Znawca kultury staropolskiej Zygmunt Gloger zaobserwował, że w połowie XIX wieku w każdym dworze szlacheckim znajdowało się urządzenie zwane alembik. Alembik ten służył gospodyniom do oczyszczania gorzałki. Wódka w ten sposób oczyszczona nazywała się alembikówką i służyła do przygotowywania różnego rodzaju nalewek oraz likierów. Dawniej w dworach w zasadzie nie pito czystej wódki, uważano, że w tej formie może być jedynie napitkiem furmańskim. Jednym z pierwszych polskich napojów wzmacnianych mocnym alkoholem był krupnik. Krupnik przygotowywano poprzez wymieszanie spirytusu, bądź wódki, z dobrze przyprawionym miodem. A nazwę swą wziął od litewskiego napitku alkoholowego – krupnikas. W następnej kolejności pojawiły się w dworskich apteczkach różnego rodzaju nalewki owocowe i ziołowe. Receptury na ich przyrządzanie przekazywano sobie z pokolenia na pokolenie, niekiedy dopiero poprzez testament. O tym jak dużą wagę przykładano do wyrobu takich domowych specjałów, można się przekonać czytając wydaną w 1937 roku w Żninie (Pałuki) „Praktyczną kuchnię domową” autorstwa Danuty Wyrybkowskiej. W niej to można przeczytać takie oto słowa „Jak miło jest, gdy pani – ze słuszną dumą – oznajmi, że piękny, kryształowo-czysty płyn jest nalewką domową własnej fabrykacji”. Bo dobra nalewka postawiona na śnieżnobiałym obrusie, w świetle, powinna najpierw zachwycić klarowną barwą, później mile podrażnić powonienie, aby wreszcie przyjemnie popieścić język. Póki co nie czas na nalewki owocowe, czy ziołowe, one powinny już dojrzewać w naszych kredensach, ale za to jest najwyższy czas na krupnik, gdyż doskonale rozgrzewa.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze