Polska reprezentacja wróciła po swoim niechlubnym występie do kraju i jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, szuka się winnego. Bo jak jest sukces, to wszyscy wypinają klapy do orderów, jak porażka, to winnego trzeba szukać ze świecą.A winnych jest bardzo wielu. Zacząć trzeba chyba od tego, że czasy się zmieniły i chłopców, którzy niegdyś spędzali mnóstwo czasu na podwórkach, kopiąc piłkę, jest już coraz mniej. Łatwiej jest usiąść przed telewizorem niż szukać boiska, gdzie są przynajmniej bramki. Siatka na bramkach, czy wymalowane linie są już sennym marzeniem. Potem dziecko idzie do szkoły i sytuacja wygląda podobnie. Pan od wych. fizycznego rzuca chłopakom piłkę i ma święty spokój, a chłopaki nabierają złych nawyków, czasami tylko marząc o karierze piłkarskiej. A gdzie czas na podstawowe, indywidualne szkolenie, gdzie na zajęcia, na których młody chłopach nabiera ogólnej sprawności. Zwykle w wieku 8 lat kluby sportowe prowadzą nabór. Przyjmuje się wtedy większość chłopaków, którzy się zgłoszą, a potem następuje naturalna selekcja. – W tym roku we wrześniu zgłosiło się wyjątkowo mało chłopaków – mówi Jerzy Niedbała, trener najmłodszej grupy chłopaków w ORLEN SSA. – Wszystkim bardzo podobały się zajęcia, ale potem zaczęły się prozaiczne problemy. Zimą mieliśmy treningi w hali w Borowiczkach. Nie zawsze rodzice mogli dowozić swoje dzieci na zajęcia. Powodem był głównie brak czasu, a przecież takich maluchów nie można jeszcze puszczać samych. Co z tego, że choć byli utalentowani, to niektórzy musieli zrezygnować. Wczesną wiosną wróciliśmy na stadion i znów okazało się, że na zajęcia nie przychodzą chłopaki z Borowiczek i z Podolszyc, których pewnie znów rodzice nie mają czasu dowozić na treningi. Dlatego musieliśmy zrobić dodatkowy nabór i co się okazało? Mimo tej euforii związanej z awansem polskich piłkarzy na Mistrzostwa Świata, zgłosiło się bardzo niewielu chłopców. Myślę, że piłka dla nich nie jest już tak atrakcyjna, jak przed laty dla nas. Ja sobie nie wyobrażałem, że po szkole nie pograłbym z kolegami, teraz jest inaczej. Rzeczywiście jest inaczej. Niemal na wszystkich płockich osiedlach widać tabliczki powieszone na blokach, że jest zakaz gry w piłki nożnej. Dzieciaki, a właściwie dorośli, “pod karą administracyjną” mają pilnować swoich synów, by nie grali. Gdzie zatem mają zdobywać pierwsze szlify, gdzie sprawdzić, czy podoba im się ta dyscyplina sportu, gdzie złapać bakcyla, by potem męczyć rodziców aby wozili ich na treningi? Tymczasem najważniejsze są pierwsze lata szkolenia, te podstawowe, kiedy dzieci nabierają chęci do trenowania. Właśnie w tym momencie indywidualne szkolenie jest konieczne, bo czego nauczy się, pod okiem fachowca na zajęciach w klubie, to powinno zostać mu na całe życie. Brak tego szkolenia powoduje brak obycia, kłopoty z opanowaniem piłki i to wszyscy, co zaprezentowali polscy piłkarze podczas Mistrzostw Świata. - W takich sytuacjach nie wystarcza ambicja – dodaje J. Niedbała. – Potrzeba jeszcze umiejętności. Jeśli się zaczyna trenować piłkę nożną w wieku 10 lat, to jest już za późno, gdzieś giną te dwa ważne lata. Tymczasem piłka nożna młodzieżowa jest lekceważona, w klubach nie poświęca się jej tyle czasu i oczywiście pieniędzy, ile by należało. Efektem jest brak piłkarzy klasowych. No bo to chyba nie jest możliwe, że w Polsce, w kraju w którym w piłkę gra tylu piłkarzy, można było wybrać tylko 23 piłkarzy, a teraz się jeszcze podkreśla, że tylko tylu dobrych było. I co ci dobrzy pokazali? W najmłodszej grupie chłopców w klubie jest teraz stała, około 15 osobowa grupa piłkarzy. Trenują cztery razy w tygodniu, od wtorku do piątku od godz. 17.30. Są to chłopcy z rocznika 1992. Trener nadal zaprasza dzieciaki w tym wieku, a wszystko wskazuje na to, ze od września będzie prowadzony nabór nie tylko chłopców z rocznika 1993, ale także tego młodszego. 15 zawodników, to zbyt mało, choć od początku przewinęło się około 40. Jak z takiej ilości stworzyć drużynę? Ale trzeba liczyć się z tym, że może być jeszcze gorzej. Tabliczki z zakazami to jedno. Gorzej, gdy już istniejące boiska zamienia się na place zabaw. Wiadomo, że trudno wytrzymać w sąsiedztwie, gdzie od rana do wieczora dzieciaki kopią piłkę. Ale likwidując należałoby dać dzieciom w zamian coś innego. I można być pewnym, że nie będą zadowolone, gdy zamiast boiska, każe im się bawić w piaskownicy lub huśtać na huśtawce. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze