Po materiale „Koronawirus nie zatrzyma porodów. Zatrzyma jednak ojców”, który ukazał się na naszych łamach, do naszej redakcji zgłosili się przyszli ojcowie. Nie godzą się z obowiązującymi obostrzeniami, które nie pozwalają im na obecność na salach porodowych, gdy ich partnerki będą rodzić. – To jakiś absurd – tłumaczą.
W zamieszczonym materiale pisaliśmy o sytuacji związanej z koronawirusem w płockich szpitalach. Nie ma możliwości odwiedzin pacjentów, a tym samym i porodów rodzinnych. Szpitale stosują się do zaleceń konsultanta krajowego w dziedzinie położnictwa i ginekologii oraz konsultanta krajowego w dziedzinie perinatologii. Obecnie w dalszym ciągu niezalecana jest jakakolwiek forma odwiedzin w oddziałach położniczo-ginekologicznych. Decyzję dotyczącą obecności osoby towarzyszącej przy porodzie podejmuje dyrektor szpitala.
Podstawą postępowania w dalszym ciągu jest możliwie maksymalna ochrona pacjentek i personelu. A w przypadku ewentualnego dopuszczenia osoby towarzyszącej konieczne jest spełnienie szeregu wymogów. Ojciec dziecka musiałby przejść procedury, tj. mieć aktualny wynik testu PCR w kierunku COViD-19, z okresu nie dłuższego niż maksymalnie 5 dni przed porodem. Dodatkowo rodząca w towarzystwie osoby bliskiej powinna przebywać w pojedynczej, indywidualnej sali porodowej wyposażonej w oddzielny węzeł sanitarny. Osoba towarzysząca może zostać wpuszczona w momencie rozpoczętego porodu i powinna opuścić oddział w ciągu 2 godzin po porodzie. Ponadto osoby pozostające w kwarantannie lub w trakcie izolacji nie mogą uczestniczyć w porodzie i wchodzić na teren szpitala. Takie są wytyczne...
Z drugiej strony…
– Moja żona będzie wkrótce rodziła. Przez cały czas ciąży chodziliśmy do szkoły rodzenia. Chciałbym z nią być w tym ważnym dla nas momencie, jednak dalej jest to w Płocku niemożliwe. To ogromny stres i dla żony, i dla mnie – mówi Andrzej. Tłumaczenie, że powodem braku możliwości wejścia na salę porodową są względy bezpieczeństwa z powodu koronowairusa, są dla niego absurdalne. – Przecież rodząca kobieta, która trafia do szpitala, również stwarza takie niebezpieczeństwo. Poza tym też ma kontakt z pielęgniarką, lekarzem, księdzem. Nie da się wyeliminować groźby zakażenia – dodaje.
Zgłosił się również do nas kolejny ojciec, który przekonuje, że łamane są jego prawa, bo ogólnie wprowadzone są zalecenia, a nie zakazy. Powołuje się na stanowisko fundacji „Rodzić po ludzku”. Fundacja na swojej stronie pisze „Nie znajdujemy medycznego, prawnego, społecznego ani etycznego uzasadnienia do wydawania przez osoby realizujące zadania władzy publicznej, tj. Konsultanta Krajowego w dziedzinie położnictwa i ginekologii oraz Konsultanta Krajowego w dziedzinie perinatologii (zwanych dalej Konsultantami), zaleceń dotyczących porodów rodzinnych, (dalej zwanych zaleceniami), stojących w sprzeczności z zasadą poszanowania godności i praw oraz wolności każdego człowieka i obywatela, które mogą podlegać ograniczeniu tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie prawa dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Jednocześnie żadne ograniczenia nie mogą naruszać istoty wolności i praw (art. 30 i art. 31 Konstytucji RP).
Dodatkowo są pierwsze szpitale w Polsce, które zdecydowały się na powrót porodów rodzinnych. Choć nie ma rejonizacji, to przecież jednak nikt nie będzie z rodzącą kobietą jechać z Płocka do Warszawy. I skąd ten cały stres, skoro przez tyle lat kobiety rodziły bez partnerów w szpitalach?
Ewa Woźnicka prowadzi w Płocku szkołę rodzenia. – Poród to wyjątkowe wydarzenie w życiu każdej kobiety. Ma on swój rytm, który kobieta powinna spokojnie przejść. Ważne jest przygotowanie, ważne jest też wsparcie w trakcie samego porodu, które może zapewnić partner, czy doula – tłumaczy.
Weronika Wierszyłowska prowadzi w Gostyninie warsztaty z wsparcia dla kobiet przygotowujących się do ciąży i porodu. Wkrótce otworzy szkołę rodzenia w Gostyninie. Obie panie mają kontakt z kobietami, przygotowującymi się do porodów - tych pierwszych i kolejnych. Prowadzą też internetowe grupy wsparcia. To tam widać całe źródło, a właściwie morze obaw i lęków.
Z czym nie radzą sobie kobiety?
Z lękiem, co będzie na sali porodowej, gdy będą same i gdy podczas kolejnych skurczów nie będą mogły racjonalnie myśleć. Kobiety często mówią też o swoich przykrych doświadczeniach - przyspieszaniu porodów oksytocyną, bolesnym masowaniu szyjki macicy, narzucaniu cesarskiego cięcia. Mówią otwarcie o tym, że nikt nie pyta ich o zgodę, o nacięciu krocza dowiadują się po fakcie.
– Rodząca kobieta nie myśli do końca racjonalnie. Bardzo potrzebuje psychicznego wsparcia. Ich partnerzy, którzy chodzą do szkoły rodzenia, dają im to bezpieczeństwo na co dzień i mogliby im pomóc na sali porodowej – mówi Weronika Wierszyłowska.
Z Ewą Woźnicką rozmawiamy jeszcze o opcji porodów… domowych, czyli w dobrze znanych rodzącej kobiecie warunkach z wykwalifikowaną położną, która przyjeżdża do domu z całym możliwym medycznym zapleczem. W Płocku były już dwa takie porody. To nie kwestia pandemii koronawirusa, a zmiana myślenia kobiet, które chcą rodzić według swoich założeń i oczekiwań. Do porodów rodzinnych kwalifikują się jednak tylko zdrowe ciąże fizjologiczne. Jest sporo obwarowań, by je przeprowadzić.
Temat porodów od zawsze wywołuje wiele emocji. To ogromne przeżycie dla kobiet, jak i dla całych rodzin. Teraz w czasach, gdy mamy koronawirusowe obostrzenia, nie ma się co dziwić, że lęki narastają. Kobiety szukają pomocy, by ten najważniejszy moment ciąży przejść w jak najbardziej komfortowych dla siebie warunkach, zwłaszcza że przez 9 miesięcy dbają o jak najlepszą opiekę lekarską, o ich nastawienie psychiczne dbają szkoły rodzenia, do których trafiają ze swoimi partnerami. Nie ma się co również dziwić, że przyszli ojcowie, będąc tak blisko tego tematu, również mają swoje lęki i chcieliby przy swoich partnerkach być. Niestety, nie mogą… A porodów nie da się zatrzymać.
Ceb
fot. www.freepic.com
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze