Reklama

Smaki ze skansenowskiej polany

08/05/2014 06:29
Zagraj Marysi ze spyrą boczku
Niewiele osób zgadłoby, że pod tą nazwą kryje się prosta, ale bardzo smaczna zupa zacierkowa na wywarze, z krążkami ziemniaków, z żytnio-razową mąką. Skąd pomysł na taką potrawę? – Gotowały ją nasze mamy. Potrawę znamy z dzieciństwa. A że smaczna i tania w przygotowaniu, to jest i teraz w domowych jadłospisach – mówią panie z Koła Gospodyń Wiejskich Grodkowo-Zawisze, które za tę zupę otrzymały nagrodę w konkursie „Najsmaczniejsza potrawa mazowiecka”. – Czasami nazywana „zagraj”, a czasami „pospółka’. To zupa dobra dla wszystkich. Gdy przyjeżdża mój wnuczek, to zagraj musi być – dodaje jedna z pań.
I wystawcy, i turyści wędrujący wśród stoisk rozstawionych na terenie Muzeum Wsi Mazowieckiej przyznają, że w jedzeniu od lat sprawdza się zasada, że im prościej, tym smaczniej i zdrowiej. Tradycyjnie już początek maja jest czasem spotkania w skansenie smakoszy domowych potraw. Bogactwo przygotowanych smakołyków jest ogromne: od pierogów począwszy, przez pasztety, rolady mięsne, zupy, domowe kiełbasy, szynki, salcesony, babki ziemniaczane, smalec domowej roboty, kwaszone ogórki, marynowane cukinie, marmolady, na domowych chlebach i ciastach skończywszy.
– Konkurs jest okazją, by promować to, co mamy w naszej polskiej kuchni najlepszego – mówi Krystyna Samsel z Czarni na Kurpiach, która w tym roku przygotowała duszoną kapustę z żeberkami. – Urok tkwi w prostocie. Wielu osobom te potrawy przywołują smak dzieciństwa – dodaje pani Krystyna. Gotowanie tradycyjnych, dawnych potraw to jej pasja. Na co dzień zawodowo związana jest z zupełnie inną branżą. Gotowanie, chociaż to ciężka praca, jest jednak sposobem na relaks. – Przypominanie dawnych smaków to też sposób na przywracanie tego, co związane z naszą tradycją. W swoim domu także chętnie serwuję dania tradycyjne. Moja rodzina najczęściej prosi o babkę ziemniaczaną, czyli rejbak [nazwa pochodzi od rejbowania, czyli tarcia na tarce – przyp. red.] – mówi pani Krystyna. Tym, którzy krytykują tradycyjną kuchnię za to, że jest tłusta i ciężka, odpowiada: – Po pierwsze, smak rekompensuje wszystko. Po drugie, umiar wskazany jest we wszystkim. Jeżeli zjemy coś raz na jakiś czas, z pewnością nic się nie stanie – dodaje pani Krystyna. A po nagrodach przyznawanych w Sierpcu między innymi za boczek z mlekiem, kopytka ze skwarkami, szynkę w cieście oraz po długiej kolejce do jej stoiska widać, że wiele osób jest tego samego zdania.

Wszystko swoje

Pani Mirosława Wilk z Wielgiego nie waży, nie mierzy, a jej potrawy mają fanów w całym kraju. Wszystkie przepisy trzyma w strzeżonym miejscu, czyli we własnej głowie. W tym roku do konkursu przygotowała czerninę z kluskami ziemniaczanymi, nalewkę z kwiatu czarnego bzu, miód z mniszka lekarskiego, kaczkę z jabłkiem karmelowanym i suszoną jarzębiną. Ale na jej stoisku nie może zabraknąć najbardziej charakterystycznych dla ziemi dobrzyńskiej dań: klusek z kapustą i z twarogiem. Turyści kupują na jej stoiskach pyszne pierogi, domowe kiełbasy, szynki i kaszanki. – Taki powrót do kulinarnych korzeni to bardzo dobra moda – mówi Mirosława Wilk. – Co roku staram się przywieźć coś nowego. W tym na przykład jest ciasto ze słonecznikiem, którego tu w skansenie jeszcze nie było. Moja zasada jest taka: ma być dużo i smacznie – mówi pani Mirosława, przygotowując kolejną porcję czerniny z kluskami ziemniaczanymi dla kupujących.
Gotowanie to jej pasja i sposób na życie. Jak sama mówi, łączy przyjemne z pożytecznym. I dodaje, że da się z tego wyżyć. Z wykształcenia jest kucharzem. Wiedzę o gotowaniu zdobyła w szkole, potem wykorzystywała ją w praktyce. Ale także odkurzała stare przepisy – zbierane w rodzinie, wśród znajomych. A było warto, bo jednym z nich jest znany odwiedzającym skansen i stoisko pani Mirosławy przepis na piernik na kawie zbożowej. Jej chlubą na bardzo długiej liście potraw jest jednak chleb z pieca opalanego drewnem. – Takie tradycyjne jedzenie robiłam w domu zawsze. Oczywiście na mniejszą skalę – śmieje się pani Mirosława. – Od kiedy okazało się, że wraca moda, a moje kulinarne pomysły i wyroby znajdują amatorów, robię więcej. W domu mam wędzarnie, piece kaflowe i kuchnie, na których przygotowywane są potrawy. Główne miejsce zajmuje ogromny stół, który służy do pracy i rodzinnych spotkań.
Wśród smakoszy są także panie z Koła Gospodyń Wiejskich z Michałk (województwo kujawsko-pomorskie). – Rok temu byłyśmy tu pierwszy raz i tak nam się spodobało, że znów jesteśmy. To jest miejsce pozwalające naprawdę poczuć smak dań domowych – takich robionych przez nasze mamy, babcie. I jest w tym coś niesamowitego, chętnie się do tego powraca – mówiły zwolenniczki tradycyjnej kuchni. – Lubimy jeść, ale także przygotowywać takie dania. Na dożynki w swojej gminie też przygotowujemy domowe potrawy i ciasta według przepisów przekazywanych w rodzinie. Tu odkryłyśmy bardzo dobry chleb żytni
– mówiły panie z Michałk.

Rodzinny majątek
Taki można było kupić na stoisku piekarni ze Skępego. – Najczęściej klienci szukają tradycyjnego chleba na zakwasie. Ale musi być też w dobrej cenie. Dziś chleb musi być doskonałym połączeniem smaku z ceną i tradycją. U nas nad wszystkim czuwa tata, który z zawodu jest piekarzem – mówiła Beata Alaszkiewicz z piekarni AMB Lipscy w Skępem, która na konkurs przygotowała zdrowy i smaczny chleb z kapustą i szarlotkę. Do Sierpca na imprezę „Gotowanie na Polanie” przyjeżdżają od pierwszej edycji. Na stoisku piekarni klienci najczęściej szukają wielkich bochnów chleba żytnio-pszennego, który serwowany jest w skansenowskiej karczmie. Ale także ciast, bułek i rogali drożdżowych, czy docenionego w tegorocznej edycji konkursu chleba z kwaszoną kapustą. – Rzadko zdarza mi się kupować chleb z innych piekarni, chyba że na wyjazdach czy podczas wizyt. Ale zdarzyło się raz, że zabrakło mi w domu chleba. Podczas grillowania było więcej amatorów na chleb niż na kiełbaski. I w piekarni chleba zabrakło – śmiała się pani Beata.
O recepturach, przepisach i proporcjach dań zachwycających smakiem i zapachem ich twórcy mówią, że to rodzinny majątek. Receptury są pilnie strzeżone. Pani Maria Piórkowska z Kurpiów Zielonych podkreśla, że nie każdy może zrobić to samo i tak smacznie. Bo najważniejsze są szczegóły i to, by w każde danie wkładać duszę. Tajemnicę bogactwa kurpiowskich smaków, które nazywa rodzinnym majątkiem, przekazała synowi i synowej. Pani Maria w tym roku odebrała nagrodę specjalną za nalewkę z bursztynu.     rad
fot. T. Radwańska-Justyńska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości