Reklama

W Enerdze boją się zwolnień

06/02/2014 03:00
Energia elektryczna to medium, z którego korzysta nawet 99% Polaków. Mało kto wyobraża sobie życie bez prądu. I choć wydaje się, że prąd po prostu płynie i każdy ma go tyle, ile potrzebuje, to nie zastanawiamy się, że w tym procesie bardzo ważni i niezbędni są też ludzie. Dla przeciętnego Kowalskiego bliższy kontakt z firmą dostarczającą energię elektryczną możliwy jest przez Biuro Obsługi Klienta, telefon lub elektronicznie. Wszyscy doskonale wiemy, jak długo trzeba czekać na przyłącze nowego budynku do sieci, ile czasu trzeba stracić, by dodzwonić się do informacji, zgłosić awarię, wyjaśnić nieporozumienia. A teraz okazuje się, że może być jeszcze trudniej w dotarciu do informacji. Jak poinformowała Energa Obsługa i Sprzedaż
Sp. z o.o., tj. spółka prowadząca Biura Obsługi Klientów, z 700 osób zatrudnionych w spółce w kraju zostaną zwolnione 362 osoby. I prawdopodobnie na tym się nie skończy.
Do redakcji przyszedł list od pracownika Grupy Energa z Płocka. “Planowane są zwolnienia grupowe w firmie, a przeznaczone do zwolnienia są także kobiety w ciąży, osoby, którym niewiele brakuje do emerytury, samotnie wychowujący dzieci, także ci, którzy zgodnie z »umową społeczną« mają gwarancję zatrudnienia do końca lipca 2017 roku”.
Biuro Obsługi Klienta to miejsce, które przynajmniej przy podpisywaniu umowy o dostarczenie energii elektrycznej trzeba odwiedzić. Zmienia się tu także taryfę, przynosi dokumenty, zmienia dane klienta, wznawia zasilenie po odłączeniu prądu za niezapłacony rachunek. Jest to też miejsce, do którego z każdym problemem przychodzą ludzie starsi, którzy nie mają dostępu do internetu, a nie wierzą, że mogą załatwić sprawę przez telefon.
W Płocku działa także Telefoniczne Centrum Zgłoszeniowe dla numeru 991, w którym odbiorcy energii zgłaszają awarie. Zatrudniono 27 doświadczonych osób, znających doskonale teren i specyfikę pracy. Teraz wszyscy są na liście do zwolnienia, a Centrum zostanie przeniesione do innej firmy lub do innego miasta. – Czy wyobrażacie sobie zgłoszenie awarii człowiekowi w Olsztynie, który nie zna miasta? Jak on potem będzie tłumaczył komuś z Płocka, gdzie ma przyjechać ją naprawić? – pyta czytelnik.
Prawdopodobnie, przynajmniej takie propozycje składa pracodawca, stracą pracę zatrudnieni między innymi w Departamentach Fakturowania, Obsługi Płatności, Rynku Biznesowego i Rynku Masowego. W sumie około 60 osób tylko z rejonu płockiego. Przestaną istnieć Biura Obsługi Klienta w Kutnie, Ciechanowie, Włocławku, Mławie, zaś Biuro w Płocku przekształci się w Salon Sprzedaży Energa, którego klientami zostaną odbiorcy energii elektrycznej z terenu: od Włocławka do Wyszogrodu i od Ciechanowa do Kutna. Liczba zatrudnionych osób się nie zwiększy, za to przybędzie petentów i zadań. Można się spodziewać, jak bardzo wydłużą się kolejki, by załatwić cokolwiek w Salonie, który teraz będzie oferował produkty i usługi firmy.
Zdaniem Jakuba Duszy z Biura prasowego Grupy Energa, zmiany w firmie są konieczne i wynikają ze spadającej liczby osób korzystających z tradycyjnych punktów obsługi klienta. – Jednocześnie wzrasta liczba osób korzystających z telefonicznego i elektronicznego biura obsługi. Firma postanowiła skupić się na dalszym rozwoju obsługi telefonicznej i internetowej, które sprawiają, że sprawy związane z energią elektryczną można załatwić wygodniej, bez wychodzenia z domu – mówi. Ale siedziby firmy będą w innych miastach.
Rzecznik ma sporo racji, ale w Polsce nie ma jeszcze obowiązku posiadania internetu i stacjonarnego telefonu, by móc dodzwonić się do informacji. Można sobie wyobrazić starsze osoby, które skomplikowane formalności będą próbowały załatwić tylko drogą elektroniczną. W wielu wypadkach nie wystarczy grzeczna formułka, “co jeszcze mogę dla pana zrobić”, ale potrzeba rzetelnej informacji, której przypadkowi pracownicy nie będą w stanie udzielić. – Każdy, kto mówi, że coraz mniej ludzi załatwia sprawy osobiście, niech się pofatyguje do Biura i zobaczy, ile czasu klienci spędzają w kolejkach – mówi nasz czytelnik.
Sprawdziliśmy, jak można otrzymać informację, dzwoniąc do Telefonicznego Centrum. 801555500 lub 555555500 to numery telefonu, pod którym można zapytać choćby o wysokość rachunku. Najpierw trzeba poczekać na pewno dłużej niż 15 minut na połączenie, choć dane firmy są bardziej optymistyczne, a potem spróbować wytłumaczyć, o co nam chodzi. Pomijając już fakt, że za każdym razem rozmawiamy z inną osobą, to załatwienie, nawet prostych spraw, często graniczy z cudem. Przez internet załatwianie spraw jest rzeczywiście dużo łatwiejsze, ale ta forma nie dla wszystkich jest dostępna. Potrzeba sprzętu i trochę umiejętności.
Pracodawca ma prawo zwolnić ludzi, ale musi to zrobić z poszanowaniem prawa. Od tego są przepisy, ustawy, porozumienia, żeby ich przestrzegać. – A nas chce się po prostu wyrzucić na bruk – tłumaczy pracownik.
– Mimo gwarancji zatrudnienia proponuje się nam warunki nie do przyjęcia, a jeśli się z tej propozycji nie skorzysta, to znajdzie się jakiś artykuł kodeksu na dyscyplinarne zwolnienie. Krótko mówiąc jesteśmy zastraszani, a nie możemy strajkować, bo poinformowano nas, że zostaniemy wyrzuceni z wpisem na świadectwie pracy o zwolnieniu dyscyplinarnym.

Fiasko negocjacji

Pracownicy Energi dowiedzieli się o planowanych zwolnieniach grupowych 18 grudnia 2013 roku, po południu. Do związków zawodowych działających w Spółce dotarło wtedy pismo, że pracodawca rozpoczyna proces zwolnień grupowych, a wiadomość ta rozeszła się po firmie lotem błyskawicy. Tuż przed świętami ludzie dowiedzieli się, że mogą stracić pracę. Rozpoczęły się spekulacje, rozmowy, obawy, bo okazało się, że nikt, nawet ci z podpisaną umową społeczną, nie mogą być spokojni o etat.
Umowa społeczna to gwarancja zatrudnienia dla pracowników, którzy byli zatrudnieni w firmie w lipcu 1997 roku. Głosi ona, że przez 10 lat, do końca lipca 2017 roku pracownicy mogą być zwolnieni tylko po spełnieniu przez firmę określonych warunków lub na własną prośbę. W spółce Energa Obsługa i Sprzedaż taką umowę ma podpisaną ponad 280 osób. Z 700 pracowników zwolnionych ma być 362, w tym być może wspomniane 280 osób, które zgodnie z prawem mogą być zwolnione tylko dyscyplinarnie lub na własną prośbę. A gdy pracodawca chce ich zwolnić, to przysługuje im odszkodowanie w wysokości iloczynu liczby miesięcy pozostałych do końca umowy społecznej i własnego średniego wynagrodzenia.
Jak się okazuje, dla firmy nie jest to problem. Wystarczy pożonglować przepisami, zaproponować pozornie dobre warunki, pogrozić, co się stanie w razie ich nieprzyjęcia i sprawa załatwiona. Wielu się ugnie i grzecznie podpisze dokumenty rozstając się z firmą. Tylko co zrobią później, zasilą grono bezrobotnych na garnuszku państwa?
Ale wróćmy do terminarza działań. 18 grudnia po południu związkowcy otrzymali zawiadomienie o zwolnieniach grupowych, a 19 stycznia odbyło się w Gdańsku, w siedzibie firmy, pierwsze spotkanie z pracodawcą, podczas którego uzgodniono, że do 24 stycznia 2014 roku będą trwały negocjacje. Jeśli strony do tego czasu nie dojdą do porozumienia, pracodawca zgodnie z ustawą ustali własny regulamin zwolnień grupowych.
Nie będziemy czytelnikom opisywać kolejnych problemów, żądań, propozycji dość powiedzieć, że negocjacje nie doprowadziły do porozumienia. – Naszym nadrzędnym celem było utrzymania stanowisk pracy – powiedział TP Wojciech Sokołowski z MZZ Pracowników Energetyki Płockiej, tj. Branżowego Związku Zawodowego.
– Dlatego szukaliśmy innych rozwiązań niż zwolnienia. Chcieliśmy na przykład dowiedzieć się, o jakie oszczędności w firmie chodzi, by poszukać kosztów, z których można zrezygnować, nie pozbywając się doświadczonych, od lat pracujących, a często nawet budujących tę firmę, ludzi. Możemy zgodzić się na obniżenie kosztów pracy, byle nie zwalniać ludzi. Niestety naszym zdaniem negocjacje nie były prowadzone w dobrej wierze, pracodawca wiedział, że nie dojdzie do porozumienia, unikał konkretów, by ostatecznie ogłosić własny regulamin zwolnień grupowych.
Jako dowód Sokołowski pokazuje komunikat prezesa spółki Energa Obsługa Sprzedaż Leszka Mrazka z datą 27 grudnia (kiedy negocjacje były w toku) o powstałym już firmowym regulaminie zwolnień grupowych, który miał obowiązywać, dopiero gdy strony się nie dogadają, czyli po 24 stycznia. Również w grudniu informacja o zamiarze zwolnień grupowych dotarła do urzędów pracy. – Zwykły błąd czy świadome działanie? – zastanawiają się związkowcy.
Na dziś sytuacja jest patowa. Pracodawca czeka, że pracownicy mający gwarancję umowy społecznej odejdą dobrowolnie, godząc się na mniejsze odszkodowanie: obliczone nie według obowiązującej zasady: iloczyn liczby miesięcy i własnego średniego wynagrodzenie, czyli około 40 miesięcy pomnożone przez około 4 tys. zł, ale te same pieniądze mnożone przez około 20 miesięcy. Od lat takie programy są oferowane pracownikom w spółkach Energi.

Trwa restrukturyzacja

Firma zamiar zwolnień grupowych tłumaczyła stale zmniejszającą się liczbą osób korzystających z tradycyjnego BOK, a coraz większym zainteresowaniem telefonicznym i elektronicznym załatwianiem spraw. Ale to niejedyny powód zwolnień. – Równolegle do rozwijania telefonicznego i elektronicznego kontaktu z klientem w spółce Energa Obsługa i Sprzedaż trwa szerszy proces restrukturyzacji wynikający z potrzeby dostosowania poziomu i struktury zatrudnienia do posiadanych zamówień na rok 2014 oraz obniżenia kosztów operacyjnych działalności do poziomu zaplanowanego w budżecie, a także dostosowanie funkcjonowania firmy do zmieniających się preferencji klientów – tłumaczy Jakub Dusza. – W spółce zlikwidowane zostaną 362 stanowiska pracy w 34 lokalizacjach, ale jednocześnie stworzone zostaną 144 nowe stanowiska pracy w 5 lokalizacjach (Gdańsk, Elbląg, Olsztyn, Kalisz oraz Płock). W pierwszej kolejności planuje się zatrudnić pracowników z likwidowanych stanowisk. Rekrutacja rozpoczęła się w końcówce 2013 roku. Osobom, które pozytywnie przejdą proces rekrutacji na nowe stanowiska, ENERGA oferuje odszkodowanie w postaci wypłacenia 18-krotnej różnicy pomiędzy wynagrodzeniem dotychczasowym i nowym oraz 12-miesięczną dopłatę wynikającą z konieczności zmiany miejsca zatrudnienia w przypadku odległości powyżej 100 km. Poza tym, dla wszystkich pracowników, których stanowiska pracy ulegną likwidacji, pracodawca przygotował programy osłonowe, w tym m.in. trzy warianty Programu Dobrowolnych Odejść (PDO) wraz z możliwością kontynuowania współpracy na podstawie umowy agencyjnej (sprzedaż) lub rocznej umowy o pracę (w obszarze telefonicznej lub zdalnej obsługi klienta).
J. Dusza poinformował także, że trwa proces negocjacji ze związkami zawodowymi w sprawie reorganizacji spółki, w tym proponowanych programów osłonowych dla pracowników, dlatego do czasu jego zakończenia nie można podać ostatecznych ustaleń dotyczących konkretnych lokalizacji, ani komentować trwających negocjacji.
Zdaniem związkowców nie ma już żadnych negocjacji, wytypowani do zwolnień muszą podpisywać dokumenty przygotowane przez pracodawcę. Spośród 144 obiecanych nowych stanowisk pracy w Płocku powstanie tylko 22 i to na dużo słabszych warunkach płacowych, a co z resztą? Spółka takich danych nie ujawnia. Pracownicy boją się też, że jeśli teraz nie będą walczyć o swoje nowe miejsce w firmie, którą budowali przez lata, to potem znajdą się na bruku, bo za pieniądze z odszkodowań nie będą w stanie długo się utrzymać.
Pod koniec ubiegłego roku Grupa Energa weszła na rynek. Wbrew oczekiwaniom, wejście nie było sukcesem, inwestorzy nie zdecydowali się na powierzenie swoich pieniędzy firmie. Czyżby konflikty z załogą, zwolnienia grupowe, miały aż tak duży wpływ na wizerunek Grupy Energa, że akcje nie zostały atrakcyjnie sprzedane? A z drugiej strony może to i dobrze, bo Energa otrzymała pieniądze od polskich obywateli i zaraz będzie je wypłacać swoim pracownikom za odejście z pracy, ale tylko tym, którzy mają obowiązującą umowę społeczną i należy im się odszkodowanie. W historii Polski znana jest już duża firma która zamykała Biura Obsługi Klienta. Straciła wielu odbiorców, a prąd to nie telefon.
Jola Marciniak
jola.marciniak@tp.com.pl
fot. D. Ossowski
Czy każdą sprawę można załatwić przez internet lub telefonicznie?

Jakub Lipski
Pewnie każdą, tyle że wymaga to więcej zachodu. Zwłaszcza, kiedy robię to telefonicznie. Najczęściej muszę długo czekać, naciskać kolejne klawisze na telefonie, zanim ktoś się do mnie odezwie. Ale najgorsze jest to, że za każdym razem, kiedy dzwonię, rozmawiam z kimś innym, od nowa tłumaczę mój problem, zabiera to sporo czasu. Chyba nie miałem jeszcze takiej sytuacji, żeby po jednym telefonie załatwić cały problem.

Katarzyna Liberacka
Załatwianie spraw przez internet nie jest takie skomplikowane i można to zrobić, ale telefonicznie to już masakra. Człowiek dzwoni, czeka, a potem rozmawia z kimś, kto chyba za karę siedzi po drugiej stronie. Często trudno jest wytłumaczyć, o co chodzi, nie zawsze znam fachowe określenia, a jeszcze, jak ktoś mi zadaje dziwne pytanie, to bywa, że nie wiem, co odpowiedzieć. Ale najgorsze jest to, że taka rozmowa trwa długo, słychać ciągle muzyczki, a za to wszystko płacę ja.

Małgorzata Adamkiewicz
Pewnie można załatwić wszystko przez internet i telefon, ale najlepiej bezpośrednio. Łatwiej jest wtedy wytłumaczyć, o co chodzi, a jak się uda, to nawet pokazać. Cenię sobie bardziej kontakt z drugim człowiekiem, kiedy wiem, że chce mi pomóc, a nie siedzi gdzieś daleko i nie możemy się dogadać. Przyznam jednak, że w wielu wypadkach kontakt internetowy jest bezcenny: szybko, wygodnie, bez wychodzenia w domu i stania w kolejkach.    Jol.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości