miała prawa dać Wiśle dobrego rezultatu. Groclin występował w pucharze UEFA, gromiąc znacznie trudniejszych rywali, miał w swoim składzie gwiazdy, a tymczasem to Wisła opanowała boisko i prowadziła. Najpierw gola zdobył Wahan Gevorgyan, wyrównał Grzegorz Rasiak, potem na 2:1 strzelił Dariusz Gęsior i musiał wyrównać Tomasz Wieszczycki. Gospodarze z trudem uratowali remis, a Wisła radośnie wracała do Płocka.
Ta radość była większa po zwycięstwie nad Widzewem 3:1 i awansie aż na V miejsce w tabeli z niewielką bo 7-punktową stratą do lidera - Amiki Wronki. A następny był Dospel Katowice, zespół, który był w wielkim konflikcie z prezesem klubu. Wydawało się, że zwycięstwo w Katowicach jest pewne, niestety zbyt szybko płocczanie w to uwierzyli, a przegrywając 0:2 w I połowie nie zdołali odrobić strat.
Ostatni mecz rundy jesiennej z Odrą Wodzisław zakończył się zwycięstwem 2:0 po dwóch golach Ireneusza Jelenia i VI miejscem w tabeli. To bardzo dobre miejsce na koniec rundy jesiennej. Spaść z ligi raczej nie można, bo jest kilku pretendentów do gry w II lidze w następnym sezonie, a to oznacza, że Wisła ma trzeci, kolejny sezon w ekstraklasie przed sobą. Spaść z ekstraklasy trudniej będzie także za rok, po następnym sezonie, bowiem wszystko wskazuje na to, że I liga zostanie powiększona o dwa zespoły.
Ale Wisła ma szansę walczyć o puchary UEFA. Wydaje się, że awans wywalczony w lidze, jest w zasięgu drużyny. Przed zespołem są cztery kluby, z tego z trzema gramy na własnym boisku. Prawdopodobnie Wisła Kraków jest poza zasięgiem, bo wzmocniona raczej nie da sobie odebrać I miejsca w tabeli, ale reszta jest w zasięgu Wisły Płock.
Z wyjątkiem Groclinu, który przeżywać będzie rozczarowanie wyeliminowaniem z europejskich rozgrywek, nikt się nie wzmocnił. Swojego strzelca wyborowego straciła Legia, odeszło kilku zawodników z Górnika Łęczna. Co prawda Wisła Płock raczej też się nie wzmocniła, ale też nikt z podstawowego składu nie odszedł. Jak więc będzie w rundzie wiosennej?
O tym przekonamy się po kilku pierwszych spotkaniach. Wiśle niezbyt wychodziły, pod względem wyników oczywiście, mecze towarzyskie rozgrywane przed rundą wiosenną. Przegrywali, ale to oczywiście nie ma żadnego znaczenia.
13 marca o godz. 18.00 rozpocznie się pierwszy mecz rundy rewanżowej. Mamy nadzieję, że podobnie jak z radością kibice zasiądą na trybunach, tak i z radością będą je opuszczać, a Wiśle zostaną dopisane trzy punkty.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze