Reklama

Sąd Okręgowy w Płocku - ...Wierzę w sprawiedliwość...

24/05/2001 12:34
Przed Sądem Okręgowym w Płocku stanęło w ubiegłym tygodniu sześciu mężczyzn w wieku od 22 do 44 oskarżonych o usiłowanie zabójstwa siedemnastoletniej Wioletty. Miało to miejsce w nocy z 13 na 14 października ubiegłego roku.Z relacji matki dziewczyny wynika, że sześciu nieznanych mężczyzn weszło do ich mieszkania, w bloku przy ulicy Jaśminowej. Matka przebudziła się i wyszła do łazienki. Wtedy spostrzegła, że jej młodsza córka (starszej nie było w domu) jest w kuchni z jakimś mężczyzną, kobieta usłyszała jęki. Jednak dopiero po wyjściu z łazienki postanowiła uciec z mieszkania i powiadomić policję. Kiedy po kilku minutach na miejsce przyjechali funkcjonariusze, w mieszkaniu był już tylko jeden mężczyzna, a Wioletta była skatowana. Ta sprawa zbulwersowała mieszkańców miasta. Na ten temat wypowiadał się nawet Minister Sprawiedliwości Lech Kaczyński. Kolejni podejrzani byli zatrzymywani, inni zwalniani. Ostatecznie kilkanaście dni temu akt oskarżenia został przekazany z prokuratury do sądu. Obejmuje on sześciu mężczyzn: Daniela M., Zbigniewa B., Daniela G., Marcina B., Daniela B. i Mieczysława M. Wszyscy mają postawiony zarzut usiłowania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Ponadto Danielowi M. prokuratura zarzuca wcześniejsze zgwałcenie Wioletty. Zbigniew B. ma postawiony zarzut usiłowania zgwałcenia. - Oskarżeni wypchnęli Wiolettę K. z okna mieszkania na czwartym piętrze usiłując ja zamordować, jednak celu nie osiągnęli, ponieważ pokrzywdzona przypadkiem upadła na krzewy rosnące pod oknem – relacjonował oskarżyciel publiczny. – Zbigniew B. po wniesieniu Wioletty na górę usiłował ją doprowadzić do obcowania płciowego, jednak swojego celu nie osiągnął ze względu na interwencję policji. Ponadto Marcinowi B. prokurator zarzuca, że we wrześniu 1999 w mieszkaniu Krystyny K. na Gałczyńskiego dokonał kradzieży prodiża z piekącymi się kurczętami i butelki wódki. Oskarżonym grożą kary pozbawianie wolności nie mniejsze niż dwanaście lat, dwadzieścia pięć lat lub dożywocie. Żaden z nich nie przyznaje się do winy, wszyscy byli już wcześniej karani, niektórzy za podobne przestępstwa. To nie ja Daniel M. zaprzecza jakoby ze sprawą miał coś wspólnego. Przyznaje wprawdzie, że 13 października ubiegłego roku pomiędzy godziną 20.00 a 21.00 był w mieszkaniu Krystyny K. wraz z bratem Marcinem B. i kolegą Danielem G. Marcin miał rozmawiać z Krystyną K. o zamianie mieszkanie, ponieważ dowiedział się, że kobieta ma zadłużony lokal i chce go zamienić. - Krystyna K. zaprosiła nas do środka, gdzie było około dziesięciu osób. Jakaś para obejmowała się w kuchni. Kiedy mieliśmy wychodzić, mężczyźni obecni w mieszkaniu poczęstowali nas piwem. Marcin i Daniel wypili po całym, ja nie. W mieszkaniu Krystyny K. nie było prądu, w pokoju palił się szklany znicz – wyjaśniał w czasie śledztwa Daniel M. – Nie wiem dlaczego Wioletta i jej matka mnie pomawiają. Jednak wierzę w sprawiedliwość. Wiem kto dokonał tego o co jestem oskarżany. - Skoro oskarżony wie, to czy może to powiedzieć – pytała sędzia Ludomira Rudzińska, przewodnicząca składu orzekającego. - Nie – odpowiedział Daniel M. - Oskarżony zdaje sobie sprawę, że grozi mu kara nie mniej niż dwanaście lat więzienia, nawet dożywocie. Czy w tej sytuacji nadal nie chce wyjawić kto tego wszystkiego dokonał – pytała sędzia Rudzińska. - Wszystko się wyjaśni, kiedy Wioletta i jej matka będą tu zeznawały – odpowiedział Daniel M. Co ty zrobiłaś? Zbigniew B. w przeciwieństwie do Daniela M. zna dość dobrze zarówno Krystynę K. jak i jej obie córki. Pechowego, 13 października był w ich mieszkaniu. Przyszedł tam z butelką wódki. Kiedy poczuł się zmęczony nadmiarem wypitego alkoholu, zapytał Krystyny K. czy może się przespać. W mieszkaniu były wszystkie trzy kobiety i jeszcze jakieś osoby. Kiedy Zbigniew B. się obudził, postanowił wyjść, mieszkanie było puste, drzwi nie zamknięte. - Na dole w krzakach leżała Wioletta. Narzekała na ręce i głowę. Powiedziała, że wyskoczyła z okna. Zapytałem: Dzieciaku coś ty zrobiła? Wziąłem ją na ręce i doniosłem do drugiego pietra, później założyła mi ręce na szyje i szła sama. Byłem pijany i nie pomyślałem, żeby wezwać pogotowie. Nie byłem pewny, czy rzeczywiście Wioletta wyskoczyła, bo była pijana – wyjaśniał Zbigniew B. Bałem się pójść Marcin B. po wizycie w piątek 13 października w mieszkaniu Krystyny K. umówił się z nią na poniedziałek lub wtorek. Dalej mieli rozmawiać o ewentualnej zamianie mieszkania. Jednak już na Jaśminowej nie pojawił się. - Wiedziałem, że jestem poszukiwany przez policję i bałem się tam pójść. Myślę, że do oskarżenia nas nakłoniła Krystynę K. telewizja – powiedział przed sądem Marcin B. W zeznaniach plątał się Daniel B., któremu 13 października pomylił się z wcześniejszymi o tydzień wydarzeniami. Nie potrafił zdecydowanie odpowiadać na pytania sądu, co mogłoby się przyczynić do sprecyzowania poszczególnych sytuacji. Dobrze się o mnie wyrażały Do zarzucanych mu czynów nie przyznaje się także Mieczysław M. Jak się okazuje, to on najlepiej znał Krystynę K. i jej córki Adriannę i Wiolettę. - W nocy z 12 na 13 października nocowałem u nich. 13, około godziny 20.00 Krystyna K. odprowadziła mnie na postój taxi, ponieważ jechałem do mojej narzeczonej. Na drugi dzień dowiedziałem się o tym, co się stało – wyjaśniał Mieczysław M. – Mieszkałem w mieszkaniu Krystyny K. Kupowałem alkohol, ponieważ sam piłem i one też lubiły wypić oraz jedzenie dla kobiet. Sam jadałem u mojej narzeczonej. Za to, że mieszkałem u K. spałem też z wszystkimi trzema kobietami. One się o mnie wyrażały raczej dobrze. Po 13 października, jeszcze się z nimi trzy razy spotykałem, miedzy innymi byłem odebrać moje rzeczy, tylko Wioletta nie chciała wtedy ze mną rozmawiać. Proces sześciu mężczyzn oskarżonych o usiłowanie zabójstwa siedemnastoletniej dziewczyny, w październiku ubiegłego roku, toczy się dalej, jednak zeznania świadków odbywają się z wyłączeniem jawności. Taką decyzje sąd podjął ze względy na charakter tej bulwersującej sprawy. Nieoficjalnie wiadomo, że rodziny oskarżonych myślały o przeniesieniu sprawy do Warszawy, jednak to odradzali adwokaci. Jacek Danieluk
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości