Nie mogę wybrnąć z bajorka lokalnej oświaty, choć obiecałem sobie po ostatnim tekście, że długo do niego nie wrócę, ale tak do łez wzruszyła mnie troska o nauczycielski stan, jaką w minionym tygodniu przejawił Ratusz, że nie mogłem powstrzymać pióra. Troska doprawdy, myślę sobie, godna tej, jaką 500 lat temu mistrz Frycz był łaskaw w swe księgi o poprawie Rzeczypospolitej włożyć i odtąd nie wypada przecież o nauczycieli i oświatę się nie troszczyć, bowiem Frycza w szkole “przerabiają” wszyscy, a potem tu i ówdzie cytują chętnie. I choć od Frycza minęło już lat całkiem sporo, Rzeczpospolita nie jest jeszcze poprawiona, więc każdy zryw w pożądanym kierunku przywitać trzeba z należnym szacunkiem. No więc wzruszenie odbiera mi mowę, ale na szczęście palce posłusznie walą w klawiaturę, zatem mogę swobodnie dać upust swoim emocjom. Bo jakże tu nie wzruszać się, kiedy słyszy się słowa szefowej Wydziału Oświaty tak pełne serca i wyrozumienia dla nauczycielskiej krwawicy, dla której przeważnie mało kto wyrozumienie ma. Oburza mocno Panią Kierownik (a sekunduje jej dzielnie i była wiceminister oświaty, i aktualna szefowa płockiej delegatury kuratorium) głównie to, że nauczyciele pracują zdecydowanie za dużo, po trzydzieści i więcej godzin tygodniowo (i dodam – dwa razy tyle w domu, ale o tym przecież nie każdy musi wiedzieć), oburza Panią i to, że pracują w paru szkołach jednocześnie. No i słusznie, że Pani Kierownik i inne Panie się tak mocno oburzają, bo przecież taki styl pracy i życia niewątpliwie podkopuje zdrowie i psychiczne i fizyczne szanownych pedagogów, a to z kolei nie wpływa zbyt korzystnie na proces dydaktyczny, na którym przecież tak bardzo państwu zależy, na co dowodów w ostatniej dekadzie dało wiele, a miasto nasze wcale nie mniej.
Tak więc bardzo kategorycznie i jak najbardziej słusznie Panie grzmią, że niedopuszczalne jest, aby nauczyciel był przepracowany i przemęczony, bo wtedy nie jest dyspozycyjny po lekcjach dla ucznia ani dla rodziców. A uczniowie, jak wiadomo, o niczym innym nie marzą, tylko o tym, by się ze swoimi nauczycielami prawie w ogóle nie rozstawać. O tym samym marzą także rodzice, którzy czasu mają tak dużo, że gdyby tylko nauczyciele mogli, to przez całe popołudnia nie wychodziliby jedni i drudzy ze szkoły, co też mocno poprawiłoby od razu kondycję psychiczną całego narodu, tak że do utrzymania go we właściwej formie niepotrzebne byłyby nawet sukcesy mistrza Adama.
Na przepracowaniu nauczycieli tracą więc wszyscy, także rzecz jasna miasto, bo musi mocno główkować, co tu młodzieży szanownej zaoferować w czasie pozalekcyjnym, no bo przecież kina już prawie w mieście nie ma, teatr musiałby co miesiąc dawać dwie premiery, trzy baseny to ciut za mało, nie policzę przez grzeczność boisk, hal sportowych, tudzież innych miejsc służących podnoszeniu zwierzątka w człowieku na poziom zupełnie należyty. Gdy więc pomysłów na powyższe sprawy wyrazistych nie ma, dziurę w planie mogą zapełnić nauczyciele, którzy młodzieżą się zaopiekują, a i grosza za to nie wezmą, no bo nie wypada. Traci wreszcie na przemęczeniu nauczycieli państwo, które przecież oświatę traktuje priorytetowo, jakże zatem do priorytetowego modelu oświaty pasowałby nauczyciel wyglądający na przykład tak jak ów polonista z filmu Marka Koterskiego “Dzień świra” (który też Paniom zatroskanym do obejrzenia w wolnej chwili bardzo serdecznie polecam).
Zatem oburzenie jest całkiem słuszne i na czasie. Nauczyciel ma pracować zdecydowanie mniej, tyle mniej więcej, ile pracuje w ucywilizowanych nieco lepiej krajach Zachodu. Ma być wypoczęty i zawsze dyspozycyjny, ładnie ubrany, dobrze odżywiony, oczytany i opatrzony, zorientowany w najnowszych trendach nauki i kultury. Taki nauczyciel to prawdziwy skarb, a gdy przy tym jest pokorny i cichy, to prawdziwy dar niebios. Będzie miał czas na kontakty pozalekcyjne z uczniem, rodzicami, będzie nieustannie podnosił swoje kwalifikacje, chodził do kina i teatru, na wystawy i do filharmonii, o operze nie zapominając. Będzie go rozpierać zadowolenie z siebie, życia, zawodu i z administracji, która tak o jego kondycję dba. Będzie emanował zdrowiem i pogodą ducha. Będzie spełniał bez szemrania misję wobec społeczeństwa, państwa i Kościoła razem wziętych. A najważniejsze, że niewiele będzie to wszystkich kosztować. Tak niewiele, że nie przyjdzie nikomu do głowy zapytać nawet, dlaczego łapie dwa etaty, dlaczego pracuje w kilku szkołach naraz. A o dobrych radach mistrza Frycza też można będzie zapomnieć i całkiem po swojemu tak reformować, aby nic nie zreformować, a przy tym dużo mówić i tak, by wyglądało, że sensownie.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze