Reklama

Stanisław Soyka w POKiS-ie -Stary lis i młode wilki

05/12/2000 09:14
Niedzielny koncert Stanisława Soyki i jego Trio w sali koncertowej płockiego POKiS-u był znakomitym przykładem tego, jak bardzo mogą zmienić się i zyskać stare, osłuchane utwory w rękach i instrumentach młodych wykonawców, którym stary mistrz pozwoli poszaleć. Dawno już nie widziałem tak szczelnie nabitej sali w Płockim Ośrodku Kultury i Sztuki, wieczorem 3 grudnia. Dla ostatnich osób trzeba było dostawić maleńkie dziecięce stołeczki, bo na stojących w ciasnych rzędach krzesłach, nie było miejsca. Już pierwsze dźwięki ustaliły charakter koncertu, wypełnionego utworami opartymi na charakterystycznym brzmieniu fortepianu Soyki, manierze wokalisty (wzorowanej na czarnych śpiewakach bluesowych) i grającym z coraz większą swobodą, polotem i poczuciem humoru Trio w składzie: Loco Richter – gitara basowa, Arkadiusz Skolik – perkusja oraz Zbigniew „Uhuru” Brysiak – instrumenty perkusyjne, a także trąbka. Występ rozpoczął się od długich, rozbudowanych utworów w klimacie muzycznych medytacji. Ale publiczność rozgrzały dopiero zagrane po nich przeboje, takie jak „Play It Again” czy „Cud niepamięci”. Jednak nawet te najbardziej melodyjne i chwytliwe kompozycje grupa młodych muzyków towarzyszących wokaliście, opatrywała bogatymi i z czasem coraz śmielej rozwijanymi improwizacjami, aż do prawdziwie free-jazzowych odjazdów. Instrumentaliści wykazywali się przy tym bezbłędnym wyczuciem melodii i nastroju, przez co liryczne perełki w rodzaju „Allegro ma non troppo” (do wiersza Wisławy Szymborskiej), „Koniugacji” (piękny wiersz Haliny Poświatowskiej oprawiony we wspaniałą melodię przez Andrzeja Kurylewicza) czy kilku z sonetów Szekspira (kunsztownie opracowanych przez samego Soykę) mogły wzbudzić naprawdę głębokie wzruszenie. Mnie zaś najbardziej zapadł w pamięć refren z piosenki autorstwa Andrzeja Poniedzielskiego i Jana Hnatowicza: „Małą część naszych przejść, tego, co się nam zdarzyło, inni ludzie wzięliby za miłość”, powtarzany kilkakrotnie i tak sugestywnie, że nie odczepił się ode mnie już przez cały wieczór. A przecież po drodze były jeszcze bisy z Szekspirem i Leśmianem, krótko mówiąc, oprócz doskonałej muzyki, także niezły kawał solidnej literatury. Obserwowałem uważnie wychodzącą po koncercie publiczność. Na zarumienionych twarzach nie było śladu zmęczenia czy znudzenia. Gdyby mogli, zmusiliby Stanisława Soykę i jego znakomite Trio do bisowania aż do rana. (mak) Fot. DarO
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości