Reklama

Tajemnice płockich Powązek

13/02/2013 11:47
Odwiedziny starej nekropolii przy ul. Kobylińskiego w Płocku, zwanej ze względu na wiele zabytkowych grobów płockimi Powązkami, mogą stać się okazją do refleksji i zadumy nad losami minionych pokoleń Polaków. Takiemu nastrojowi można ulec, udając się na przykład do miejsca będącego swoistym panteonem polskich narodowych bohaterów. Obok siebie znajdują się pomniki poświęcone bohaterom powstania styczniowego 1863 r. i Armii Krajowej.
Wielu z nas zadaje sobie pytanie, jakimi motywami kierowali się ci młodzi ludzie, ryzykując własnym życiem w walce o wolną ojczyznę? Pytanie to staje się szczególnie aktualne, gdy stoi się przy obelisku młodziutkiej sanitariuszki powstania styczniowego Marii Pauliny Krzyżanowskiej. Jej grób jest w bezpośrednim sąsiedztwie granitowego pomnika poświęconego pamięci powstańców styczniowych.
Z inskrypcji nagrobnej dowiemy się tylko tyle, że Maria Paulina zakończyła życie 14 lutego 1863 r. w wieku 20 lat. W płockim archiwum zachował się dokument informujący o śmierci Marii Krzyżanowskiej, która była córką Michała i Apolonii z domu Baranowskiej. Z przekazów ustnych i tradycji wiadomo, że była sanitariuszką oddziałów walczących w ówczesnym województwie płockim i prawdopodobnie zginęła w trakcie powstania. Nic więcej o niej nie wiadomo.
Mimo że na płockich Powązkach zachował się tylko ten jeden grób będący świadectwem udziału kobiet w powstaniu styczniowym, wiadomo, że Maria nie była jedyną kobietą walczącą w insurekcji w ówczesnym województwie płockim (guberni płockiej). W 150. rocznicę powstania warto te kobiety przypomnieć.
Głównym zajęciem kobiet w trakcie narodowych insurekcji w XIX w. było przenoszenie ulotek, odezw, przekazywanie korespondencji, skubanie szarpi, pomoc uwięzionym, a w czasie walk niesienie pomocy medycznej i opatrywanie rannych. Kobiety brały czynny udział w przedpowstaniowych manifestacjach i zebraniach patriotycznych. Francuski publicysta Charles Montalembert w czasie powstania listopadowego napisał: “Żadne cuda Kaplicy Sykstyńskiej i w kościele św. św. Piotra i Pawła w Rzymie, ani muzyka Glucka, czy Beethovena nie wywarły na mnie tak wstrząsającego wrażenia jak śpiew płomienny Polek w czasie manifestacji, który wydał się pieśnią nadludzką”.
Kobiety okresu zaborów potrafiły zjednoczyć się i solidarnie demonstrować swój sprzeciw przeciwko przemocy. Dały temu wyraz przywdziewając czarne suknie na znak żałoby po zabitych i zesłanych. Dla władz carskich było to przestępstwem będącym powodem nawet do aresztowania. Były też kobiety, które były żołnierzami. Wiadomo, że w województwie płockim walczyło z bronią w ręku w partiach powstańczych co najmniej kilka kobiet. Walcząc z wrogiem u boku mężczyzn, musiały one uciekać się do rozmaitych wybiegów i sztuczek, często występowały pod fałszywymi nazwiskami, pod pseudonimami i w męskich przebraniach.

Na zesłanie

Do najbardziej znanych kobiet biorących udział w powstaniu styczniowym na ówczesnej ziemi płockiej należały m.in.: Aniela Radzicka, Marianna Żytowiecka, Julia Prejbisz i Władysława nieznanego nazwiska.
Najwięcej informacji zachowało się na temat czynów Anieli Radzickiej, urodzonej na Ukrainie, zamieszkałej w chwili wybuchu powstania w Czarnocinku w powiecie przasnyskim, guberni płockiej. Była córką oficera armii rosyjskiej, matką pięciorga dzieci. Aniela przyłączyła się do partii powstańczej zorganizowanej przez sąsiada Tomasza Kolbego. Pomagała m.in. w wyposażeniu oddziału w broń. Wykonywała zadania kurierskie i inne misje zlecone przez dowódcę. W swoim dworze prowadziła centralę zapewniającą powstańcom wzajemną komunikację, tędy przechodziły rozkazy, wiadomości i korespondencja. Jej dowódca poległ 5 maja 1863 r., a członkowie partii rozproszyli się. W połowie marca w ręce Rosjan dostała się kancelaria powstańcza. Wśród dokumentów zaborcy natrafili na nazwisko Anieli i dowody świadczące o jej udziale w insurekcji. Dokonano więc w jej domu rewizji. Anielę aresztowano i postawiono przed sądem wojennym, który skazał ją na dożywotnią katorgę na Syberii, którą złagodzono na dożywotnie osiedlenie.
Inną ukaraną w ten sam sposób była włościanka Marianna Żytowiecka zamieszkała w Poniatowie w powiecie przasnyskim. Należała do partii powstańczej i brała udział w walkach. Stała na czele oddziału chłopskiego, który sama zorganizowała. Pełniła funkcję żandarma powstańczego. Do jej zadań należało wykrywanie i unieszkodliwianie carskich donosicieli. Nazywano ją “żandarmem w spódnicy”, na zdrajców wydawała bowiem wyroki śmierci. Dostała się do niewoli i trafiła do płockiego więzienia, gdzie przebywała przez dłuższy czas. W 1864 r. zesłana została do dalekich guberni rosyjskich na pobyt dożywotni.
Trzecią kobietą walczącą w województwie płockim była Władysława nieznanego nazwiska walcząca w oddziale Seweryna Gąseckiego. Wiadomo tylko, że była obywatelką pruską, pochodziła bowiem z terenu Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Występowała w męskim przebraniu. Wzięła udział w dwóch potyczkach, następnie dostała się do niewoli. Znalazła się w więzieniu w Płocku. Wśród mieszkańców rozeszła się nieprawdziwa plotka, jakoby była adiutantem Padlewskiego, co wzbudziło podziw i zainteresowanie nią oficerów rosyjskich stacjonujących w Płocku. Przebywając w więzieniu, otrzymywała od nich różne dowody sympatii. Nie poniosła kary za udział w powstaniu – jako obywatelkę pruską wydalono ją za granicę Królestwa Polskiego, z zakazem powrotu.
Julia Prejbisz była pracownicą jednego z dworów koło Płocka, który uległ zniszczeniu w trakcie działań powstańczych. Przyłączyła się wtedy do oddziału organizowanego w powiecie lipnowskim. 24 kwietnia oddział stoczył potyczkę z silną grupą wojsk rosyjskich. Julii cudem udało się uniknąć niewoli.

Tajemnice Antoniny

Z płockim starym cmentarzem związana jest jeszcze jedna intrygująca historia, tym razem powstańca listopadowego – Antoniny Wierzbickiej primo voto Tomaszewskiej. Młodość tej bohaterskiej kobiety związana była z Litwą. Urodziła się w okolicach Kowna na Żmudzi w 1814 r.
Pochodziła z patriotycznej rodziny szlacheckiej. Uczęszczała do klasztornej szkoły benedyktynek w Krożach, gdzie zetknęła się z prześladowaniami Polaków i Litwinów przez Rosjan. Wzorując się na przykładzie Emilii Plater, przystąpiła do powstania listopadowego, które na Litwie wybuchło wiosną 1831 r. Miała wtedy 17 lat. Wstąpiła do partii powstańczej Juliusza Grużewskiego w powiecie rosieńskim. Umiała celnie strzelać i jeździć konno. W potyczkach Antonina wykazywała się niesłychaną brawurą i odwagą, szczególnie w bitwie pod Mankuniami.
Brała udział w bitwach pod Szawlami i Powendeniami, a w chwili upadku powstania miała stopień podporucznika. Razem z resztą regularnej armii polskiej przekroczyła granicę pruską i udała się na emigrację, choć decyzja ta była dla niej wielkim dramatem. Początkowo mieszkała w Prusach, później w Belgii, a ostatecznie – do czasów carskiej amnestii – we Francji. Tu wyszła za mąż za oficera polskiego o nazwisku Wierzbicki, z którym w 1857 r. powróciła do Polski i osiedliła się pod Płockiem.
Autorzy artykułu poszukiwali jej płockich śladów zarówno w archiwach, jak również na płockim starym cmentarzu, wiadomo bowiem że tam znajdował się jej grób. W okresie powstania styczniowego Antonina miała 49 lat. Obarczona liczną gromadką dzieci prawdopodobnie nie brała już udziału w walkach. Znając jej ogromny patriotyzm i zainteresowanie sprawami ojczyzny, można domniemywać że nie spędziła tego czasu bezczynnie. Być może w inny sposób pomagała powstańcom, może jako siostra miłosierdzia, działaczka Komitetu Kobiet lub inaczej. Zmarła prawdopodobnie około roku 1883. Można też domniemywać, że w powstaniu mogły uczestniczyć jej dzieci. Z archiwum płockiego więzienia wynika, że do 1867 r. między aresztantami znajdowała się Konstancja Wierzbicka, być może córka Antoniny. Ale jest to tylko przypuszczenie niepoparte żadnymi materialnymi śladami.
Po apelu do czytelników, który ukazał się w 2010 r. w “Kurierze Wileńskim”, odezwał się internauta o imieniu Wojciech. Napisał, że “jego babka z domu Humieniecka urodzona w 1878 r. w Płocku była wnuczką Antoniny. Przed drugą wojną światową regularnie odwiedzała cmentarz w Płocku, gdzie jej babka była pochowana z szablą. On osobiście w latach 70. widział ten cmentarz zdewastowany. Podobno Tomaszewska z Wierzbickim mieli syna i trzy córki, wiec muszą istnieć potomkowie tej pary”.
Autorzy prowadzili też własne dziennikarskie śledztwo, poszukując śladów dworu Wierzbickich w okolicach Lipna w parafii Karnkowo, jednak bezskutecznie. Kluczem do rozwiązania zagadki płockich losów Antoniny byłoby odnalezienie miejsca jej pochówku na starym cmentarzu lub archiwalnych fotografii i dokumentów dotyczących tego grobowca.
Autorzy zachęcają czytelników do odwiedzin starego cmentarza i do pomocy w rozwiązywaniu tej pasjonującej zagadki historycznej. Warto zapalić znicze i złożyć wiązanki na grobach Pauliny Krzyżanowskiej i jej towarzyszy poległych w latach 1863–1864 i zadumać się nad meandrami polskich losów.
Ewa i Bogumił Liszewscy
fot. archiwum autorów
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości