Reklama

Trzeba mieć w życiu pasję

21/02/2001 14:15
Tycjan, Mark Twain, to kolejne tematy w Teleturnieju Wielka Gra, w których najwyższą nagrodę otrzymała płocczanka Krystyna Grochowska. W lutym br. zdobyła ponownie 40 tys. złotych za wiedzę o Picassie. W chwili obecnej jest już po eliminacjach z tematu Sztuka Młodej Polski.W Wielkiej Grze była cztery razy, przegrała tylko raz, na przedostatnim pytaniu w finale, z Mehoffera. Znała odpowiedź, ale jak twierdzi, widocznie w momencie stresu „Pan Bóg odebrał mi rozum”. - Te dziedziny, którymi się zajmuję, są trudne, a sami jurorzy bardzo wymagający. Pan Michałowski na przykład tak potrafi uwikłać pytanie, że nawet znając temat można się zdezorientować. Trochę doświadczenia ma, aczkolwiek gdy pierwszy raz (z Tycjana) grały z koleżanką, trudno jej było wykrztusić odpowiedź, zapomniała nawet jak się nazywa. Ale to minęło. – Teraz już nie zwracam uwagi jak wyglądam i co się zdarzy. Sztuką zainteresowała się w Rosji, wtedy gdy jeździła na staż lub ze studentami. Odwiedzały teatry i muzea. Była kilkakrotnie w Ermitażu i Galerii Tretiakowskiej, w domach pisarzy: Majakowskiego, Puszkina, Dostojewskiego i Tołstoja: - Dokładnie pamiętam salę w Ermitażu, poświęconą malarstwu włoskiemu i holenderskiemu. Tam również był Pablo Picasso, bo Rosja ma bardzo piękny zbiór 55 płócien artysty. Ówcześni prywatni kolekcjonerzy kupowali bezpośrednio od niego albo od jego manszardów, po śmiesznie niskich cenach. Jeden z moskiewskich kupców kolekcjonerów już przed I wojną światową udostępnił swoje prywatne sale Picassa i Matissa, tak jak wcześniej zrobił to również Tretiakow. Krystyna Grochowska ukończyła dwie filologie, najpierw polską później rosyjską, ponieważ w szkole, gdzie rozpoczęła pracę potrzebowali specjalistów w tych dwóch przedmiotach. Już w ciągu pierwszego semestru tak się zaangażowała, że po roku zdała normalny egzamin na filologię rosyjską na UJ. Chociaż pierwsza polonistyka była w Łodzi, zawsze pociągał ją Kraków, z jego bogatą historią i sztuką. Doktorat zrobiła z językoznawstwa polsko-rosyjskiego. Żałuje, że nie dokończyła habilitacji, choć trzykrotnie podejmowała temat. Była przy tym dwa razy w Jasnej Polanie, ponieważ chodziło o język Lwa Tołstoja, później o Mickiewicza, ale trzeba byłoby pojechać na miejsce i badać dialekty, a sytuacja temu nie sprzyja. Zresztą po co i dla kogo, skoro pracy dla polonistów coraz mniej, a o rusycystach lepiej nie wspominać. Decyzję o tym, że trzeba ze swojej wiedzy zrobić użytek, podjęła podczas dwumiesięcznego pobytu w szpitalu, miała ciężką żółtaczkę, bez wyjścia do domu. Przedwiośnie. Niezwykle rzadkie odwiedziny, porozmawiać można było z bliskimi tylko przez okno. Jedna z chorych miała telewizor w sali, a oglądając wspólnie Wielką Grę, spostrzegła, że pani Krystyna się w tym orientuje, że na różne tematy związane z kulturą potrafi interesująco dyskutować, więc gorąco namawiała. – Pojechałam na pierwsze eliminacje w kilka miesięcy po wyjściu ze szpitala, ale nie pisała o Tadeuszu Kościuszce. Zorientowała się tylko, że za miesiąc będą kolejne do Tycjana. Zawsze lubiłam się uczyć, więc wzięłam się do pracy i w ciągu trzech tygodni opanowałam to, co potrzebne do pierwszego etapu. Jaka jest recepta na szybkie zdobywanie wiedzy? Krystyna Grochowska twierdzi, że trzeba jeść orzechy, pestki dyni i słonecznika. To jest witamina 3xM, czyli Mądrość, Miłość, Młodość. Ważna jest systematyczność, choćby każdego dnia zapamiętać coś dodatkowego – jedno nazwisko, jedną pracę, dzieło – kojarzyć, rozbudowywać, drążyć i poszerzać w różne strony. Nie obędzie się bez pracowitości: - w dzieciństwie nie wymawiałam „r”, dzieciaki śmiały się ze mnie, więc szłam do szkoły i ćwiczyłam po drodze wymowę, aż doszłam do perfekcji. Zrobiła też kurs dla pilotów wycieczek zagranicznych (w języku rosyjskim), ale tak się złożyło, że nie była z żadną wycieczką. A chciałaby pojechać do Hiszpanii, do Barcelony, przyjemnie byłoby pochodzić po Paryżu, bo wiedeńską secesję zna świetnie, córka tam kiedyś mieszkała. - Z nagrody najbardziej cieszą się moje dzieci, bo wiedzą, że je wspomogę. Za poprzednie wygrane kupiłam im mieszkanie i mam ten luksus, że nie muszę się już nimi zajmować. Poza tym znacznie lepiej, jeśli młodzi mieszkają oddzielnie. Syn mówi, że powinnam kupić komputer. Odpowiadam, że mam go w głowie i w notatkach. Niech tam sobie młodzi klikają. Od dzieciństwa lubiła książki Marka Twaina . Szczególnie zainteresowała ją biografia pisarza. Jechał na Dziki Zachód, dyliżansem przez trzy tygodnie i wiózł ze sobą ogromny słownik, bo sądził, że mu się przyda. Pociąga ją Faulkner, ale nie ma go wśród telewizyjnych propozycji. Są rosyjscy pisarze, ale z racji wyuczonej profesji, z tego tematu nie może grać. Są takie kryteria, że jeśli się studiowało ten kierunek, lub pracowało w danej dziedzinie, nie można uczestniczyć z tego tematu. Duże pieniędzy wydaje na książki i albumy, które są coraz piękniejsze. Krystyna Grochowska twierdzi, że w Płocku zawsze miała problemy z pracą i akceptacją. – Płock mnie nie chciał. Może dlatego, że byłam jedną z pierwszych nauczycielek z doktoratem? Wytykano mi to – mówi bez goryczy. Składała naturalnie oferty pracy do płockich wyższych uczelni, ale bez rezultatu. - Wielka Gra to wyjątkowy teleturniej, gdzie ludzie są sobie życzliwi. Nawet gdy pani Ryster, po eliminacjach wyznacza pary, nikt nie traktuje tego, w ten sposób że jedno tylko wygrywa. Zawsze myśli się, że może dwie osoby będą laureatami. Zaprzyjaźniłam się z ludźmi. Kiedy wygrałyśmy obie z Wiesią Kuśnierek (z Łodzi) z Tycjana, to był ewenement. Teraz znów jestem szczęśliwa, że i mój partner w temacie Picasso został laureatem. Udział w Wielkiej Grze jest kolejnym sprawdzianem, czy jeszcze coś potrafi. Gdy ma konkretny termin, wtedy jest bardzo zmobilizowana i zaangażowana, jeśli nie, robi inne rzeczy z ogromnego wachlarza zainteresowań. Zajmuje się na przykład rolnictwem w wymiarze działkowym: - Jeśli wiem, że skopię, zgrabię, posieję i to mi wyrasta, to czasem sprawia mi większe zadowolenie niż napisanie artykułu. Tłumaczy też różne dokumenty, szczególnie akty notarialne, księgi metrykalne i darowizny i jak twierdzi ich odczytywanie sprawie jej satysfakcję. Jednym słowem, nie ma czasu na nudę, a wiele godzin spędza w bibliotekach. Aktualnie wykłada językoznawstwo i kulturę języka w wyższej szkole humanistyczno-pedagogicznej w Łowiczu: - Byłam kiedyś bardzo pryncypialną nauczycielką i chciałam od uczniów bardzo dużo, myślę za dużo, z biegiem czasu jestem bardziej tolerancyjna, niekoniecznie uczeń musi umieć to co nauczyciel. Co potem? Ze sztuką Młodej Polski łączy się Malczewski, który jest w tematach Wielkiej Gry. Pewnie spróbuje jeszcze raz, choćby z tego powodu, że malarz dzieciństwo spędzał tam, gdzie rozpoczynała pracę – w Wielgiem, 30 km od Radomia. Teraz myśli o wiośnie w Murzynowie. Czy mróz nie zaszkodził winnej latorośli? Zanotowała: Lena Szatkowska Fot. DarO
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości