Wisła miała ostatnio fatalną passę. Wspominając tylko ostatni tydzień, to płocczanie ulegli wysoko (0:5) Legii w Warszawie i dopiero po rzutach karnych awansowali do 1/8 finału Pucharu Polski z III-ligowym Okocimskim Brzesko. Po meczu z Legią zarząd Wisły postanowił dotkliwie ukarać finansowo piłkarzy, ale kara została zawieszona w zależności od wyników: w spotkaniu pucharowym i pojedynku z Odrą. Mecz zapowiadał się więc interesująco, bo w końcu Wisła powinna udowodnić swoim sympatykom, że w piłkę grać potrafi i ma zamiar coś ugrać w tym sezonie. Niestety i tym razem Wiślacy zaczęli fatalnie, od fauli. Po drugim, w 5 min., sędzia nakazał wykonanie rzutu wolnego z ok. 15 m. Do piłki podszedł Sławomir Szary, miękko podał do stojącego z lewej strony Adama Gmitrzuka, a ten strzelił idealnie w okienko. Podobnie, jak w meczu z Legią, Wisła straciła pierwszego gola tuż po rozpoczęciu spotkania. Kolejne długie minuty to pokaz braku porozumienia między piłkarzami Wisły i braku pomysłu na grę. Niby zespół próbował stworzyć akcję, ale coś stało na przeszkodzie, by naprawdę zagrozić bramce gości. Piłkarze Odry zaś chętnie wykorzystywali błędy płocczan, kontrowali i starali się rozgrywać piłkę daleko od swojego pola karnego. Po przerwie zamiast Karola Gregorka na boisku pojawił się Paweł Sobczak. Widać było wyraźnie, że współpraca dwóch napastników, Gregorka i Vahana Gevorgyana nie układa się. Niestety, minuty mijały, a obaj płocczanie też nie mogli znaleźć wspólnego języka. Goście zaś pilnowali, by nie stracić 1-bramkowej zaliczki, mądrze się bronili i próbowali kontrować. Robert Gubiec miał kilka razy sporo problemów z wybiciem piłki poza boisko. Za to w 63 min. na boisko wszedł Josef Obajdin i natychmiast miał znakomitą sytuację do strzelenia bramki. Niestety, był tak zaskoczony, że posłał piłkę obok słupka. Im bliżej było do końca spotkania, tym Wisła starała się pokonać bramkarza gości, a piłkarze Odry coraz dłużej rozgrywali piłkę, próbując ją wybić na połowę płocczan. Nafciarze grali niemal całym zespołem na połowie Odry, ale bramka była jak zaczarowana. Brakowało ostatniego, celnego podania, by akcję zakończyć golem. Chociaż w tej części spotkania strzałów na bramkę było sporo, to liczy się przecież to, co w siatce. Dopiero w 77 min. piłkarze i kibice mogli się cieszyć. Po „koronkowej” akcji, piłkę wepchnął do bramki Vahan Gevorgyan. Po meczu zawodnik skarżył się, że nie wie, dlaczego drużyna grała tak słabo w I połowie, a kiedy zaczęła lepiej, wtedy nie miała szczęścia. Po wyrównaniu gospodarze jeszcze próbowali zmienić wynik. Niemal przez cały czas przebywali na polu karnym Odry, ale Krzysztof Pilarz nie dał się pokonać. Piłkarze Wisły po raz kolejny w tym sezonie schodzili z boiska z opuszczonymi głowami. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze