Gioachino Antonio Rossini, wybitny włoski kompozytor, twórca 39 oper, urodził się w domu, gdzie muzyka była codziennością. Ojciec – trębacz miejski, matka – śpiewaczka. Jednak życie nie zawsze układało się harmonijnie. Gdy ojca uwięziono z powodów politycznych, matka zabrała małego Gioachina do Bolonii, gdzie zamieszkali u rzeźnika. To właśnie z tym zawodem Rossini żartobliwie wiązał swoją przyszłość. Przyznał kiedyś swojemu biografowi, że gdyby nie został kompozytorem, z radością pracowałby jako rzeźnik. Jakże zaskakująca alternatywa dla autora takich dzieł jak „Cyrulik sewilski”. Przyznam, że mnie też nieco łączy z Rossinim – gdyby losy potoczyły się inaczej, widziałabym siebie za ladą sklepu mięsnego. A skoro o kuchni mowa – Rossini słynął nie tylko z talentu muzycznego, ale i z miłości do jedzenia. Legenda głosi, że aria „Tak wiele uderzeń serca” z opery Tankred została stworzona w oczekiwaniu na risotto. Kompozytor miał ponoć napisać ją na rogu stołu, czekając, aż kucharz poda mu jego ulubione danie. Geniusz rodzi się w codzienności, a dobre jedzenie wyjątkowo sprzyja kreatywności.
Risotto alla Milanese
Skład:
- 250 g ryżu do risotto;
- 200 ml wytrawnego, białego wina;
- 700 ml bulionu wołowego (może być z kostki);
- 1 mała cebula;
- 2 łyżki oliwy;
- 70 g masła;
- 90 g tartego sera grana padano;
- 2 szczypty szafranu (ufajmy własnemu smakowi, jeśli nie przepadamy za gorzkawym smakiem, zmniejszmy ilość szafranu).
Wykonanie:
Na głębokiej patelni rozgrzewamy oliwę. Obieramy cebulę i drobno siekamy. Na patelni podsmażamy ryż z cebulą, do momentu, aż ziarna ryżu staną się przezroczyste. Wlewamy wino i gotujemy do jego całkowitego wyparowania. Następnie wlewamy bulion, dodajemy szafran i gotujemy ryż pod przykryciem ok. 15 minut (w tym czasie nie zaglądamy do dania!). Po tym czasie płyn powinien w pełni się wchłonąć (jeśli tak się nie stało, gotujemy jeszcze kilka minut). Gasimy ogień i dodajemy masło oraz ser. Mieszamy, powinniśmy uzyskać pięknie żółte i kremowe risotto.Reklama
Gioachino Antonio Rossini, jeden z najsłynniejszych kompozytorów operowych, był człowiekiem pełnym pasji – zarówno do muzyki, jak i do życia. Słynął nie tylko z niezwykłego geniuszu muzycznego, ale także z zamiłowania do kuchni, które z czasem stało się niemal tak legendarne jak jego twórczość. Rossini żartował, że w życiu płakał tylko trzy razy: gdy wygwizdano jego pierwszą operę, gdy usłyszał grę Niccola Paganiniego na skrzypcach i gdy podczas rejsu statkiem za burtę wypadł mu indyk faszerowany truflami. Swoją operową karierę zakończył z rozmachem. W 1829 roku stworzył Wilhelma Tella, dzieło tak monumentalne, że Gaetano Donizetti, inny wybitny kompozytor, stwierdził: „Pierwszy i trzeci akt opery z pewnością napisał Rossini, ale drugi musi być dziełem Boga!”. Była to jednak ostatnia opera Rossiniego. Po tej premierze zaskoczył wszystkich, wycofując się z komponowania na scenę operową. Swoją decyzję tłumaczył w typowy dla siebie sposób: „Wszyscy pracują dla trzech rzeczy: sławy, złota i przyjemności. Sławę już mam, złota mi nie trzeba, a przyjemności już dawno mnie znudziły”.
Cóż, w moim przypadku sprawy mają się nieco inaczej. Na sławę jestem gotowa, złota mi nie potrzeba – choć mam kilka pomysłów, co bym z nim zrobiła – a przyjemności? Te zdecydowanie wciąż mnie cieszą.
dr Izabela Chudzyńska
etnolog, antropolog jedzenia
Fot. Piotr Chudzyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze