Były pikiety przed siedzibami spółek, transparenty, ogłuszający ryk syren i tzw. masówka. Tak wyglądał dwugodzinny strajk ostrzegawczy płockich energetyków. O godz. 7, mimo przenikliwego chłodu, przed główny budynek Energi Operatora przy ul. Wyszogrodzkiej wyszli pracownicy. Z flagami NSZZ „Solidarność” i przy dźwiękach dwóch syren rozpoczęli pikietę. Na budynku pojawił się transparent „W energetyce - energetycy, konsultantom i doradcom dziękujemy”. Sami nieśli transparent „Umowy się dotrzymuje, nie interpretuje”. Po przeciwnej stronie ulicy pikietowali pracownicy Zep-Info i Energii Obsługa i Sprzedaż. Po godzinie prawie 200 osób pikietujących pod budynkiem Energi Operatora przeniosło się do świetlicy, na tzw. masówkę. Podczas niej padały ostre słowa. - Rozmawiałem z dyrektorem generalnym i powiedziałem mu, że jest mi wstyd, iż doszło do takiej sytuacji jak dzisiaj. Nigdy tak w energetyce nie było - mówił Józef Jankowski, wiceprzewodniczący międzyzakładowej organizacji związkowej NSZZ „Solidarność” przy Energa Operator oddział Płock. - Od 2005 r. jesteśmy okupowani przez Gdańsk. Okupacja polega na tym, że zabiera nam się zyski i decyzyjność. Strajk ostrzegawczy, zorganizowany przez „Solidarność” i NSZZ Pracowników Energetyki Płockiej, to konsekwencja sporu zbiorowego toczącego się między związkami zawodowymi a zarządami niektórych spółek grupy kapitałowej Energa. - Chodzi nam o przestrzeganie przez władze firmy zobowiązań umowy społecznej, która została podpisana w 2007 r. - mówi Paweł Podgórski, przewodniczący „Solidarności” w płockiej Energa Operator. Dla płockich związkowców istotne jest przestrzeganie umów jeszcze z 1996 r. - Dotyczą one wzajemnej współpracy między spółkami - tłumaczy Paweł Podgórski. - Zakład został podzielony na spółki, z których każda zajęła się swoją działalnością. Ale w umowach miały zagwarantowane, że będą wykonywać wszystkie prace na rzecz energetyki. I tak miało to wyglądać również po połączeniu ośmiu zakładów energetycznych w Energę. Tymczasem teraz nasze spółki muszą stawać do przetargu na swoją robotę i rywalizować z firmami zewnętrznymi, często będącymi tzw. „krzakami”. One zabierają nam po prostu miejsca pracy. Płocczanie mają też pretensje do centrali w Gdańsku o niskie nakłady na inwestycje. - Mamy na nie 80 mln zł. Tymczasem Gdańsk aż 200 mln - mówi Józef Jankowski. - Żadne wskaźniki nie uzasadniają takich dysproporcji. Wygląda na to, że jesteśmy karani za to, iż jesteśmy jednymi z najlepszych w całej grupie i mamy np. zautomatyzowane wszystkie stacje. Dlatego nam się daje mniej pieniędzy na inwestycje, żeby nadgonić gdzieś indziej. Ale dzieje się to naszym kosztem. My nie możemy się rozwijać. Związkowcy uważają również, że nie jest z nimi ustalany wskaźnik wynagrodzeń. I że od dwóch lat wynosi on zero, chociaż firma ma pokaźne zyski. Domagają się również rekompensat dla pracowników za niezrealizowane zobowiązanie dotyczące opieki zdrowotnej, konsultowania likwidacji rad nadzorczych czy zasięgania opinii związków w przypadku odwoływania członka zarządu ds. pracowniczych. - To wszystko jest zapisane w umowie społecznej, ale nie jest przestrzegane - mówi Paweł Podgórski. Czy strajk ostrzegawczy przyniesie jakieś rezultaty? Zdaniem Józefa Jankowskiego, niestety nie. - Czeka nas spotkanie komitetu protestacyjnego z mediatorem i najprawdopodobniej podpisanie protokołu rozbieżności - mówi. - Dalsze formy protestu to manifestacja w Gdańsku. Ostatecznością jest strajk generalny. Nie chcemy do niego dopuścić, ale możemy nie mieć innego wyjścia. W specjalnej informacji dotyczącej strajku ostrzegawczego szefostwo firmy napisało, że „przedmiotem sporu zbiorowego jest wysunięta przez stronę związkową lista 10 postulatów, z których część dotyczy kwestii finansowych, np. 15-procentowego wzrostu wynagrodzeń, licząc od 1 stycznia 2009 r. czy wypłaty dodatkowej rekompensaty. W obecnej sytuacji społeczno-gospodarczej są one niemożliwe do zrealizowania w wymiarze oczekiwanym przez stronę związkową. Natomiast w sprawie innych postulatów, m.in. tych dotyczących restrukturyzacji poszczególnych spółek, władze spółek Grupy Kapitałowej konsekwentnie stoją na stanowisku, iż kwestie te, podobnie jak decyzje biznesowe, leżą w kompetencjach zarządów poszczególnych spółek. Niemniej jednak zarządy każdorazowo przedkładają propozycje zmian związkom zawodowym, zapewniając jednocześnie, iż nie spowodują one utraty przywilejów pracowniczych wynikających z umowy społecznej”. Rzecznik prasowy płockiej Energi Operatora odniosła się do kwestii podnoszonych przez płockich związkowców. - Jeśli chodzi o inwestycje, to w płockim oddziale wzrost kształtuje się na poziomie 38 proc. w stosunku do roku ubiegłego. W tegorocznym planie inwestycyjnym mamy zagwarantowane 87 mln zł. Natomiast średnia płaca w 2009 roku wzrosła o 1,9 proc. - stwierdziła Aldona Niedzielak. GSZ
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze