Do Płocka kajakiem dopłynął dzielny wędrowiec. Jeszcze parę tygodni temu byłoby to niemożliwe, przez skutą lodem Wisłę. Ale teraz... bardzo proszę!
Czyżby w przyspieszonym tempie otwarty został sezon wodniacki? Otóż nie. Sprawa jest o wiele poważniejsza. Chodzi tu o ogromne wyzwanie i akcję charytatywną. Szymon Machnowski, podczas samotnego 1000-kilometrowego spływu od źródeł do ujścia Wisły, zbiera pieniądze na kosztowną rehabilitację swojego kolegi z wojska Sławka, zmagającego się udarem mózgu.
Wyprawa jest niesamowita, a po drodze pan Szymon spotyka wiele życzliwych osób i nie brakuje też przygód. Na przykład dopłynięcie do Płocka było bardzo trudne. Odcinek od Wyszogrodu śmiałek musiał pokonywać w śniegu i przy silnym wietrze, który powodował olbrzymie fale. Nasze nabrzeże, po ostatniej fali powodziowej nie prezentowało się najlepiej, ale najważniejsze, że nie brakowało przyjaznych ludzi. Arkadiusz Gmurczyk ugotował zupę, a Michał Fortuna przekazał na licytacje 50 dinarów irackich. Pan Szymon miał nocować w namiocie, ale na szczęście udało się znaleźć ciepły i przytulny pokój w PTTK Morka. Wędrowiec mógł tutaj wysuszyć rzeczy i wziąć pierwszy prysznic od kilku dni. Z Płocka popłynął dalej do Włocławka, gdzie szykowane były kolejne atrakcje jak loty balonami, motoparalotniami i samolotami, oczywiście w ramach charytatywnej akcji.
Więcej w kolejnym wydaniu Tygodnika Płockiego.
BeeS
Fot. archiwum Szymona Machnowskiego
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze