„Pollo alla diavolo” – czyli kurczak po diabelsku – rozgrzewa nie tylko patelnię, ale i serca Rzymian i Toskańczyków. Obie kuchnie z uporem przypisują sobie autorstwo tego prostego, a jednocześnie genialnego dania. Kto ma rację? Tego pewnie nie rozstrzygnie żaden kulinarny arbitraż, bo w obu regionach kurczaka przyrządza się niemal identycznie: rozcięty wzdłuż grzbietu, spłaszczony, zamarynowany w czosnku, ziołach i oliwie, a potem długo smażony – koniecznie pod ciężarem – na ogniu tak dużym, że sam diabeł by się nie powstydził. Choć nazwa mogłaby sugerować piekielnie ostrą paprykę, wielu uważa, że „diabeł” w tym przypadku kryje się raczej w ogniu – intensywnym, bezlitosnym, który wypieka mięso na złoto i nadaje mu wyjątkowy aromat. Czasem ogień wystarczy, by kuchnia zyskała charakter, a przepis – legendę.
Pollo alla divola
Skład:
- 1 cały kurczak;
- 3 gałązki rozmarynu;
- 6 liści szałwii;
- 1 ząbek czosnku;
- 1 łyżka czerwonej papryki w proszku (według oryginału powinna być ostra);
- oliwa z oliwek;
- sól.
Wykonanie:
Starannie płuczemy kurczaka i dokładnie osuszamy. Następnie rozkrajamy go wzdłuż grzbietu i rozkładamy na płasko. W misce mieszamy oliwę z przeciśniętym przez praskę czosnkiem, ziołami i papryką. Powstałą mieszankę dokładnie wmasowujemy w mięso, po czym odstawiamy kurczaka w chłodne miejsce na około godzinę. Po tym czasie rozgrzewamy na dużej patelni 3 łyżki oliwy na bardzo mocnym ogniu. Układamy kurczaka brzuszną częścią (rozciętą stroną) i obciążamy go ciężkim przedmiotem. Patelnię przykrywamy pokrywką. Smażymy przez ok. 5 minut na dużym ogniu, następnie zmniejszamy płomień i kontynuujemy smażenie przez kolejne 30 minut. Po tym czasie ostrożnie odwracamy kurczaka i smażymy jeszcze przez około 30 minut. Jeśli nasz kurczak jest wyjątkowo duży, czas smażenia należy odpowiednio wydłużyć. O gotowości świadczy wypływający z najgrubszego miejsca przezroczysty płyn po nakłuciu mięsa – jeśli nie jest różowy, kurczak jest usmażony. Kurczaka po diabelsku podajemy z młodymi ziemniakami i świeżą sałatą.
Reklama
Podobno Marcello Mastroianni, gdy kręcił Słoneczniki Vittoria De Siki, zakochał się nie tylko w scenariuszu, ale i w zapachu unoszącym się znad ognia na toskańskiej wsi. Zdjęcia realizowano wśród malowniczych wzgórz, gdzie cyprysy wyznaczają linie horyzontu, a kamienne domy pamiętają niejedną domową ucztę. Tam, w przerwach między ujęciami, aktor miał okazję delektować się klasyką włoskiej kuchni — kurczakiem po diabelsku, którego temperament mógł nieźle korespondować z dramatyzmem opowiadanej historii.
Film „Słoneczniki” opowiada losy Giovanny (Sophia Loren) i Antoniego (Marcello Mastroianni), którzy pobierają się tuż przed wybuchem II wojny światowej. Po latach milczenia Giovanna wyrusza do Związku Radzieckiego, by odnaleźć męża uznanego za zaginionego. Odnajduje go — ale Antonio ułożył już sobie nowe życie i założył rodzinę. Ten pełen emocji dramat o miłości, pamięci i utracie porusza do dziś, a jego tłem są zimne przestrzenie Rosji i ciepło wspomnień z przedwojennych Włoch.
dr Izabela Chudzyńska
etnolog, antropolog jedzenia
Fot. Piotr Chudzyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze