Felieton Jerzy Ogonowski. Tygodnik Płocki
Idea podziału władz wiąże się z osobami Locke’a i Monteskiusza, ale tytułowe określenie jest dziełem Tadeusza Boya - Żeleńskiego. Według Monteskiusza „posiadanie władzy skłania do jej nadużywania i łamania praw obywatelskich”, a „warunkiem zachowania wolności politycznej obywateli jest podział władz między różne, niezależne, wzajemnie dopełniające, hamujące i kontrolujące się podmioty”. Tłumaczył, że „kiedy… władza prawodawcza zespolona jest z wykonawczą, nie ma wolności, ponieważ można się lękać, aby ten sam monarcha… nie stanowił tyrańskich praw, które będzie tyrańsko wykonywał… Gdyby [władza sądownicza] była połączona z władzą prawodawczą, władza nad życiem i wolnością obywateli byłaby dowolną, sędzia bowiem byłby prawodawcą. Gdyby była połączona z władzą wykonawczą, sędzia mógłby mieć siłę ciemiężyciela”. Tyle twórca idei. A w praktyce?
W naszym pięknym kraju władzę wykonawczą sprawuje rząd tworzony przez większość parlamentarną oraz prezydent. Ministrowie i wiceministrowie nierzadko są parlamentarzystami (najczęściej posłami), a prezydent może wetować ustawy albo kierować je do Trybunału Konstytucyjnego. Powołuje też sędziów na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, która składa się z wybieranych przez Sejm piętnastu sędziów i czterech posłów oraz dwóch wybrańców Senatu, Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, Prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz ministra sprawiedliwości i jednej osoby – wszyscy powołani przez Prezydenta RP.
Tak to mniej więcej wygląda. Kto wygra wybory, ten dzieli między swoimi łupy, jak nie przymierzając, posady w spółkach Skarbu Państwa. A przegrany musi zacisnąć zęby i czekać na kolejny obrót koła fortuny. Niestety koło obraca się z różną szybkością i na niektóre zdobycze trzeba poczekać nieco dłużej. Bo cała machina rządzi się zasadą kadencyjności, a kadencje zaczynają się i kończą w różnych momentach.
I tu rodzą się rozmaite pomysły na przyśpieszenie biegu dziejów. Jak dotąd obowiązywała, z małymi wyjątkami, zasada sformułowana przez znanego konserwatywnego publicystę: my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych. Jak będzie tym razem? Pożyjemy, zobaczymy czy groźne pomruki dochodzące z szeregów, które wkrótce przejmą władzę to tylko taka gra, czy tym razem naprawdę „przyjdą silni ludzie”? Bo jeśli tak, to przypominanie o trójpodziale władzy i że o tym, kto „będzie siedział”, decydują sądy, a nie parlamentarzyści czy ministrowie, nie ma raczej sensu…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze