Do 15 sierpnia br. miały się zakończyć na całym świecie diecezjalne etapy tzw. „synodu o synodalności”. Z Europy Zachodniej i z naszych diecezji docierają od pewnego czasu doniesienia na temat wypracowywanych przez Kościoły lokalne efektów tego przedsięwzięcia. Pragnienie papieża Franciszka, by Kościół uczynić bardziej wspólnotowym (chyba to oznacza pojęcie „synodalności”), przejrzystym, wolnym od skandali seksualnych i czytelnym w sferze dysponowania finansami wydaje się mocno spóźnionym w sytuacji, kiedy większości ludzi żyjących w rozwiniętej zachodniej cywilizacji konsumpcyjnej wydaje się on już całkowicie niepotrzebny. Próba odmiany oblicza Kościoła w tak dramatycznej sytuacji jest absolutnie słuszna i konieczna, aby stał się głębiej potrzebny tym, którzy w nim są, i w ogóle potrzebny tym, którzy są poza nim. Potrzebę odbudowania we współczesnych społeczeństwach konsumpcyjnych, także w naszym, świadomości istoty i celowości istnienia Kościoła uważam za absolutnie priorytetową dla procesu synodalnego, który uruchomił papież Franciszek. Człowiek współczesny nie wie, czym jest, dlaczego i po co istnieje Kościół, i do czego jest mu w ogóle potrzebny. Nawet wśród wierzących ta świadomość jest słaba, wśród „wierzącej” młodzieży wydaje się wprost zerowa.
Czy trwający aktualnie synod o synodalności odbuduje tę zanikającą świadomość istoty i celowości istnienia Kościoła jako wspólnoty założonej przez samego Chrystusa do niesienia człowiekowi pomocy w osiągnięciu zbawienia? Z informacji docierających z różnych krajów zachodnich wynika, że niekoniecznie. Na Zachodzie katolicy zaproszeni do synodalnej dyskusji o reformie Kościoła skupiają się na formułowaniu rewolucyjnych postulatów zawierających oczekiwania zmodernizowania Kościoła, w tym jego nauczania moralnego dotyczącego sfery seksualnej, w kierunku zgodnym z rewolucją obyczajową proponowaną przez współczesne nurty lewicowo-liberalne (akceptacja antykoncepcji, małżeństw jednopłciowych, aborcji jako prawa człowieka). Obok dążenia do obalenia szóstego przykazania Dekalogu (całej dotychczasowej nauki Kościoła w tej sferze) postuluje się rewolucyjne zmiany obejmujące zniesienie celibatu czy wyświęcanie kobiet na księży. No cóż, można i tak reformować Kościół, stanie się milszy, braterski, zapraszający do „wspólnej podróży” miłośników wszystkich perwersji seksualnych rozumianych odtąd nie jako czyny grzeszne, tylko szlachetne nieheteronormatywne wariacje. Tylko dokąd nas ta „podróż” zaprowadzi? Czy na pewno do zbawienia?
U nas jest jakby lepiej. Odstajemy wyraźnie od postępowego świata, bo takich rewolucyjnych postulatów się tu nie formułuje, nawet tak kontrowersyjnych tematów się nie dyskutuje, choćby w formie wyartykułowania stanowiska negatywnego. Jednak milczenie w tych sprawach sprawi, że do świata nie popłyną z naszej strony głosy negatywnej oceny tamtych rewolucyjnych propozycji. Zresztą chyba nie mogą popłynąć, bo oznaczałoby to zanegowanie ducha „synodalności”, który unosi się nad całym tym przedsięwzięciem. Braterski dialog mający stworzyć wszystkim „towarzyszom podróży” szansę swobodnego wypowiedzenia się na nurtujące ich tematy, niesplamiony choćby cieniem nietolerancji (efekt wymogu aprobatywnego „słuchania”) jest tu chyba najważniejszy. Za chwilę rozpocznie się kolejny, tym razem już kontynentalny etap tej braterskiej „wspólnej podróży” (co za infantylny język do opisu tak poważnych spraw), w którym z postulatów krajowych zostanie sformułowany kontynentalny program naprawy Kościoła. Na końcu (już za rok) czeka nas etap światowy, czyli Synod Biskupów w Rzymie. Jest rzeczą ciekawą, jakie będą ostateczne efekty tej dwuletniej reformatorskiej debaty na temat Kościoła i czy nie skończy się na spóźnionych próbach remontu domu, w którym i tak nikt już nie będzie chciał mieszkać.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze