Blisko 20 lat temu zespół socjologów pod kierunkiem ks. prof. Janusza Mariańskiego przeprowadził badania na temat kondycji moralnej społeczeństwa polskiego, w których ustalono, że jednym z głównych przejawów postępującej demoralizacji rodaków jest tzw. permisywizm, czyli postawa tolerancji dla łamania norm moralnych. „Powszechnej zgodzie co do oceny konkretnych czynów jako złych towarzyszy swoista wyrozumiałość wobec osób popełniających takie czyny.” Ma to miejsce szczególnie wtedy, gdy sprawca należy do popieranego środowiska politycznego. Czyny takie same, moralnie naganne, są potępiane, gdy są popełniane przez „obcych” z wrogiej partii lub koalicji politycznej. Przykładów potwierdzających ten fakt można znaleźć wiele, wystarczy wspomnieć słynną historię prowokacji korupcyjnej z udziałem „agenta Tomka”, w której tak obficie płakano razem z „pokrzywdzoną” przez funkcjonariuszy państwa łapówkarą. Podobnie było po aresztowaniu Barbary Blidy, a ostatnio po zatrzymaniu mecenasa Giertycha. Bez pytań o wiarygodność stawianych zarzutów opozycyjne media i opozycyjni politycy oraz ich sympatycy stanęli murem „za Giertychem”, a finezyjne omdlenia potężnie zbudowanego mecenasa wzbudzały porywy współczucia u całkiem, wydawało się, poważnych ludzi.
No cóż, żyjemy w bardzo zakłamanym społeczeństwie. Mało kogo interesuje prawda. Liczą się tylko doraźne, podszyte interesownością rozgrywki i sympatie polityczne i biznesowe. „Swoim” wybaczymy niejedną podłość i wariacki pogląd, ale nie przepuścimy „obcym”. Nie chcemy rzetelnego wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, bo nasze prywatne śledztwa dawno już uzgodniliśmy z linią programową „naszych partii”. I choćby służby wszystkich wywiadów świata ujawniły jakieś nowe fakty, to i tak na darmo. Nie chcemy o nich słyszeć, dopóki „nasze partie” nie zmienią stanowiska w tej sprawie. Zanim nowy człowiek rozpocznie urzędowanie na stanowisku ministra oświaty, my już wiemy o nim wszystko, z góry go przekreślamy, bo nie jest „swój”, a dopiero co nominowany jest „obcy” podwójnie albo potrójnie, bo, jesteśmy tego pewni, wprowadzi „zamordyzm ideologiczny” na uczelniach. I na nic się zdadzą tłumaczenia, że zamordyzm już istnieje i to nie narzucony przez obecną władzę, tylko przez mocno zakorzeniony w środowisku uczelnianym świetnie wspierający się krąg postępowców, genderystów, lgbtowców, od naporu którego robi się duszno młodym adeptom nauki. Wiem z pierwszej ręki.
Również w walce z „chińskim koronawirusem” uznanie lub choćby tylko wyrozumiałość dla działań rządu silniejsze są po stronie „naszych”, a krytyka jego poczynań skoncentrowana jest po stronie „obcych”. Awaria „Czajki”, dla której tyle zrozumienia płynie ze środowisk obecnej opozycji, spotkałaby się z napiętnowaniem tych samych sił, gdyby winowajcą był ktoś z otoczenia znienawidzonego Kaczora. W tym szaleństwie jest metoda. Skorzystał na niej pan mecenas Giertych, który, jak donoszą wtajemniczone media, mdlał, gdy mu prokuratura chciała stawiać zarzuty, a odzyskiwał zdrowie natychmiast, gdy przy jego łóżku stawał rzecznik praw obywatelskich. Spotkało się to z permisywnym zrozumieniem, a nawet uznaniem całych rzesz sympatyków opozycji, dla których wyprowadzenie 92 milionów złotych z giełdowej spółki na Cypr, czy gdzie tam akurat padło, to pikuś, gdy maczał w tym palce tak zasłużony w walce o praworządność pan mecenas Giertych. Tylko najpamiętliwsi przypominają ukradkiem piosenkę, którą te same salony śpiewały mu przed laty („Giertych do wora, wór do jeziora”), gdy stał jeszcze po niesłusznej stronie „Mocy”.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze