Reklama

Portret rodzinny płocczan - Fotoklan Maślankowskich

21/03/2002 13:42
Sfotografował rura po rurze całą Petrochemię. Gdy technika była jeszcze hen daleko od polskich granic, on w latach 60-tych wyczyniał prawdziwe fotograficzne cuda. Co krok wprawiał w zdumienie krajowych i zagranicznych dygnitarzy.Dyrektor pytał go później - Czym nas jeszcze zadziwisz panie Maślankowski? Wtedy skromnie uśmiechał się pod nosem i dalej robił swoje. Miał swoją słodką tajemnicę - utalentowaną w kierunku fotograficznym żonę. Tak, córka Wacława Żabowskiego zapadła mu głęboko w serce jeszcze w „Jagiellonce”, gdzie obydwoje się uczyli. Czasami przychodził po swoją sympatię do zakładu fotograficznego jej ojca. Mieścił się on od 1927 roku na ulicy Kościuszki 4. II wojna światowa wybuchła nagle. Wacław Żabowski musiał pracować u Niemca nieopodal, w suterenie na Kościuszki 12. Na szczęście Niemiec, a przy okazji płocczanin, był dobrym człowiekiem. Przyjął do pracy prócz Żabowskiego, także jego córkę. Dziewczyna nie musiała już wyjeżdżać na roboty do Niemiec. Jakoś przetrwali tam wojnę. Okazało się też, że po ojcu odziedziczyła talent do robienia zdjęć. Po wyzwoleniu Żabowscy przenieśli swój zakład fotograficzny na Tumską. Jerzy znów przychodził do Hani. Przyszły teść Żabowski przekonywał: - Z robienia zdjęć można mieć niezły chleb. Jak skończysz szkołę, to będziesz mógł się u mnie uczyć zawodu. Jerzy – jeden z dziewięciorga dzieci szewca Maślankowskiego z Synagogalnej nie bardzo w to wierzył. Zresztą najpierw musiał odbyć służbę wojskową. 21 lipca 1951 roku wziął w końcu ślub z panną Żabowską. Dziewczyna miała już wtedy tytuł czeladnika, a Jerzy stawiał pierwsze kroki w zawodzie. Naukę przerwała mu niespodziewana śmierć teścia. Zakład przejęła teściowa i mąż drugiej córki Żabowskich - Jan Rakowski. To właśnie on przez 10 lat wprowadzał Jerzego Maślankowskiego w arkana fotografii w atelier . Cudotwórca Jednak człowiek nie może stać w miejscu. Jerzy wciąż szukał czegoś nowego. -A może tak zająć się fotografią dokumentalną - zastanawiał się i od 1961 roku, pracując w „Petrobudowie”, podjął się dostarczania materiału zdjęciowego do kroniki powstawania kombinatu i rozbudowy miasta. Jego zdjęcia ukazywały się w „Petro-Echu”. Od wykopów poprzez fundamenty i efekt finalny sfotografował całą Petrochemię. Jako reporter dokonywał wręcz cudów. Pewnego ranka przyjechał z wizytą do Płocka minister budownictwa byłego NRD. Już po południu Jerzy Maślankowski wręczał mu album z jego pobytu. - Gdybym był tutaj po raz drugi, pomyślałbym, że to są zdjęcia z poprzedniej wizyty - stwierdził zdumiony minister. Z kolei, kiedy w Petrochemii oddawana była pierwsza instalacja, zaproszony został do Płocka Wiesław Gomułka. Po wizycie na terenie Rafinerii i spotkaniach z prominentami, miało miejsce spotkanie w Przedwiośniu. Wychodząc z sali, na holu, zebrani ludzie oglądali porozwieszane na planszach pierwsze migawki z tego dnia. A trzeba pamiętać, że nie było wtedy zdobyczy dzisiejszej techniki. Zdjęcia wywoływać trzeba ręcznie w ciemni. Gdyby nie pomoc i znajomość obróbki zdjęć żony pana Maślankowskiego, takie cuda z pewnością nie miałyby miejsca. Państwu Maślankowskim zamarzył się jednak własny zakład. Jako jedni z pierwszych w 1968 roku zaczęli działać w pawilonach w Nowym Rynku. Zawsze też chcieli, by ich dzieci zawodowo zajmowały się fotografią. Syn – Grzegorz ukończył jednak technikum samochodowe i widział dla siebie zupełnie inne życie. Córka Regina po szkole ekonomicznej - także. Jerzy Maślankowski powtórzył im słowa, które kilkadziesiąt lat wcześniej usłyszał od teścia i nikogo do niczego nie zmuszał. Nie minęło kilka lat, a życie samo zawróciło dzieci państwa Maślankowskich właśnie do fotografii. Ojciec obiecał im wtedy, że nie będzie ich traktował ulgowo. Podobnie dziś traktuje, idącego w rodzinne ślady wnuka - Patryka. Obecnie dzieci mają już papiery mistrzowskie, a Regina Maślankowska-Olejnicka jest uznanym artystą fotografem w prestiżowym Stowarzyszeniu Twórców Fotoklubu Rzeczypospolitej Polskiej. Kiedyś może dorówna ojcu, który od 20 lat jest w Samorządzie Rzemiosła Polskiego, od 25 lat przewodniczy komisji egzaminacyjnej w zawodzie fotografa w Międzywojewódzkiej Izbie Rzemieślniczej, od 11 - stoi na czele Komisji Branżowej Fotografów Związku Rzemiosła Polskiego. Za swoją często społeczną pracę zdobył też wszystkie rzemieślnicze odznaczenia. Może się pochwalić medalami za zasługi dla kultury województwa płockiego, dla płockiej Petrochemii. Doceniały go też inne polskie miasta. I tak mijały lata. A Jerzy Maślankowski, (podobnie jak i jego rodzina), w swej pasji fotograficznej jest wciąż niezaspokojony. Na 40-lecie swojej pracy zawodowej, przypadającej na 1991 rok, pod szyldem Płockiego Towarzystwa Fotograficznego, (którego członkiem był do 2000 roku), zrobił cztery indywidualne wystawy. Były to kompozycje kwiatowe na Dzień Kobiet, dalej z okazji Dnia Dziecka sfotografował dzieci z Przedszkola nr 6, przedstawił też materiał zdjęciowy z I Międzynarodowych Pokazów Lotniczych w Poznaniu, natomiast czwartą wystawę poświęcił wizycie Ojca Świętego w Płocku. Jerzy Maślankowski przedstawił się więc płocczanom jako fotograf o wielu obliczach, który nie zamyka się w sztywnych ramach własnego zakładu. Brał też udział w konkursach. Na IX Biennale Plakatu Fotograficznego za zdjęcie pt. „Kto za ile” zdobył II miejsce. Mało kto uwierzy, że rok temu mijało już 50 lecie jego pracy zawodowej! Czar ze starej fotografii 74 letni dziś Jerzy Maślankowski twierdzi, że zakłady fotograficzne w ciągu tego czasu bardzo się zmieniły. U teścia nie było tylu świateł. Wystarczał mu przeszklony dach w studio i zasłonki, którymi odpowiednio operując, uzyskiwało się właściwe oświetlenie. Przed wojną bardzo często przychodziły uwiecznić się dla potomności elegancko ubrane rodziny, a zdjęcia wychodziły takie, że do dziś zapierają nie jednemu fotografowi dech. Tymczasem technika nie stoi w miejscu. Usprawniła pracę fotografa, ale niestety zabrała niepowtarzalny charakter fotografiom. Dziś są zupełnie inne czasy. Okazją do wizyty w zakładzie staje się potrzeba zdjęcia do dowodu albo legitymacji, albo wielkie rodzinne wydarzenie, jak ślub czy chrzest. Przychodzą więc zestresowane panny młode, które w tym wyjątkowym, ale stresującym dniu, nie mogą wydobyć z siebie iskry uśmiechu. - A może tak mała lampeczkę koniaku? - ośmiela robiąca zdjęcia córka Regina. - Daj trochę więcej światła, będzie lepiej - w zakładzie często gości pani Maślankowska, która wciąż służy dobrą i trafną radą. Jerzy Maślankowski przerabia robotę papierkową. Syn obrabia zdjęcia. Wnuk przygotowuje się do egzaminu czeladniczego. Każdego dnia są razem i nie wyobrażają siebie życia bez tego pięknego zawodu. Czasami zaglądają do zakładu niesamowicie goście. Byli tu Michał Boszko, Adam Struzik, Waldemar Pawlak, Zbigniew Kruszewski. Ostatnio zjawił się nawet w przeddzień ferlanego zatrzymania pan Modrzejewski. I tak dzień po dniu Maślankowscy wciąż robią zdjęcia innym, jednak jak na ironię losu, nie mogą uwiecznić na wspólnej fotografii całej swojej rodziny. Wiecznie ktoś źle wychodzi, ktoś inny nie może stanąć do zdjęcia. A może dzieje się tak w myśl zasady „szewc bez butów chodzi...” Mamy nadzieję, że w związku z akcją „Portrety rodzinne płocczan” w końcu się to zmieni. Blanka Stanuszkiewicz fot. Studio Maślankowscy
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości