Płoccy poloniści sprawdzają „starą maturę” (poprawki, technika), więc nie mają poglądu na temat „efektów” reformy edukacyjnej wdrożonej przez obecny nierząd po likwidacji gimnazjów. Z głosów docierających z kraju (pisze o tym choćby Dariusz Chętkowski, polonista z Łodzi) wynika, że egzaminatorzy „są zdołowani” tym, co znajdują w pracach egzaminacyjnych abiturientów liceów. „Tak złych prac jeszcze nie widzieli.” Z tak ogólnego sformułowania niewiele dowiadujemy się o rzeczywistym stanie kompetencji „pisarskich” i „argumentacyjnych” przyszłych prawników, lekarzy, inżynierów, dziennikarzy, księży, biznesmanów, polityków oraz adeptów wszelkich innych dziedzin wiedzy i wykonawców innych zawodów. W normalnym społeczeństwie wydarzenie tak doniosłe jak egzamin maturalny, skupiający w sobie jak w soczewce efekty 12-letniego procesu kształcenia szkolnego, od którego w dużej mierze zależy przyszły byt tego społeczeństwa (jakość pracy, myślenia, stan świadomości, poziom moralny), musiałoby być poddane szczególnej obserwacji i analizie. Wiedza o tym, czy system szkolny prawidłowo kształci, wychowuje i rozwija powinna być priorytetowa, a sam system wyłączony spod doraźnych fluktuacji politycznych (nauka jest apolityczna). W społeczeństwie nienormalnym, jak nasze, niesamodzielnym, konformistycznym, tresowanym usilnie do poddaństwa i zadowolonego z tego poddaństwa, taka analiza jest niemożliwa.
I takiej analizy, dogłębnej i obiektywnej, nie będzie. Ludzie jakoś związani z systemem kształcenia ponarzekają sobie z tydzień, dwa, potem i oni zapomną i wrócą do codziennych obowiązków, innych to nawet nie obejdzie. Wielu nawet nie wie, że jest coś takiego jak matura. Kadra uniwersytecka, systematycznie przyzwyczajana od 20 lat do konieczności zaniżania poziomu kształcenia w ramach demokratycznego „wyrównywania szans” bezradnie załamie ręce i przyjmie tę masę upadłościową i „jakoś to będzie”. Jak jednak ocenić społeczeństwo, które żyje według tak wątpliwej reguły, które nie zdobywa się, głównie głosem swoich elit, na samoocenę swojej kondycji? Jak ocenić społeczeństwo, które się samooszukuje, oddając sprawy tak apolityczne, jak wykształcenie (i wychowanie) w ręce ludzi skrajnie niekompetentnych i nieodpowiedzialnych?
Pytań rodzi się więcej, a to w związku z tym (i pisze o tym D. Chętkowski), że spodziewanym zabiegiem socjotechnicznym ze strony obecnego bezprawia i niesprawiedliwości będzie oczywista manipulacja wynikami egzaminu, szczególnie z języka ojczystego. „Przyzwoite wyniki” zostaną przyznane za „prace tak złe, jakich egzaminatorzy jeszcze nie widzieli”, a to za sprawą powszechnego zaniżania wymagań na różnych poziomach doskonalenia posługiwania się językiem ojczystym w mowie i piśmie – na poziomie uznania nieprzeczytanych lektur za przeczytane, uznania braku argumentacji za argumentację, pisania i myślenia infantylnego za myślenie dojrzałe, godne 19-latków, czyli ludzi wkraczających w dorosłość. Od pół roku władza co jakiś czas dawała sygnały, że oczekuje od maturzystów na tych wszystkich poziomach coraz mniej, teraz zaś zbierzemy żniwo tych starań. Wyniki okażą się zadowalające, „reforma” zostanie okrzyknięta sukcesem. Etatowi funkcjonariusze systemu (egzaminatorzy i ich przełożeni) spełnią swoje „zadanie”. My wiedząc, że „sukces” nie jest prawdziwym sukcesem, nic z tym nie zrobimy. Nie wyciągniemy z tego żadnych wniosków, nie zaprotestujemy. Pozwolimy więc po raz kolejny zgodzić się na jawne oszustwo i upokorzenie. Daje to marny obraz naszej kondycji moralnej w obliczu wielkich wyzwań, jakie stawia przed nami współczesny świat.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze