Reklama

Szkolne wspomnienia i sportowe emocje

20/06/2012 08:45
Kibicowali, wspominali szkolne lata, a przede wszystkim doskonale się bawili. Na dziesiątym już pikniku małachowiaków w nadwiślańskim ogródku w tym roku bawiło się blisko dwieście osób.
Wojciech Nowysz, jeden z organizatorów szkolnych spotkań, mówi, że Małachowianka była szkołą, która na tamte czasy uczniom dawała ogromny luz. – O tym, że trzeba się uczyć, nikt nie musiał mówić. Każdy, kto rozpoczynał naukę w LO Małachowskiego, wiedział, że to zobowiązuje. Była taka niepisana, ale przestrzegana zasada. Co ważne, zawsze czuliśmy, że nauczyciele są z nami. To także dzięki temu cztery lata w tej szkole wspominam naprawdę wspaniale. A nasz rocznik? Był naprawdę wyjątkowy. Do tej pory trzymamy się razem i szkoła naprawdę nas łączy. Wspieramy się, cały czas utrzymujemy kontakty, w tym roku robimy 33-lecie matury – wspomina szkolne czasy Wojciech Nowysz (matura 1979).
Dla państwa Izabeli i Piotra Kłopotowskich cztery lata w Liceum Małachowskiego były wyjątkowe także z tego powodu, że tu się poznali, zakochali i dziś jako małżeństwo uczestniczą w szkolnych spotkaniach. – Jesteśmy dopiero drugi raz na pikniku. Jakoś tak się składa, że zawsze zbiega się to ze sportowymi wydarzeniami. Poprzednio byliśmy w 2006 roku, kiedy rozgrywane były mistrzostwa świata, teraz mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Zawsze mamy dużą dawkę adrenaliny i towarzyszą nam duże emocje sportowe – mówi Piotr Kłopotowski, (matura 1983).
O czym dyskutują Małachowiacy? Przede wszystkim są to wspominki szkolne: kto, komu i dlaczego. – My trafiliśmy do szkoły na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Przeżyliśmy w tym miejscu wiele ważnych wydarzeń. Bo w Małachowiance zastał nas stan wojenny, uczestniczyliśmy w uroczystościach obchodów 800-lecia szkoły. Kiedy jako młodzi ludzie przechodziliśmy do nowego świata, zmieniał się system. A Małachowianka zawsze była w awangardzie oporu, większość uczniów chodziła z opornikami. Ja miałem teczkę-aktówkę, gdzie miałem buńczucznie napisane – nie lubię ruskich, a z drugiej strony pierogów – opowiada o szkolnych latach Piotr Kłopotowski. Czasach zarazem trudnych, bo przecież wielu rzeczy nie było w zasięgu ręki. Kiedy płyty z najnowszą muzyką przemycano z Zachodu, i w szkole kwitł handel wymienny. – Ten, kto paradował z longplayem grupy Genesis czy innej muzyki rockowej, był kimś – wspomina Piotr Kłopotowski. – I do tego jeszcze na każdej przerwie koszykówka – narodowy sport Małachowianki. Często z tego powodu spóźnialiśmy się na zajęcia i były oczywiście połajanki od profesorów.
A ci w pamięci uczniów, mimo wspomnianych wyżej połajanek, zapisali się ciepło i serdecznie. Jak profesor Zombirt, zawołany geograf, który z uczniami wędrował po kraju, odwiedzał wystawy, jeździł na spektakle teatralne do Warszawy.
O szkolnych klimatach opowiadają także cztery szkolne przyjaciółki (matura 1997): Dobrosława Szczerbakowska, Katarzyna Dymek, Mariola Kościelska, Beata Kachniewska, których przyjaźń przetrwała do tej chwili i ma się dobrze. Po wspólnej nauce w szkole połączyły ich studia, miejsce zamieszkania i spotkania w piaskownicy, gdzie mogły wymieniać się doświadczeniami związanymi z wychowaniem dzieci. – Czasy szkoły to bardzo dobre lata, a wybór w moim przypadku podyktowany był tradycją rodzinną, bo uczniem był dziadek i poszłam w jego ślady – mówi Dobrosława Szczerbakowska.
Gdyby dziś miały polecić tę szkołę młodym ludziom, to przede wszystkim dla jej klimatu, naprawdę dobrej atmosfery, świetnych ludzi i: – Takich spotkań na piknikach – dodają zgodnie przyjaciółki z Małachowianki.    rad
fot. T. Radwańska-Justyńska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości