Reklama

Tu pachnie prawdziwymi świętami

16/04/2014 08:05
W Niedzielę Palmową jak co roku Muzeum Wsi Mazowieckiej odwiedziło tysiące wiernych i turystów z całego kraju. Przyjechali, bo jak mówią, właśnie w sierpeckim skansenie można być blisko staropolskiej tradycji wielkanocnej, zobaczyć prawdziwe palmy z bibułowymi kwiatami i wierzbowymi gałązkami oraz dowiedzieć się, jak najważniejsze w tradycji katolickiej święto obchodzono przed stu laty.
Wspólne, bardzo uroczyste i rodzinne świętowanie Niedzieli Palmowej to już tradycja sierpeckiego skansenu. – Mama zawsze na Niedzielę Palmową jeździła do Łysych. Tym razem zmieniłyśmy kierunek i jesteśmy w Sierpcu. Uwielbiamy miejsca, w których można zobaczyć, jak korzenne tradycje są kultywowane. Zaczęłyśmy od zwiedzania chałup, które zachwycają prostotą i przestrzenią. Dla mnie jest to przypomnienie dzieciństwa, bo u babci na wsi jeszcze taki dom jest – mówi pani Urszula, która do Sierpca przyjechała z mamą Genowefą i koleżanką Dorotą z Celestynowa, koło Otwocka. – Wokół pachnie bukszpanem, wiosną, palmą – dodaje pani Genowefa. – Idziemy właśnie do kościoła poświęcić palmę, przygotować się duchowo do świąt. A te u nas są bardzo rodzinne, tradycyjne, z drożdżowymi babkami. Ja piekę, a moja córka lubi – śmieje się pani Genowefa.
Niedziela Palmowa, dawniej zwana Wierzbną lub Kwietną, rozpoczyna najpiękniejsze święto w liturgii kościelnej – Wielkanoc. Jest to symboliczna pamiątka wjazdu Jezusa do Jerozolimy, w której witany był gałązkami palmowymi. – Dla nas, katolików jest to wyjątkowy dzień. Mamy tradycyjne palmy, idziemy je właśnie poświęcić. To jest miejsce dające wiele przeżyć, wspomnień. Takie jakie jeszcze pamiętamy z dzieciństwa. Warto przyjechać, powspominać, jak się kiedyś przy ławce siedziało z atramentem, robiło kleksy, liczyło na drewnianych liczydłach. Dla mnie jest to okazja do powrotu do czasów dzieciństwa – mówi pani Urszula, która z mężem Władysławem i szwagierką Ewą przyjechali z Włocławka. Jej szwagierka Ewa była pod wrażeniem wystroju chałup. – Od razu przypomniały się łóżka, które kiedyś były domowymi dziełami sztuki, wykrochmalona pościel na kant, poukładane haftowane poduchy – wszystko perfekcyjnie.
Pani Urszula i pan Władysław przyznają, że przywiązują wagę do tradycji i kultywują ją w swoim rodzinnym domu. – To czas spotkania z najbliższymi, dziećmi, wnukami. Wspólna modlitwa, jajka malowane w cebulaku, żurek, biała kiełbasa, drożdżowe babki. Rodzinnie, domowo. To przekazujemy – mówili goście z Włocławka.
Świąteczne dźwięki, smaki i zapachy unosiły się na terenie całego skansenu za sprawą świątecznych potraw i wypieków. Takie można było znaleźć na stoisku Krzysztofa Dobiesza z cukierni Magdalenka z Zielonej (okolice Żuromina). Na wędrujących kusząco spoglądały ręcznie zdobione mazurki, wielkanocne baranki z ciasta drożdżowego, keksy, makowce. – Wszystkie nasze wyroby wypiekamy według receptur przekazanych nam przez rodzinnych, starych mistrzów cukierników. Pozostajemy wierni tradycji. I to także doceniają nasi klienci i turyści odwiedzający skansen, w którym my jesteśmy również stałymi bywalcami. Stawiamy na mniejszą produkcję, na to, żeby było smacznie i klient wyszukiwał naszych wyrobów. Polecam gotowane baby wielkanocne, słynny makowiec i baranki, które ozdobią świąteczny stół – mówi Krzysztof Dobiesz, u którego na stoisku najlepiej sprzedawały się makowce, keksy i pierniki na miodzie.
Długie kolejki ustawiały się do Mirosławy Wilk z Wielgiego, która zapraszała do skosztowania tego wszystkiego, co się kojarzy z tradycyjnym stołem. Ten, kto miał ochotę spróbować jej białych kiełbas, pasztetów, żurku, bigosu czy chleba wypiekanego w piecu na zakwasie, musiał nastawić się na długie czekanie. A to nie koniec smakołyków. Bo pani Mirosława przywiozła także pyszne szynki własnego wyrobu, salcesony, kaszanki i paszteciki. Pytana o to, na czym polega fenomen jej kuchni, mówi: – Umiar i prostota jest dobra we wszystkim. Także w kuchni. W gotowaniu i pieczeniu im prościej, tym smaczniej i zdrowiej.
W swojej kuchni jest wierna jeszcze jednej zasadzie – tradycyjnemu gotowaniu. W to od lat zaangażowana jest cała rodzina, która pracuje pod przewodnictwem pani Mirosławy. Zawsze najbardziej pracowite są dwa dni przed wyjazdem. – Wszystko przygotowywane według starych, sprawdzonych przepisów, jak za czasów naszych babć. Właściwe proporcje i gotowanie z uczuciem dają gwarancję wyśmienitego smaku – zdradza pani Mirosława. – I jeszcze jeden ważny szczegół: wszystkie potrawy przygotowywane są w kuchni opalanej węglem. Chlubą jej kuchni jest chleb żytni, na prawdziwym zakwasie, pieczony w piecu kaflowym. – Dziś taki można dostać naprawdę w niewielu miejscach – mówi pani Mirosława.

Niebieski, biały,
różowy

Niedziela w skansenie to czas wspomnień, przygotowań do świąt i poznawania tradycji. A tę można było poznać, wędrując po chałupach. Przy pierwszej, z Rempowa o historii palm i sposobach ich wytwarzania turystom opowiadała i od razu pokazywała Małgorzata Jankowska. Spod jej ręki wychodzi kilkaset palm. Część jeszcze przed świętami, a część jest wyrabiana na bieżąco w czasie spotkań z turystami. Turyści mogli dowiedzieć się, że prawdziwa palma, z którą na przełomie XIX i XX wieku wierni chodzili do kościoła, musiała składać się z ręcznie wyrabianych z bibuły kwiatów w trzech kolorach: różowym, białym, niebieskim. Do tego palma mazowiecka miała trzcinę, borówkę i bazie. Po poświęceniu w kościele palma była umieszczana za obrazem. W chałupie z Czermna można było podejrzeć jak wyglądała tradycyjna technika malowania wydmuszek. Kiedyś, jak tłumaczyła pracownica skansenu, sięgano po tradycyjne barwniki, m.in. jemiołę, dającą oliwkowy kolor. Gospodynie chętnie sięgały także po korę dębu, dającą bardzo ciemny, podchodzący pod czarny kolor. Wykorzystywane były także młode zboża, zasuszone kwiaty malwy. Tak jak i dziś często do barwienia wydmuszek i jaj używano łupin cebuli, czyli tradycyjnego cebulaka. Aby wydmuszka miała piękny kolor, najpierw trafiała w barwnik, koniecznie z octem, aby kolor był żywy. Wcześniej woskiem robiono na niej różne wzory. Po wyschnięciu jajko rozgrzewano nad świeczką, wosk rozpuszczał się i szybko był wycierany. Miejsce pod nim to biały wzór nadany wcześniej.
W niedzielę wnętrze skansenowskich chałup było opowieścią o przedświątecznych przygotowaniach: pieczeniu ciast, przygotowywaniu ozdób, święceniu pokarmów, ale także chodzeniu młodzieży z kurkiem dyngusowym i gaikiem.
Jakie było świętowanie na wsi mazowieckiej przed stu laty, można będzie dowiedzieć się, odwiedzając sierpeckie muzeum w wielkanocny poniedziałek. Podczas imprezy „Gry i zabawy wielkanocne” będącej kolejnym spotkaniem z tradycją można będzie dowiedzieć się, jak bawili się mieszkańcy wsi. Podczas rodzinnego pikniku można będzie na skansenowskiej drodze zmierzyć się w grze w kręga, bawić w toczenie obręczy, przespacerować się na szczudłach, ale także sprawdzić, czyje jajko najszybciej dotrze na dół, staczając je z góry. Na podwórzu jednej z zagród pojawi się wielka drewniana huśtawka wielkanocna. W lany poniedziałek nie zabraknie oczywiście drewnianych sikawek z mechanizmem tłokowym.
tekst i fot. T. Radwańska- Justyńska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości