Co się dzieje z ludźmi? Mamy środek zimy. Może to nie jest zima stulecia, ale ciepło też nie jest na tyle, żeby w weekend zabierać ręcznik i jechać nad jezioro się kąpać! Płock opanowała jednak właśnie moda na morsowanie. Wystarczy w wolny dzień wybrać się choćby do Koszelówki, by zobaczyć na plaży nad Jeziorem Zdworskim grupy śmiałków w strojach kąpielowych i specjalnych dodatkach typu gruba zimowa czapka, rękawiczki i obowiązkowo w butach piankowych na stopach. Najpierw biegają po piasku, a potem dziarskim krokiem wchodzą do lodowatej wody, na której malowniczo rysuje się miejscami kra. Do wody wchodzą po pachy i siedzą tak nawet i po 10 minut.
Po co to robią? – Dla zdrowia, lepszego samopoczucia i lekkiego buzowania adrenaliny – odpowiada nam Maciej Kusiński, napotkany ostatnio w Koszelówce mors. Na takie fanaberie pozwala sobie w każdą niedzielę. Udało mu się do takich wypraw zachęcić przyjaciół Piotra Pająka i Natalię Muszyńską. Dla tej trójki to jednak żadna moda, choć faktycznie okazuje się, że zauważyli w ostatnim czasie, iż trudno znaleźć odludny akwen w okolicy Płocka. Ale spokojnie… W dość płytkich przy brzegu wodach jeziora Zdworskiego miejsca wystarczy dla każdego.
Czy trudno zacząć morsować? – Ważne jest tutaj nastawienie. Pierwsze morsowanie to na pewno szok dla organizmu. Trzeba jednak wiedzieć, jak się przygotować do morsowania, czego się spodziewać, a najlepiej debiutować pod okiem osoby z doświadczeniem. A po przełamaniu swojej bariery lęku okazuje się, że przypływ energii jest taki, że człowiek myśli o tym, by wejść do lodowatej wody ponownie – opowiadają napotkane przez nas morsy i foczka, bo tak nazywa się w kręgach morsujące kobiety.
Maciej Kusiński dodaje, że zanim zdecydował się pierwszy raz wejść do lodowatej wody, sceptycznie podchodził do tego tematu, a na widok morsów miał jedno określenie – wariaci. To już jednak przeszłość. Teraz każdemu poleca i wymienia zalety. – Mam więcej energii. Obecnie żadna kawa takiego kopa energetycznego nie zagwarantuje. Nie choruję, choć po pierwszym wejściu obawiałem się, że skończę w łóżku z zapaleniem płuc. Nic takiego się jednak nie stało. A do tego zupełnie inaczej podchodzę do niskich zimowych temperatur. Nie robią na mnie większego wrażenia – podkreśla.
Oczywiście morsować trzeba z głową. Nie tylko konieczna jest rozgrzewka przed wejściem do wody zimą, ale też sprawne wyjście, szybka zamiana ubrań z mokrych na suche i ciepłe, a do tego przydaje się kubek ciepłej herbaty po wyjściu na brzeg.
Więcej w kolejnym wydaniu Tygodnika Płockiego.
BeeS
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze