W ubiegłą niedzielę do Płocka przybyła grupa pielgrzymów ze Słomczyna, miejscowości położonej w gminie Konstancin-Jeziorna. Nie była to jednak zwykła pielgrzymka, jakich odbywa się w naszym kraju wiele. Pątnicy udali się w podróż ze swojej parafii nie pieszo czy autokarem, lecz... na pokładzie trzech drewnianych statków. Po dotarciu do naszego miasta i krótkim odpoczynku w Tawernie udali się na mszę świętą do płockiej katedry, miejsca kultu św. Zygmunta, który od około 800 lat jest również patronem słomczyńskiej parafii.
W parafii pw. św. Zygmunta w Słomczynie to już tradycja, której nie zatrzymała nawet pandemia. W tym roku wyjątkowa pielgrzymka przez wody rzeki Wisły wyruszyła po raz 11. Niezwykła jest jej forma – pielgrzymi przebywają trasę na pokładzie drewnianych statków. W ten sposób nie tylko docierają do swojego celu, jakim jest płocka katedra, miejsce kultu św. Zygmunta – patrona słomczyńskiej parafii, lecz przy okazji oddają hołd tradycji związanej z historią ich regionu, nierozerwalnie złączonego z Wisłą.
Z inicjatywą zorganizowania pielgrzymki w takiej właśnie formie wyszedł przed laty proboszcz parafii w Słomczynie, ks. Jacek Dzikowski. A jej retmanem jest kpt. Andrzej Stański, prezes Fundacji Szerokie Wody, promującej Wisłę, jej walory, potencjał turystyczny oraz historię.
- Wcześniej organizowaliśmy Flis Festiwal – zlot starych, drewnianych, tradycyjnych jednostek. Ksiądz proboszcz z parafii w Słomczynie miał tam swój stały element – udzielał błogosławieństwa, odprawiał poranną mszę flisacką. I jedenaście lat temu spytał, czy jest możliwe, żebyśmy dopłynęli do Płocka, bo tam w katedrze są relikwie św. Zygmunta – opowiada kapitan Andrzej Stański, retman pielgrzymki. - No i popłynęliśmy, choć wtedy nie mieliśmy jeszcze takich pięknych łodzi. Były tam pychówki różnego rodzaju i baty – są to rodzaje łodzi tradycyjnych, otwarte. Dla zwykłego człowieka, który większość czasu spędza w zamkniętych pomieszczeniach, nagle dwa dni na otwartym pokładzie, czy słońce, czy deszcz, to bardzo wymagające wyzwanie, zwłaszcza dla osób starszych – mówi kpt. Stański o początkach pielgrzymki.
W jej tegorocznej edycji udział wzięło 36 pątników, podróżujących na trzech drewnianych łodziach: św. Barbarze, św. Elżbiecie i Basonii pod dowództwem kpt. Andrzeja Stańskiego i kpt. Andrzeja Lanczewskiego. 3 czerwca pielgrzymkę rozpoczęła poranna msza św. odprawiona w Słomczynie, a sam spływ Wisłą miał swój początek w Porcie Czerniakowskim w Warszawie.
(...)
Na nocleg pielgrzymi zatrzymali się w bazylice ojców salezjanów w Czerwińsku nad Wisłą. 4 czerwca ruszyli w dalszą drogę. Do Płocka dotarli przed godz. 15.00, gdzie czekał na nich posiłek w zaprzyjaźnionym lokalu Tawerna. Najważniejszym punktem dnia była oczywiście wizyta u św. Zygmunta, czyli msza święta w płockiej katedrze. W związku z tym, iż pątnicy nie musieli wiosłować, w trakcie podróży mieli czas na modlitwę, kontemplację w ciszy, czytanie Pisma Świętego, ale i na pogadanki. Radosne twarze po dopłynięciu do celu tej niezwykłej podróży najlepiej świadczą o tym, że pielgrzymka przyniosła dobry owoc.
Pielgrzymi ze Słomczyna zostali bardzo serdecznie przyjęci przez biskupa płockiego Szymona Stułkowskiego, który dołączył do nich jeszcze na trasie spływu – na przystanku w Jordanowie, z którego wraz z pątnikami dotarł do Płocka.
Łodzie, którymi w tym roku popłynęli pątnicy ze Słomczyna, to krypa i dwa galary. Galary o nazwach św. Barbara i św. Elżbieta na wzór galara krakowskiego zbudował szkutnik Wacław Witkowski. – Są to repliki dwa razy mniejsze od oryginału. Galary potrafiły mieć dwadzieścia kilka metrów długości i osiem metrów szerokości. Można powiedzieć, że to były takie TIR-y tamtych czasów – tak jak Wisła była autostradą tamtych czasów, o czym dziś trochę zapominamy – tłumaczy kpt. Andrzej Stański.
– Te, na których dziś płynęliśmy, powstały w wyniku – nazwijmy to – studium szkutniczego czy archeologii eksperymentalnej. Pan Wacław spędził wiele czasu nad rysunkami, nad techniką łączenia, bo wszystko to jest drewno – tam nie ma chemii, nie ma epoksydu. Musiał dokładnie poznać sposób uszczelniania dna pomiędzy deskami oraz uszczelnienie styku między dnem a burtą. Zrobił to z flisakami z południa kraju, z okolic Krakowa. Znalazł tam jeszcze kilku takich ludzi, którzy budowali te ogromne galary. I na podstawie swoich rozmów i zapisków zbudował serię galarów takich jak te tutaj, bo trzeba dodać, że św. Barbara i św. Elżbieta mają jeszcze swoich „braci i siostry”. To cała seria łodzi, które nawet z silnikiem świetnie „chodzą” po tej rzece – przedstawia historię drewnianych łodzi kpt. Stański. I dodaje: - Tutaj w Płocku może nie widać na Wiśle takich łodzi, ale są takie miejsca, w których dosłownie eksplodowała liczba łodzi tradycyjnych.
Całość artykułu w najbliższym papierowym wydaniu Tygodnika Płockiego
(kw)
fot. Parafia pw. św. Zygmunta w Słomczynie
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze