W pierwszej połowie XX wieku nazwy potraw funkcjonowały jak mapa świata rozłożona na kuchennym stole. W polskich książkach kucharskich roiło się od odniesień do Paryża, Wiednia, Neapolu czy Strasburga. „befsztyk po angielsku”, „sos holenderski” czy „omlet francuski” nie były jedynie informacją o technice kulinarnej - stanowiły symboliczny gest przynależności do kulturowej Europy, wyraz aspiracji nowoczesnego społeczeństwa, które chciało widzieć siebie jako część świata zachodniego. Kuchnia była wtedy językiem ambicji i wyobraźni, a nazwa potrawy pełniła funkcję paszportu. Wiek XXI przynosi zaskakującą zmianę. W dobie realnej mobilności, tanich lotów i globalnych marek kulinarnych, nazewnictwo potraw coraz częściej zamyka się w tym, co lokalne i prowincjonalne: „po kujawsku”, „babciowe”, „z wiejskiego stołu”. Światowość przestaje być nazwą, staje się oczywistością, a egzotyka traci funkcję prestiżu. W jej miejsce pojawia się narracja o autentyczności, korzeniach i regionalności, często wzmacniana przez marketing terytorialny. Paradoksalnie więc to właśnie wtedy, gdy świat stał się dostępny, kulinarna wyobraźnia zaczęła zawężać mapę, zamieniając kosmopolityczne ambicje na lokalną opowieść o miejscu i tożsamości.
Pierogi angielskie (przepis pochodzi z książki Marii Ochrowicz - Monatowej „Uniwersalna książka kucharska” z początku XX wieku)
Skład:
- 500 g mąki tortowej;
- 1 szklanka słodkiej śmietanki;
- 4 żółtka;
- 100 g masła;
- 2 łyżki cukru;
- 25 g świeżych drożdży;
- 1/2 szklanki białego wytrawnego wina;
- dowolna konfitura na nadzienie;
- olej do smażenia;
- cukier puder do posypania pierożków.
Wykonanie:
W ciepłej śmietance rozpuszczamy drożdże z łyżką cukru i mąki. Tak przygotowany rozczyn odstawiamy w ciepłe miejsce, aby wyraźnie wyrósł. W misce ucieramy żółtka z pozostałym cukrem oraz białym winem. Masło roztapiamy i pozostawiamy do przestudzenia. Do utartych żółtek dodajemy mąkę i dokładnie mieszamy, następnie wlewamy letnie masło i wyrabiamy gładkie, elastyczne ciasto. Gotowe ciasto odstawiamy do wyrośnięcia na około godzinę. Po tym czasie ponownie je wyrabiamy i rozwałkowujemy na grubość ok. 5 mm. Wykrawamy kręgi, nadziewamy je konfiturą i zlepiamy w kształt pierogów. Pierożki odstawiamy na 15 minut do ponownego wyrośnięcia, po czym smażymy w oleju rozgrzanym do 180 st. C najpierw około 3 minuty w zamkniętej frytkownicy, a następnie po przewróceniu, około 1 minutę w otwartej. Usmażone pierożki wyjmujemy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym, aby odsączyć nadmiar tłuszczu, i jeszcze ciepłe oprószamy cukrem pudrem.Reklama
Anglia, gdy w XVI wieku - po reformacji - odłączyła się od papieskiego Rzymu, świadomie odrzuciła huczne formy karnawału, uznając je za zbyt katolickie, cielesne i frywolne. Z dawnej tradycji pozostał jedynie jej skromny finał - Pancake Day, czyli ostatni dzień przed Wielkim Postem. Tego dnia w wielu lokalach gastronomicznych, na co dzień stroniących od naleśników, smaży się je demonstracyjnie, a w miastach odbywają się słynne wyścigi z patelniami - karnawał w wersji angielskiej, bardziej ironicznej niż ekstatycznej. Paradoksalnie to, czego Anglia się wyrzekła, powróciło do niej z zewnątrz. Gorący, barwny i cielesny karnawał przybył wraz z karaibską migracją i w latach 60. XX wieku zaowocował powstaniem Notting Hill Carnival. Co znamienne, do 1965 roku odbywał się on w styczniu - zgodnie z klasycznym kalendarzem karnawału - dopiero później przeniesiono go na sierpień. Tak właśnie objawia się brytyjska emocjonalność: czas zabawy można przesunąć, namiętność ująć w ramy kalendarza, a żywioł radości wpisać w porządek, który nikogo zbytnio nie niepokoi.
dr Izabela Chudzyńska
etnolog, antropolog jedzenia
Fot. Piotr Chudzyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze