Reklama

Sekretarką być w prokuraturze...

25/07/2012 09:10
Sytuacja na rynku pracy na Mazowszu Płockim nie jest dobra. Mogłyby ją poprawić dodatkowe środki z Funduszu Pracy. Mówił o nich Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej, który odwiedził Płock. Wystąpił on do ministra finansów o odblokowanie z Funduszu Pracy 500 mln zł. Minister finansów Jacek Rostowski w miniony piątek odblokował te środki i trafią one do urzędów pracy. Jednak pół miliarda i tak będzie kroplą w morzu potrzeb. W Płocku o jedno wolne miejsce pracy starają się nawet setki osób. W płockiej prokuraturze o dwa miejsca stażystów ubiegało się 213 osób, a o stanowisko sekretarki 162.
Minister Władysław Kosiniak-Kamysz przyjechał do Płocka na zaproszenie posła Piotra Zgorzelskiego. Odwiedził m.in. płocki ZUS, największy po Warszawie oddział na Mazowszu, spotkał się ze starostą Michałem Boszką i przedstawicielami Powiatowej Rady Zatrudnienia, a także z dziennikarzami. Temat konferencji zdominowała kwestia środków z Funduszu Pracy. Znajdujące się w nim pieniądze pochodzą ze składek pracodawców i powinny wspierać działania służące wzrostowi zatrudnienia i aktywizacji bezrobotnych. Te działania to np. roboty publiczne, prace społecznie użyteczne, staże, szkolenia, pieniądze na założenie własnej firmy czy wsparcie dla pracodawców na doposażenie stanowisk pracy. Z wyliczeń wynika, że na koniec tego roku na koncie Funduszu Pracy powinno być 7 mld zł. Te pieniądze były jednak dotychczas zamrożone przez ministra finansów.
Kilka tygodni temu Władysław Kosiniak-Kamysz wystąpił o odmrożenie 500 mln zł, czyli nieco ponad 7 proc. tego, co ma być na koncie Funduszu Pracy. – Toczymy z ministrem Jackiem Rostowskim negocjacje w tej sprawie. Szczegółowo przedstawiłem, na co zostałaby przeznaczona ta kwota. Chodzi nam m.in. o wsparcie osób przed 30. i po 50. roku życia, którzy nie mają pracy – stwierdził minister, który nie wiedział jeszcze, że pieniądze zostały odblokowane. Dodał, że lepszą alternatywą jest aktywizacja bezrobotnych niż wypłacanie im zasiłków. Zaznaczył też, że dla młodych ludzi bardzo istotne są staże, które pozwalają nabrać doświadczenia wymaganego przez pracodawców.
Władysław Kosiniak-Kamysz nie potrafił powiedzieć, ile pieniędzy trafi do urzędów pracy Mazowsza Płockiego. – To zależy od wielu czynników. Chcielibyśmy wspierać te najbardziej aktywne urzędy. Do takich zaliczył Powiatowy Urząd Pracy w Płocku. Jego dyrektor Iwona Sierocka zapewniła, że płocki PUP mógłby z powodzeniem wydać jeszcze od 3 do 5 mln zł na aktywne formy zwalczania bezrobocia.
Dodatkowe pieniądze bez wątpienia ucieszą też innych dyrektorów urzędów pracy ma Mazowszu Płockim. Od 2010 roku boleśnie odczuwają oni drastyczne ograniczenie środków z Funduszu Pracy.
Dwa lata temu płocki PUP miał do dyspozycji z tzw. algorytmu prawie 27,5 mln zł. Za te pieniądze m.in. zorganizował staże dla ponad 1,3 tys. osób, szkolenia dla 306 osób, ponad 200 bezrobotnych otrzymało jednorazowe wsparcie na uruchomienie własnej firmy, w ramach doposażania stanowisk pracy zatrudnienie znalazło 65 osób. Stopa bezrobocia była wtedy na poziomie 19,2 proc. Na koniec maja tego roku to 20,3 proc. A płocki PUP ma w tym roku na razie do dyspozycji niespełna 6,2 mln zł z Funduszu Pracy. Jak mówi Iwona Sierocka zaangażowanych jest już 95 proc. środków. Za te pieniądze zorganizowano 165 staży, 155 osób skierowano na szkolenia, pieniądze na własną firmę dostało 17 bezrobotnych, doposażono stanowiska pracy dla 21 osób.
Iwona Sierocka nie pozostawia złudzeń, że przeciwdziałanie bezrobociu w 2011 i w tym roku jest bardzo trudne, ze względu na drastyczne ograniczenie środków z Funduszu Pracy. – Fundusz Pracy jest funduszem celowym, który z założenia ma służyć aktywnym działaniom, zmierzającym do zmniejszenia bezrobocia. Efektywne gospodarowanie pieniędzmi w poprzednich latach pomogło wielu mieszkańcom powiatu płockiego w przystosowaniu umiejętności do potrzeb rynku pracy i wyjściu z potężnego kryzysu społecznego i materialnego. Ograniczenie środków Funduszu Pracy w 2011 r. i w pierwszej połowie tego roku o ok. 70 proc., w stosunku do roku 2010, spowodowało niekorzystne zjawiska. Brak wsparcia finansowego z Funduszu Pracy wpłynęło na zmniejszenie liczby udzielonych refundacji kosztów wyposażenia stanowisk pracy, nastąpiło ograniczenie liczby osób odbywających staż oraz liczby subsydiowanych miejsc pracy. To w konsekwencji może doprowadzić do ograniczenia rozwoju gospodarczego powiatu – uważa dyrektor płockiego PUP.
Najlepiej z bezrobociem jest w samym Płocku. Chociaż w mieście w ostatnich latach systematycznie rośnie stopa bezrobocia. W 2010 r. była na poziomie 10,9 proc., rok temu 11,5 proc., a na koniec maja 2012 – 12,3 proc. Za to drastycznie spadły środki z Funduszu Pracy. Dwa lata temu było to ponad 18,6 mln zł. Wykorzystano te pieniądze m.in. na zorganizowanie 877 staży, 391 bezrobotnych skierowano na szkolenia, 351 otrzymało wsparcie na założenie firmy, zrefundowano koszty doposażenia 155 stanowisk pracy, dzięki czemu zatrudnienie znalazło 247 bezrobotnych. W pierwszej połowie tego roku z Funduszu Pracy jest zaledwie niespełna 5,5 mln zł. W związku z tym staży jest 191, szkoleń 164, jednorazowego wsparcia na założenie firmy 53, a refundacji doposażenia stanowisk pracy 25 dla 45 bezrobotnych.
W powiecie gostynińskim pieniędzy z Funduszu Pracy jest obecnie o prawie 5 mln zł mniej niż w 2010 r. Wtedy PUP dysponował ponad 7,6 mln zł. Było 378 staży, 189 osób podjęło szkolenia, 10 osób dostało pieniądze na własną firmę, 102 osoby podjęły pracę w ramach refundacji kosztów wyposażenia lub doposażenia stanowisk pracy. Dzisiaj PUP w Gostyninie ma nieco ponad 2,7 mln zł. To oznacza, że staży będzie 139, szkoleń dla 33 osób, 25 osób podejmie pracę w ramach wyposażenia lub doposażenia stanowisk pracy. Z tych środków, które ma PUP z Funduszu pracy z tzw. algorytmu, nie przewidziano wsparcia dla bezrobotnych, chcących otworzyć firmę. W powiecie w 2010 r. stopa bezrobocia wyniosła 20,9 proc. Teraz to 21,4 proc.
Najgorzej jeśli chodzi o rynek pracy jest w powiecie sierpeckim. W 2010 r. stopa bezrobocia sięgnęła 21,2 proc. Na koniec maja tego roku to 23,1 proc., ale to i tak lepiej niż w marcu, kiedy osiągnęła 24,4 proc. W powiecie sierpeckim PUP dwa lata temu miał ponad 9,2 mln zł z Funduszu Pracy, dzisiaj to 3,7 mln zł. W 2010 r. PUP na staże wydał ponad 3,3 mln zł, teraz niecałe 1,1 mln, na wsparcie w podjęciu działalności gospodarczej dwa lata temu 1,2 mln zł, teraz nie ma na to pieniędzy.
– Wiemy jak pracować na rzecz promocji zatrudnienia, łagodzenia skutków bezrobocia czy aktywizacji zawodowej, ale do realizacji tych celów konieczne są także środki finansowe. Zrównanie ich, choćby do wielkości z 2010 roku, dałoby widoczne, pozytywne efekty na rynku pracy – twierdzi Ewa Barchanowicz, dyrektor PUP w Sierpcu.
Urzędy pracy w sytuacji braku pieniędzy z Funduszu ratują się środkami unijnymi. Startują niemal we wszystkich konkursach i starają się łatać dziury. Te dodatkowe pieniądze nie są jednak w stanie w znaczący sposób wpłynąć na sytuację na rynku pracy.
Grzegorz Szkopek
g.szkopek@tp.com.pl
fot. Dariusz Ossowski
Staż – szansa na zdobycie doświadczenia czy blokowanie miejsc pracy?
Na to pytanie większość płocczan odpowiedziała, że staże to szansa dla młodych ludzi na zdobycie zawodowego doświadczenia. Chociaż wiele osób dodawało, że pracodawcy czasami traktują stażystów jak tanią siłę roboczą.

Daria Jakubowska
Bez wątpienia staż to dla młodego człowieka szansa na zdobycie pierwszych doświadczeń zawodowych. Ale niestety zdarza się, że pracodawcy wykorzystują stażystów. Słyszałam o kilku przypadkach, że osoba była na stażu i zamiast zostać zatrudniona traciła pracę, by potem znowu znaleźć się na stażu. Pracodawca miał tanią siłę roboczą.

Grzegorz Wenerski
Moim zdaniem staże to bardzo potrzebna forma walki z bezrobociem. To szansa dla młodych ludzi. Nie mówiłbym tutaj o blokowaniu miejsc pracy przez stażystów. Pracodawcy dobrze wiedzą, jakich pracowników potrzebują na konkretne stanowiska. Stażyści raczej nie zajmują miejsc specjalistów.

Maciej Reczek
Staż to dla młodych ludzi szansa wyrwania się z pułapki. Nie mają pracy, a pracodawca chce mieć pracownika z doświadczeniem, ale jak je mają zdobyć skoro nie mają pracy. Staże są szansą na wyjście z tego błędnego koła. Czasami zdarzają się sytuacje, że pracodawcy traktują stażystów jak tanią siłę roboczą. Ale znam wiele przypadków, że po odbyciu staży, który był traktowany jako okres próbny, była zawierana normalna umowa o pracę.

Danuta Jasińska
Moim zdaniem stażyści blokują miejsca pracy innym. Pracodawca woli wziąć stażystę, bo mu praktycznie nie płaci, a ma pracownika do prostych czynności.

Jadwiga Kowalska
Dla młodych ludzi to okazja do nabrania doświadczenia. Ale moim zdaniem często dzieje się tak, że pracodawca nie zatrudnia takiego człowieka po odbyciu stażu, chociaż sprawdził się w tym czasie. Woli wziąć następnego stażystę. Myślę, że tak nie powinno być i ktoś powinien to kontrolować.    (gsz)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości