W ubiegłym tygodniu płoccy radni zajęli się zadłużeniem miasta. Zdaniem opozycji jest ono niepokojąco wysokie, co w przyszłości może zahamować miejskie inwestycje.
Według przedstawionej radnym analizy ogólna kwota długu miasta na 31 grudnia 2015 roku to blisko 500 milionów złotych. Kwota kredytów i pożyczek, które miasto musi spłacić to 339 015 697,58 złotych. Składa się na nią dwanaście kredytów zaciągniętych w latach 2004–2015 oraz trzy pożyczki preferencyjne. Kredyty mają być spłacane do 2030 roku, a pożyczki do roku 2025. Ponadto miasto musi wykupić obligacje na kwotę 160 850 000 złotych. Termin wykupu „najmłodszych” z 2013 roku upływa w roku 2025. – W tym dokumencie nie ma słowa o analizie. Nie wiemy, jakie są skutki decyzji podejmowanych w poprzednich latach. Pan Nowakowski przed 2010 rokiem bardzo negatywnie odnosił się do swojego poprzednika, który zaciągał kredyty. Od 2010 roku obecny prezydent robi to z jeszcze większym natężeniem. Pokusiłam się o taką analizę. Dynamika zadłużenia w latach 2002–2010 wynosiła 30,5 mln złotych. Dynamika zadłużenia w latach 2010–2015 to już blisko 37 milionów złotych. Dynamika zadłużenia wzrosła przy inwestycjach, które moim zdaniem nie mają aż takiej siły oddziaływania na to zadłużenie – uważa radna PiS Wioletta Kulpa. – Poza wybudowaniem wiaduktu kolejowego były kończone inwestycje rozpoczęte przez poprzedniego prezydenta – dodaje.
Szefowa opozycji w Radzie Miasta przekonuje, że obecnie zadłużenie na głowę jednego mieszkańca Płocka sięga już 4 079 złotych, podczas gdy w 2010 roku było to 2 476 złotych. Do zadłużenia miasta zalicza także zadłużenie gminnych spółek. – Według agencji Fitch Raitings zadłużenie spółek sięga 188 milionów złotych. Do tej kwoty należy dodać 533 miliony, które miasto ma zapisane w projekcie budżetu na rok 2016. Przy dochodach sięgających 800 milionów złotych zadłużenie miasta razem ze spółkami sięga blisko 90 procent dochodów – mówi W. Kulpa.
Skarbnik miasta Wojciech Ostrowski przekonuje, że zadłużenie jest na bezpiecznym poziomie. – Agencja ratingowa uznaje, że zadłużenie Płocka jest umiarkowane, choć jest ono dość wysokie. To poziom akceptowalny dla instytucji finansowych. Na wydatki inwestycyjne składają się środki z nadwyżki finansowej, środków unijnych i kredytów. Zadłużenie, które teraz spłacamy, jest zaciągnięte nie tylko przez obecną ekipę rządzącą, ale także przez poprzednią. Środki zewnętrzne z Unii Europejskiej należy wykorzystywać jak najlepiej, potrzebne są do tego środki własne. Kiedy skończy się unijne finansowanie, wtedy możliwości inwestycyjne miasta będą mniejsze, dlatego należy wykorzystywać obecne możliwości.
Podczas ubiegłotygodniowej sesji Rady Miasta prezydent Płocka przypomniał, że znaczna część pieniędzy pochodzących z kredytów przeznaczana jest na wkład własny w przypadku inwestycji dofinansowanych środkami zewnętrznymi. – Wykorzystanie pieniędzy unijnych to był nasz obowiązek – mówił Andrzej Nowakowski. – Spożytkowaliśmy ten czas bardzo dobrze i zrealizowaliśmy projekty, które są ważne dla mieszkańców.
Wśród inwestycji zrealizowanych w ostatnich latach dzięki dotacjom zewnętrznym prezydent wyliczał m.in. rewitalizację Małachowianki, rozdział kanalizacji ogólnospławnej na sanitarną i deszczową, kilometry nowych ulic, nowy tabor Komunikacji Miejskiej czy kwaterę do składowania odpadów w Kobiernikach. (jac)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze