Zaniepokojona matka zawiadomiła redakcję Tygodnika Płockiego o poczukiwaniach ucznia pierwszej klasy, który podobno sam wyszedł ze szkoły, bez wiedzy nauczycieli. Dyrektor Placówki nic o tej historii nie słyszał, podobnie policja. O poszukiwaniach malucha wie jedynie straż miejska.
– Dwa lub trzy tygodnie temu ze Szkoły Podstawowej nr 21 wyszedł uczeń klasy pierwszej. Poszukiwały go policja i straż miejska. Dziecko znaleziono na ul. Otolińskiej w okolicach Budmatu. Dyrekcja szkoły nabrała w tej sprawie wody w usta. O całej sprawie dowiedziałam się już po fakcie, podczas rozmowy z innymi rodzicami. Mam prawo być zaniepokojona – relacjonowała wzburzona kobieta. Czytelniczka Tygodnika Płockiego nie potrafiła podać bliższych szczegółów. Odmówiła też podania kontaktu do siebie. O sprawę zapytaliśmy policję. – Nie mieliśmy takiego zgłoszenia – twierdzi rzecznik prasowy st. asp. Krzysztof Piasek.
Dużo więcej można dowiedzieć się od strażników miejskich. – Do naszego komendanta zgłosił się ojciec dziecka i poprosił o pomoc w jego poszukiwaniach. W rejon ul. Chopina i Otolińskiej zostały ściągnięte wszystkie patrole. Ponieważ sytuacja miała miejsce w czasie zmiany służb, wcześniej zakończono odprawę i do akcji wkroczyli kolejni strażnicy. W poszukiwaniach uczestniczył także komendant. To on znalazł malucha. Próbował z nim rozmawiać, ale dziecko stwierdziło, że nie będzie rozmawiać z nikim obcym. W tej sytuacji komendant powiadomił ojca dziecka, gdzie ono się znajduje i z pewnej odległości obserwował malucha do przyjazdu rodzica. Wszystko skończyło się szczęśliwie – mówi insp. Jolanta Głowacka.
Trudno też powiedzieć, że dyrekcja szkoły, jak twierdzi nasza czytelniczka, „nabrała wody w usta”.
– Pierwszy raz słyszę o takiej sprawie. Zastanawiające, dlaczego rodzice idą z tak poważnym problemem do gazety, a nie informują wychowawców, nauczycieli i dyrekcji szkoły. Dla uczniów najmłodszych klas mamy oddzielne skrzydło. Dzieci są przekazywane praktycznie z rąk do rąk. Zarówno podczas lekcji, jak i na świetlicy są listy obecności. Jeśli rodzice chcą, żeby dziecko samo wracało do domu, czego nikomu nie możemy zabronić, wypełniają specjalne deklaracje. Mamy procedury, których przestrzegamy – wyjaśnia dyrektor Zespołu Szkół nr 2 przy ul. Chopina Krzysztof Fabiszewski.
Być może to właśnie jedno z dzieci, które same mogą wracać do domu, nie dotarło tam na czas, a zaniepokojony ojciec poprosił o pomoc municypalnych. Potem cała historia w rozmowach rodziców stała się przerażającą legendą. Niestety bez bardziej dokładnych informacji nie da się tego już ustalić. Najważniejsze, że wszystko skończyło się szczęśliwie. Jednak warto, żeby w przyszłości rodzice o podobnych sytuacjach rozmawiali przede wszystkim z nauczycielami i dyrektorami szkół. Okazji do tego raczej nie brakuje. Oprócz codziennych kontaktów pozostają jeszcze zebrania klasowe, które z pewnością są organizowane dostatecznie często. (jac)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze