Reklama

Siedmiolatek został bez opieki?

30/01/2013 09:21
Zaniepokojona matka zawiadomiła redakcję Tygodnika Płockiego o poczukiwaniach ucznia pierwszej klasy, który podobno sam wyszedł ze szkoły, bez wiedzy nauczycieli. Dyrektor Placówki nic o tej historii nie słyszał, podobnie policja. O poszukiwaniach malucha wie jedynie straż miejska.
– Dwa lub trzy tygodnie temu ze Szkoły Podstawowej nr 21 wyszedł uczeń klasy pierwszej. Poszukiwały go policja i straż miejska. Dziecko znaleziono na ul. Otolińskiej w okolicach Budmatu. Dyrekcja szkoły nabrała w tej sprawie wody w usta. O całej sprawie dowiedziałam się już po fakcie, podczas rozmowy z innymi rodzicami. Mam prawo być zaniepokojona – relacjonowała wzburzona kobieta. Czytelniczka Tygodnika Płockiego nie potrafiła podać bliższych szczegółów. Odmówiła też podania kontaktu do siebie. O sprawę zapytaliśmy policję. – Nie mieliśmy takiego zgłoszenia – twierdzi rzecznik prasowy st. asp. Krzysztof Piasek.
Dużo więcej można dowiedzieć się od strażników miejskich. – Do naszego komendanta zgłosił się ojciec dziecka i poprosił o pomoc w jego poszukiwaniach. W rejon ul. Chopina i Otolińskiej zostały ściągnięte wszystkie patrole. Ponieważ sytuacja miała miejsce w czasie zmiany służb, wcześniej zakończono odprawę i do akcji wkroczyli kolejni strażnicy. W poszukiwaniach uczestniczył także komendant. To on znalazł malucha. Próbował z nim rozmawiać, ale dziecko stwierdziło, że nie będzie rozmawiać z nikim obcym. W tej sytuacji komendant powiadomił ojca dziecka, gdzie ono się znajduje i z pewnej odległości obserwował malucha do przyjazdu rodzica. Wszystko skończyło się szczęśliwie – mówi insp. Jolanta Głowacka.
Trudno też powiedzieć, że dyrekcja szkoły, jak twierdzi nasza czytelniczka, „nabrała wody w usta”.
– Pierwszy raz słyszę o takiej sprawie. Zastanawiające, dlaczego rodzice idą z tak poważnym problemem do gazety, a nie informują wychowawców, nauczycieli i dyrekcji szkoły. Dla uczniów najmłodszych klas mamy oddzielne skrzydło. Dzieci są przekazywane praktycznie z rąk do rąk. Zarówno podczas lekcji, jak i na świetlicy są listy obecności. Jeśli rodzice chcą, żeby dziecko samo wracało do domu, czego nikomu nie możemy zabronić, wypełniają specjalne deklaracje. Mamy procedury, których przestrzegamy – wyjaśnia dyrektor Zespołu Szkół nr 2 przy ul. Chopina Krzysztof Fabiszewski.
Być może to właśnie jedno z dzieci, które same mogą wracać do domu, nie dotarło tam na czas, a zaniepokojony ojciec poprosił o pomoc municypalnych. Potem cała historia w rozmowach rodziców stała się przerażającą legendą. Niestety bez bardziej dokładnych informacji nie da się tego już ustalić. Najważniejsze, że wszystko skończyło się szczęśliwie. Jednak warto, żeby w przyszłości rodzice o podobnych sytuacjach rozmawiali przede wszystkim z nauczycielami i dyrektorami szkół. Okazji do tego raczej nie brakuje. Oprócz codziennych kontaktów pozostają jeszcze zebrania klasowe, które z pewnością są organizowane dostatecznie często.    (jac)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości