Reklama

Rządzą w Płocku i w regionie

06/03/2013 08:50
„Kobieta” – to brzmi dumnie, tym bardziej jeśli popatrzymy na sylwetki kobiet sukcesu. Zarówno w Płocku, jak i w regionie mamy prezeski przedsiębiorstw, dyrektorki szkół, banków, jak również wydziałów w Urzędzie Miasta. Są wszędzie, gdzie dzieją się rzeczy ważne. Nawet w Kurii Diecezjalnej płeć piękna odgrywa istotną rolę. Wszystkie panie mają ogromne osiągnięcia, nie ustępują mężczyznom ani na krok. Dzięki nim żyje się nam lepiej. Jak one to robią?
W biznesie i gospodarce naszego miasta na prowadzenie wysuwa się Iwona Lewandowska, autor i koordynator kilkudziesięciu projektów unijnych o wartości kilkuset milionów złotych! Od 3 lat jest prezesem Zarządu Płockiego Parku Przemysłowo-Technologicznego SA. Pracę zawodową rozpoczęła w roku 1997 w Regionalnym Centrum Rozwoju Technologii – Inkubatorze Przedsięwzięć Innowacyjnych w Płocku. Pełniła też funkcję podinspektora Oddziału Budżetu w Wydziale Skarbu i Budżetu Urzędu Miasta Płocka. Od roku 2003 związana jest z pozyskiwaniem funduszy UE oraz zarządzaniem projektami UE jako pełnomocnik prezydenta Płocka ds. Integracji Europejskiej oraz dyrektor Biura Funduszy i Informacji Europejskiej, Jednostki Budżetowej w Płocku. Mało kto dziś pamięta, że przed 1997 rokiem Iwona Lewandowska była też dziennikarką w wielu płockich tytułach prasowych, w tym również w Tygodniku Płockim.
Kolejne panie i sprawne menadżerki zarazem to dyrektorki banków. Dyrektorem płockiego oddziału BRE Bank Multibank SA jest Agnieszka Jasińska, a dyrektorem Oddziału Banku Zachodniego WBK S. w Płocku – Ewa Janiszewska. Na czele Galerii Wisła również stoi kobieta – dyrektor Ewa Spychalska.
– Panie świetnie radzą sobie w biznesie – zaznacza Anna Brzezińska, dyrektor Biura Izby Gospodarczej Regionu Płockiego. Choć w Izbie dominują mężczyźni, to i tu znajdziemy 4 przedsiębiorcze kobiety. Prowadzą one poważne przedsiębiorstwa, związane m.in. z inżynierią czy projektowaniem. Zatrudniają po kilkadziesiąt osób. Firma Eko Plastik ze Zdworza od 10 lat zajmuje się z kolei produkcją folii perforowanej i ochronnej. Prowadzi ją prezes Krystyna Matusiak.
Z ratusza do fiskusa

Kobiety rządzą też w poważnych instytucjach. Henryka Piekarska jest naczelnikiem Urzędu Skarbowego w Sierpcu. Odmieniła też płocką skarbówkę podczas pełnionego nie tak dawno zastępstwa. Zanim związała się zawodowo z fiskusem, była zastępcą burmistrza Sierpca. Obecnie kieruje zespołem liczącym ponad 60 pracowników. – Głównym moim zadaniem i odpowiedzialnością jest pozyskiwanie dochodów podatkowych dla budżetu państwa i naszych gmin – tłumaczy Henryka Piekarska. Z jakich osiągnięć jest dumna? Ze zbudowania zintegrowanego, profesjonalnego zespołu ludzi – urzędników i pasjonatów. Długo mogłaby wymieniać otrzymane nagrody. Perłą w koronie jest jednak zdobycie I miejsca w konkursie Organizacji Narodów Zjednoczonych na nowoczesny i sprawny urząd w Europie i Ameryce Północnej. – Przed nami żaden polski urząd nie zdobył takiej nagrody – podkreśla rzecznik. Jest szefem twardym i wyrozumiałym. – W pracy pomagają mi wyniesione z domu rodzinnego szacunek i życzliwość do ludzi i ich pracy, niezależnie od stanowiska, które piastują – zaznacza Henryka Piekarska.
Z powodzeniem potrafi oddzielić życie prywatne od zawodowego. W wolnych chwilach lubi zabawę z wnukami: Julią, Amelią, Laurą i Dominikiem. Ponadto interesuje się m.in. rajdami samochodowymi.

Pogotowie kobiece

Także w służbie zdrowia panie mocno zaznaczają swoją obecność. Ewa Nieścierenko jest prezesem Płockiego Zakładu Opieki Zdrowotnej. Dorota Kowalkowska to dyrektor Szpitala w Sierpcu. W Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym na Winiarach spośród wielu kobiet na kierowniczych stanowiskach wymienić można Danutę Tarkę – dyrektor ds. medycznych. Warto też wspomnieć o doktor Małgorzacie Galon, ordynator Oddziału Zakaźnego, czy Hannie Kajdas-Dudzie, ordynator Oddziału Neonatologicznego.
W ostatnich latach wiele dobrego dla płockiej służby zdrowia zrobiła Lucyna Kęsicka – od 2009 roku dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego w Płocku. Zarządza pracą pogotowia obejmującego obszar 9 powiatów z liczbą mieszkańców ok. 800 tys. Funkcjonuje tu 28 zespołów ratownictwa medycznego, w tym wodny zespół ratownictwa medycznego oraz dodatkowy zespół do transportu noworodków.
Lucyna Kęsicka przyznaje, że świadomie zdecydowała się spróbować swoich sił na stanowisku dyrektorskim. Wierzyła, że poradzi sobie z wyzwaniami. Wcześniej była w Pogotowiu główną księgową. – Wśród dyrektorów placówek służby zdrowia, kobiety szefowie stanowią niewielki procent. Te z nas, które otrzymują szansę kierowania firmą, zazwyczaj wykorzystują ją w 100% i dowodzą, że kobieta potrafi być sprawnym menadżerem – podkreśla Lucyna Kęsicka.
A przecież kobiety na stanowiskach prowadzą równocześnie drugą firmę zwaną „gospodarstwo domowe”, gdzie też trzeba pracować na wysokich obrotach: 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. – Dzięki temu kobiety są zdyscyplinowane i bardzo dobrze zorganizowane. Jako dyrektor zatrudniam wiele kobiet, także na stanowiskach kierowniczych – zaznacza szef Pogotowia.
Za jej kadencji udało się m.in. otworzyć Podstację Pogotowia w Gąbinie oraz nowe miejsce stacjonowania zespołu ratownictwa medycznego w Staroźrebach. Wielki sukces to również podpisanie w 2012 roku kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia na Ratownictwo Medyczne na kolejne 3 lata, powiększając tym samym Rejon Operacyjny SPZOZ WSPRiTS o 5 powiatów. To pociągnęło za sobą nowoczesną modernizację Centrum Dyspozytorskiego w Płocku, które m.in. może lokalizować pojazdy zespołów ratownictwa medycznego na mapie nawigacyjnej województwa z dokładnością do kilku metrów. Dyrektor Pogotowia może poszczycić się długą listą nagród. Zakład zdobył m.in. certyfikaty Wiarygodności Biznesowej czy „Rzetelni w Ochronie Zdrowia”, Perłę Medycyny, tytuł Mazowieckiej Firmy Dziesięciolecia.
Praca na pełnych obrotach jest wyczerpująca, dlatego pani dyrektor ma jedną zasadę – co roku wyjeżdża na co najmniej dwutygodniowy wypoczynek. – Niestety, mam mało czasu na czytanie książek, nie rezygnuję jednak z obejrzenia interesującej sztuki w Teatrze Dramatycznym w Płocku czy dobrego filmu w kinie – zdradza Lucyna Kęsicka.

Dyrektor jak galernik

Chyba najwięcej kobiet rządzi w oświacie. Prezesem Zakładu Doskonalenia Zawodowego w Płocku jest Alina Lewicka. Na czele szkół od podstawówek po licea stoją głównie dyrektorki. Najstarszą w Polsce i największą w Płocku szkołę prowadzi dyrektor Renata Kutyło-Utzig. – Świętej pamięci pan dyrektor Stanisław Stefański mawiał, że jest przykuty do Małachowianki jak galernik i ja go dopiero teraz rozumiem. Do Małachowianki przykułam się jako uczennica, a teraz przykuwa mnie praca, którą lubię i której sens widzę. Chciałam być dyrektorem Małachowianki – to nobilitacja. Stanęłam do konkursu – o reszcie zdecydowała komisja konkursowa – tłumaczy.
Powody do zadowolenia ma co roku, wraz z zakończeniem egzaminów maturalnych. Małachowiankę opuszczają wtedy przyszli lekarze, prawnicy, nauczyciele, inżynierowie i przedstawiciele stu innych zawodów. – Każdy z naszych absolwentów ma swój wkład w rozwój Płocka i Polski; założę się, że oprócz własnych zdolności i wysiłku absolwentów to także zasługa Małachowianki – ona wiele znaczy: uczy patriotyzmu, godności, odpowiedzialności i szacunku dla wiedzy – dodaje pani dyrektor.
Kolejny powód do satysfakcji to klasa akademicka, która już odniosła sukcesy w konkursie „Fizyczne ścieżki” organizowanym przez PAN i Instytut Badań Jądrowych. – Nasi uczniowie zajęli I i III miejsce w kategorii Praca Naukowa. Dwie uczennice tej klasy przeszły już pozytywnie przez część doświadczalną II etapu Olimpiady Fizyki, a nasza trzecioklasistka jeszcze nie ma matury, a już zdała pozytywnie egzaminy do Oxfordu. Gdy zda maturę – zostanie studentką jednego z najstarszych uniwersytetów europejskich – mówi Renata Kutyło-Utzig. Obecnie pani dyrektor skupia się na remoncie szkoły. Cieszy się, że jest i posuwa się naprzód. Podkreśla, że to „święto szkoły, a nie dopust boży”. W pracy jest pedagogiem, polonistą, menadżerem, szefem. W domu rzadko kiedy ma chwilę dla siebie. – Najchętniej czas wolny spędzam w ogródku albo przy kuchni. Lubię i umiem gotować. Przyjaciółka tak lubi moje gołąbki, że powiedziała: „Gdybym była mężczyzną, natychmiast bym się z tobą ożeniła” – śmieje się pani dyrektor. Lubi też nocą poczytać do poduszki wiersze i pomarzyć o typowo kobiecych sprawach np. o flakoniku perfum Clive’a Christiana. – Za bagatela 115 tys. funtów w opakowaniu firmowym. Wolałabym w zwykłym – niestety, kosztują 8720 zł – zdradza pani Renata Kutyło-Utzig.

Chciałam pracować w Kościele

– Wciąż jestem jedyną kobietą rzecznikiem diecezji w Polsce. Tę osobność odczuwam, np. gdy uczestniczę w dorocznych szkoleniach dla rzeczników instytucji kościelnych w Turnie koło Radomia, a gros uczestników to księża. Z roku na rok coraz bardziej jednak czuje się tam jak „u siebie”. Jeśli chodzi o Kurię Diecezjalną, to jest to już od dawna moje Sitz im Leben – siedlisko życiowe – mówi dr Elżbieta Grzybowska – rzecznik prasowy Kurii Diecezjalnej Płockiej. W tym roku mija 5 lat od objęcia przez nią tej funkcji. Wcześniej przez 10 lat była dziennikarką Tygodnika Płockiego. – Ale chciałam pracować w Kościele i dla Kościoła – podkreśla. Dziś stara się wytrwale budować obiektywny wizerunek Kościoła płockiego w mediach. Organizuje m.in. konferencje prasowe i wywiady, monitoruje media, przygotowuje informacje na stronę internetową diecezji. Raz w roku inicjuje też Dziennikarski Podwieczorek u Biskupa z udziałem przedstawicieli mediów z całej diecezji. Obecnie pracuje przy 43. Synodzie Diecezji Płockiej.
– Przewodniczę Komisji ds. Dialogu, Kultury i Mediów. Od efektów pracy mojej komisji będzie zależeć m.in. kształt diecezjalnego prawodawstwa na najbliższe ćwierćwiecze – podkreśla rzecznik. Choć jej praca jest dla niej misją, potrafi korzystać z uroków życia, najlepiej aktywnie. Pływa kajakiem, jeździ na rowerze i nuci pod nosem piosenkę Czerwonych Gitar – „Kwiaty we włosach”. Wciąż marzy, że kiedyś wejdzie na Rysy – próba sprzed kilku lat nie powiodła się z powodu śniegu na szlaku. Na półce w domu czeka na swoją kolej książka „Woda z mózgu” M. i W. Wareckich – o manipulacji w mediach.

Dyrektor z urzędu

W poszukiwaniu kobiet, które rządzą miastem zajrzeliśmy też do Urzędu Miasta. Włodarze to oczywiście panowie, ale już wśród dyrektorów wydziałów mamy panie. Katarzyna Michalska jest dyrektorem Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych. Szczególną i odpowiedzialną funkcję w ratuszu sprawuje od lat skarbnik Barbara Szurgocińska.
Podległe ratuszowi jednostki pod rządami kobiet też mają się dobrze. Alicja Wasilewska, dyrektor Płockiej Galerii Sztuki, dba o rozwój kulturalny płocczan. Sprowadziła do galerii takich znanych artystów jak: Piotra Naliwajkę, Bronisława Chromego, a ostatnio Lidię Popiel. Litosława Koper, szef Młodzieżowego Domu Kultury, rozwija artystycznie nasze dzieci i młodzież. Joanna Banasiak, dyrektor Książnicy Płockiej, zachęca nie tylko do czytania książek, ale i do udziału w spotkaniach z ich autorami.
Na sesjach Rady Miasta kobiety widać i słychać. Głos w ważnych społecznie sprawach dla Płocka zabiera m.in. Wioletta Kulpa, przewodnicząca Klubu Radnych PiS. Warto też wspomnieć o Elżbiecie Gapińskiej. Obecnie jest posłem, ale nie tak dawno przewodniczyła Radzie Miasta. Jeśli panie chcą w mieście działać, to zakładają stowarzyszenia. Ostatnią jaskółką jest elitarny Klub Przedsiębiorczych Kobiet. Do swojego grona zaprasza tylko wybrane panie.
W Płocku są również panie, które mogą wymierzyć srogą karę za łamanie przepisów, ustaw i paragrafów. Prezesem Sądu Okręgowego jest Małgorzata Michalska, z kolei dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej to Joanna Kaczorowska. Panie są też obecne w samorządzie. Kolejną kadencję wójtem gminy Mochowo jest Jadwiga Przedpełska. W gminie Bodzanów ma koleżankę – wójta Grażynę Pietrzak.
Z pewnością nie udało nam się wymienić wszystkich pań, które mają wpływ na życie naszego miasta i regionu. Bo przecież każdy dom prowadzi menadżerka, dzięki której dzieci chodzą czyste i nakarmione, podobnie zresztą jak i mąż. Pamiętajmy o tym nie tylko przy okazji 8 marca.
Blanka Stanuszkiewicz--Cegłowska
blanka@tp.com.pl
fot. Dariusz Ossowski
Na co kobietom parytety?
Czy powinny być parytety dotyczące udziału kobiet w życiu politycznym, gospodarczym? Takie pytanie zadaliśmy naszym czytelnikom w cotygodniowej sondzie Tygodnika Płockiego. Zaznaczamy, że w tej kwestii chcieliśmy poznać zdanie panów.

Piotr Zgorzelski
Wiele kobiet dochodzi do najwyższych stanowisk i zaszczytów bez oglądania się na parytet. Wystarczają cechy charakteru: zdolności, wytrwałość w dążeniu do celu, pracowitość oraz trochę szczęścia. Procentowe zabezpieczanie, np. miejsc dla kobiet w różnych gremiach statutowych tworzy z kolei wrażenie, że otrzymały je one dlatego, że im się należały, a niekoniecznie wynikały z kompetencji. Określona prawem liczba miejsc skutkuje szukaniem na siłę kobiet (np. przy układaniu list do parlamentu), tylko po to, aby spełnić wymogi. Na szczęście, dziś kobiety świetnie sobie radzą bez parytetów. Mam wrażenie, że tylko środowiska lewicowe robią z tego sztandar wyborczy, przekonując, jak to kobiety w naszym kraju są dyskryminowane.

Kamil Urbański
Kwestia równego traktowania kobiet i mężczyzn jest istotna. Ale nie potrzeba do tego wymyślania absurdalnych przepisów. Nie jestem i nie będę zwolennikiem parytetów, bo to uwłacza kobietom. Stosowanie parytetów w życiu ustawia kobiety w gorszej sytuacji, jakby były niższym gatunkiem i trzeba było je ciągnąć do góry. To wcale mi się nie podoba.

Jarosław Malarski
Parytety, to dla mnie jedna wielka sztuczność stworzona dla potrzeb PR-u, która jak bumerang powraca, gdy zaczynają się pierwsze przedwyborcze ruchy polityków, grupa docelowa jest bowiem duża, a czymś ważnym, a zarazem nie do końca zrozumiałym trzeba ludziom namieszać w głowach. Wabik? Pewnie tak. Jeśli ktoś jest dobry i ma coś do zrobienia czy do powiedzenia, to – bez względu na płeć – powinien to robić. Mamy XXI wiek, a czasami mam wrażenie, że żyjemy jak w filmowej „Szuflandii”, pozwalając się omotać i zabijać w nas wiarę w to, że jesteśmy dobrzy w tym, co robimy.

Michał Kublik
Jestem za udziałem kobiet w polityce, gospodarce, sporcie i gdzie tylko zapragną. Sztuczne tworzenie liczby miejsc na listach wyborczych jest moim zdaniem niepotrzebne. Ktoś, kto ma coś do powiedzenia czy zrobienia i czuje się na siłach to zrobić, nie potrzebuje parytetów.

Maciej Wróbel
Moim zdaniem nie powinno być takich parytetów. Z pewnością są środki prawne chroniące przed rzeczywistą dyskryminacją, natomiast o tym, jak licznie dana grupa społeczna reprezentowana jest na jakimś polu, powinny decydować uzdolnienia, kompetencje, przygotowanie, wykształcenie, itp. Inaczej mówiąc, jeśli ktoś jest w czymś dobry, to niezależnie od tego, jaką grupę społeczną reprezentuje, poradzi sobie bez parytetów.    BeeS
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości