W Płockim Zakładzie Karnym przebywa obecnie 900 osadzonych. To jedno z cięższych w kraju więzień dla recydywistów, powracających za kraty nawet i po raz siódmy czy ósmy. Coraz częściej płockie instytucje, jak również firmy z Płocka, Sannik i Glinojecka poszukują tutaj pracowników! Każdego ranka opuszcza mury nawet do 60 osadzonych. Po kilku godzinach wracają z powrotem. Część pracuje społecznie, a 36 osób na umowę o pracę, umowę o dzieło czy umowę zlecenie. Skazany w pracy? Jest to możliwe z zapisu paragrafów Kodeksu Karnego Wykonawczego. Po jego nowelizacji w 2003 roku otworzyły się jeszcze dodatkowe możliwości zatrudniania odpłatnego. Kodeks stworzył preferencyjne warunki, by prywatni przedsiębiorcy mieli i chęci i powody do tego, żeby szukać ludzi do pracy w Zakładach Karnych. Skazany dostaje m.in. połowę najniższego krajowego wynagrodzenia. – Poza nauczaniem, zatrudnienie jest też jedną z podstawowych form oddziaływań na skazanego, kształtującego jego przyszłe postawy – tłumaczy ppłk. Waldemar Robak, zastępca dyrektora ZK w Płocku, do którego zadań należy kierowanie osadzonych do określonego miejsca pracy. Płockie więzienie jest zakładem karnym typu zamkniętego. Są tu jedynie dwa odziały półotwarte, z których skazani spełniają warunki, by pracować na zewnątrz. – Dużo łatwiej podejmować takie inicjatywy w zakładach, gdzie skazani odbywają kary po raz pierwszy. U nas jest inaczej. Niektórzy nie kwalifikują się do pracy. Trudno też mówić o zaufaniu, gdy ich pobyt odnotowujemy u nas po raz kolejny – zaznacza dyrektor. Mimo to Zakład Karny w Płocku od wielu lat starał się zaistnieć w środowisku lokalnym i współpracować z instytucjami samorządu terytorialnego. Zabiegi przeszły najśmielsze oczekiwania. Są firmy i instytucje, które współpracują na stałe, wciąż pojawiają się też nowe. W tym roku wyjątkowo dużo ofert pracy trafia do ZK od prywatnych przedsiębiorców. W Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym przy pracach konserwacyjnych, czasami budowlanych, porządkowych czy malarskich pracują społecznie trzy osoby. W płockim hospicjum przy alejach Piłsudskiego skazani sprawują opieką pielęgnacyjną. Nie ukrywają, że spotykają się tutaj z bardzo trudnymi sytuacjami. – Hospicjum zmusza ich do myślenia nad sensem życia i o tym, „co dalej będę robił, gdy wyjdę z zakładu” – zaznaczają funkcjonariusze ZK. W Komendzie Chorągwi Mazowieckiej dowiedzieliśmy się, że osadzeni poprzez prace budowlane i porządkowe pomogli „postawić na nogi” stanicę harcerską w Gorzewie, gdzie co roku wypoczywają harcerze i odbywa się akcja „Pogodne Lato”. Od 4 do 6 skazanych pomaga też społecznie przy budowie ośrodka dla Fundacji Dzieciom z Upośledzeniem Umysłowym „Agnieszka”. Pracują też m.in. w Miejskim Przedszkolu nr 27, Szkole Podstawowej nr 23, Szkole Podstawowej nr 12 w Płocku. Współpracują z Miejskim Zespołem Obiektów Sportowych, Aeroklubem Ziemi Mazowieckiej, Ośrodkiem Szkolenia Kierowców LOK, Płockim Ośrodkiem Kultury i Sztuki, czy Ośrodkiem Opiekuńczo -Wychowawczym w Płocku. Wszyscy skazani z grup zewnętrznych płockiego ZK, przez ponad tydzień pomagali w odśnieżaniu Płocka podczas ostatniej ostrej zimy. – Pierwsze płatne zatrudnienie zaproponował zakład energetyczny. Skazani zakopywali przewody energetyczne pod latarnie, które stoją m.in. na ulicy Sienkiewicza – zaznacza Waldemar Robak. „Za pensję” pracuje obecnie 36 osób u prywatnych przedsiębiorców z Płocka oraz w gospodarstwie rolno-przemysłowym Sannik, z czego aż 26 osób jeździ porządkować pola truskawkowe koło Glinojecka. Kontrahent przysyła każdego ranka do ZK autobus, który wyjeżdża w obstawie trzech konwojentów. Służba więzienna kontroluje wszystkich osadzonych, przebywających w pracy w terenie.
Surowe więzienne wymagania Najprawdopodobniej to właśnie społeczna praca na rzecz instytucji samorządowych, wpłynęła na przekonanie prywatnych firm, że praca skazanych jest konkurencyjna i wykonywana w szybkim tempie. – Skazanym zależy na pracy. W ten sposób zapełnia się ich czas. Większą część dnia spędzają na zewnątrz ZK. Spotykają się ze zwykłymi ludźmi, mają zajęcie. To zbliża potem do normalnego życia na wolności – przekonuje Waldemar Robak. Okazuje się, że każda firma, jak również instytucja może szukać w ZK pracowników. – Stąd obecnie borykamy się nieco z problemem ilości pracujących grup – tłumaczy kpt. Piotr Gomułka, kierownik Działu Penitencjarnego, który sporządza prognozę kryminologiczno-społeczną i prognozę penitencjarną każdego skazanego. – Sprawdzamy, jak powstało przestępstwo, ile razy człowiek był karany, czy rokuje szanse, że będąc zatrudniony na zewnątrz zakładu, nie zawiedzie zaufania i właściwie wywiąże się z obowiązków, które stawia mu pracodawca. Czy odpowiedzialnie podejdzie do: terminowości powrotu, nie spożywania alkoholu w miejscu pracy, zakazu kontaktów z osobami, które są do tego nieuprawnione – wymienia kierownik. Największe szanse na pracę mają ci, którym kończą się wyroki. Oczywiście życie rządzi się własnymi prawami i czasem nie pomagają żadne prognozy. – Zdarzało się minimalne spożycie alkoholu w miejscach pracy. Osadzeni w zasadzie wykazali się odpowiedzialnością wrócili do zakładu i stawili się na czas – zaznacza Waldemar Robak. Czy osadzeni, którzy otrzymują w trakcie wyroku pracę, mogą być zagrożeniem dla bezrobotnych z urzędów pracy? Zdaniem zastępcy dyrektora nie, ponieważ firmy, które zgłaszają się do ZK wcześniej odwiedzają pośredniaki i nie mogą znaleźć tam pracowników!
Fryzjer spod celi Nie wszyscy, którzy chcą, mogą pracować poza murami zakładu. W ZK mają jednak możliwość przygotowania się do zawodu w Szkole Zawodowej i Technikum uzupełniającym. Specjalizacje to m.in. kucharz małej gastronomii i w zawodach ukierunkowanych na wewnątrzzakładowe przedsiębiorstwo przemysłu metalowego. Są też kursy uprawniające formalnie do wykonywania zawodów np. palacza CO. – Dużym zainteresowaniem cieszy się kurs fryzjerski. Uczestniczy w nim 11 skazanych i nie ma problemu z frekwencją na zajęciach – mówi kpt. Piotr Gomułka. Zajęcia prowadzą wykładowcy z Zakładu Doskonalenia Zawodowego. Kursy opłaca ZK. W najbliższym czasie zakład zapewne wejdzie we współpracę z przedsiębiorstwem przemysłu metalowego i tam zorganizuje praktyki dla kursu na spawacza. – Jest spore zainteresowanie. Gros naszych skazanych to ludzie z bardzo niskim wykształceniem i bez kwalifikacji zawodowych, albo z kwalifikacjami, ale bez żadnej praktyki – dowiadujemy się w ZK. Największy problem przy organizowaniu kursów stanowią praktyki. Nie zawsze można je zorganizować na terenie zakładu, nie wszystkich uczestników można wypuścić poza mury.
Po co skazanym praca? – Jest to ważny wymiar resocjalizacyjny. Należy też zmieniać przekonanie ludzi, że skazani nie powinny nigdy z zakładu karnego wyjść. Gdy kończy się kara pozbawienia wolności, człowiek często pozostaje bez pomocy. Jeżeli dodatkowo nie będzie przygotowany, chociażby przez tego typu zatrudnienie zewnętrzne, to jest jak ryba wyrzucona na brzeg, bo skąd ma wziąć pieniądze i jak ma się zaadoptować do warunków społecznych, jeżeli społeczeństwo go nie chce. Nie chcemy też szoku ani dla społeczeństwa, że ktoś wyszedł z ZK i chce pracować oraz dla skazanego, który musi sobie zacząć radzić. To jest takie obustronne przyzwyczajanie – mówi ppłk. Waldemar Robak Zakład Karny współpracuje z wojewódzkim i powiatowym urzędem pracy w sprawie aktywizacji zawodowej. Dzięki temu skazani, którym kończy się kara, są aktywnymi bezrobotnymi, którzy wiedzą jak szukać pracy. Dodatkowo ci, którym udaje się dostać płatne zatrudnienie w czasie odbywania kary, mogą samodzielnie spłacać swoje zobowiązania alimentacyjne oraz kary grzywny. Blanka Stanuszkiewicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze