Reklama

W odwiedzinach u św. Zygmunta. Pielgrzymi ze Słomczyna przypłynęli do Płocka na drewnianych łodziach

11/06/2023 11:41

W ubiegłą niedzielę do Płocka przybyła grupa pielgrzymów ze Słomczyna, miejscowości położonej w gminie Konstancin-Jeziorna. Nie była to jednak zwykła pielgrzymka, jakich odbywa się w naszym kraju wiele. Pątnicy udali się w podróż ze swojej parafii nie pieszo czy autokarem, lecz... na pokładzie trzech drewnianych statków. Po dotarciu do naszego miasta i krótkim odpoczynku w Tawernie udali się na mszę świętą do płockiej katedry, miejsca kultu św. Zygmunta, który od około 800 lat jest również patronem słomczyńskiej parafii.

W parafii pw. św. Zygmunta w Słomczynie to już tradycja, której nie zatrzymała nawet pandemia. W tym roku wyjątkowa pielgrzymka przez wody rzeki Wisły wyruszyła po raz 11. Niezwykła jest jej forma – pielgrzymi przebywają trasę na pokładzie drewnianych statków. W ten sposób nie tylko docierają do swojego celu, jakim jest płocka katedra, miejsce kultu św. Zygmunta – patrona słomczyńskiej parafii, lecz przy okazji oddają hołd tradycji związanej z historią ich regionu, nierozerwalnie złączonego z Wisłą.

Z inicjatywą zorganizowania pielgrzymki w takiej właśnie formie wyszedł przed laty proboszcz parafii w Słomczynie, ks. Jacek Dzikowski. A jej retmanem jest kpt. Andrzej Stański, prezes Fundacji Szerokie Wody, promującej Wisłę, jej walory, potencjał turystyczny oraz historię.

Reklama

- Wcześniej organizowaliśmy Flis Festiwal – zlot starych, drewnianych, tradycyjnych jednostek. Ksiądz proboszcz z parafii w Słomczynie miał tam swój stały element – udzielał błogosławieństwa, odprawiał poranną mszę flisacką. I jedenaście lat temu spytał, czy jest możliwe, żebyśmy dopłynęli do Płocka, bo tam w katedrze są relikwie św. Zygmunta – opowiada kapitan Andrzej Stański, retman pielgrzymki. - No i popłynęliśmy, choć wtedy nie mieliśmy jeszcze takich pięknych łodzi. Były tam pychówki różnego rodzaju i baty – są to rodzaje łodzi tradycyjnych, otwarte. Dla zwykłego człowieka, który większość czasu spędza w zamkniętych pomieszczeniach, nagle dwa dni na otwartym pokładzie, czy słońce, czy deszcz, to bardzo wymagające wyzwanie, zwłaszcza dla osób starszych – mówi kpt. Stański o początkach pielgrzymki.

W jej tegorocznej edycji udział wzięło 36 pątników, podróżujących na trzech drewnianych łodziach: św. Barbarze, św. Elżbiecie i Basonii pod dowództwem kpt. Andrzeja Stańskiego i kpt. Andrzeja Lanczewskiego. 3 czerwca pielgrzymkę rozpoczęła poranna msza św. odprawiona w Słomczynie, a sam spływ Wisłą miał swój początek w Porcie Czerniakowskim w Warszawie.

Reklama

(...)

Na nocleg pielgrzymi zatrzymali się w bazylice ojców salezjanów w Czerwińsku nad Wisłą. 4 czerwca ruszyli w dalszą drogę. Do Płocka dotarli przed godz. 15.00, gdzie czekał na nich posiłek w zaprzyjaźnionym lokalu Tawerna. Najważniejszym punktem dnia była oczywiście wizyta u św. Zygmunta, czyli msza święta w płockiej katedrze. W związku z tym, iż pątnicy nie musieli wiosłować, w trakcie podróży mieli czas na modlitwę, kontemplację w ciszy, czytanie Pisma Świętego, ale i na pogadanki. Radosne twarze po dopłynięciu do celu tej niezwykłej podróży najlepiej świadczą o tym, że pielgrzymka przyniosła dobry owoc.

Reklama

Pielgrzymi ze Słomczyna zostali bardzo serdecznie przyjęci przez biskupa płockiego Szymona Stułkowskiego, który dołączył do nich jeszcze na trasie spływu – na przystanku w Jordanowie, z którego wraz z pątnikami dotarł do Płocka.

Łodzie, którymi w tym roku popłynęli pątnicy ze Słomczyna, to krypa i dwa galary. Galary o nazwach św. Barbara i św. Elżbieta na wzór galara krakowskiego zbudował szkutnik Wacław Witkowski. – Są to repliki dwa razy mniejsze od oryginału. Galary potrafiły mieć dwadzieścia kilka metrów długości i osiem metrów szerokości. Można powiedzieć, że to były takie TIR-y tamtych czasów – tak jak Wisła była autostradą tamtych czasów, o czym dziś trochę zapominamy – tłumaczy kpt. Andrzej Stański.

Reklama

– Te, na których dziś płynęliśmy, powstały w wyniku – nazwijmy to – studium szkutniczego czy archeologii eksperymentalnej. Pan Wacław spędził wiele czasu nad rysunkami, nad techniką łączenia, bo wszystko to jest drewno – tam nie ma chemii, nie ma epoksydu. Musiał dokładnie poznać sposób uszczelniania dna pomiędzy deskami oraz uszczelnienie styku między dnem a burtą. Zrobił to z flisakami z południa kraju, z okolic Krakowa. Znalazł tam jeszcze kilku takich ludzi, którzy budowali te ogromne galary. I na podstawie swoich rozmów i zapisków zbudował serię galarów takich jak te tutaj, bo trzeba dodać, że św. Barbara i św. Elżbieta mają jeszcze swoich „braci i siostry”. To cała seria łodzi, które nawet z silnikiem świetnie „chodzą” po tej rzece – przedstawia historię drewnianych łodzi kpt. Stański. I dodaje: - Tutaj w Płocku może nie widać na Wiśle takich łodzi, ale są takie miejsca, w których dosłownie eksplodowała liczba łodzi tradycyjnych.

Całość artykułu w najbliższym papierowym wydaniu Tygodnika Płockiego

Reklama

(kw)

fot. Parafia pw. św. Zygmunta w Słomczynie

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości