Czyżby kampania prezydencka, mimo że nie została nawet otwarta i daleko jej jeszcze do tego, już weszła w fazę szczególnie agresywną? Wszystko wskazuje na to, że tak, i choć nie zgłosił się jeszcze oficjalnie ani jeden kandydat, to na listach rankingowych pracowni sondujących opinię publiczną tłok od pewnego czasu jest dość wyraźny. Dopóki jednak opinia publiczna nie kaprysiła i szanownej małżonce obecnego prezydenta przyznawała zasłużenie (czym na to zasłużyła?) pierwsze miejsce, a rywali (a cóż to za rywale) pozostawiała daleko w tyle, był spokój. I być może w błogim spokoju doczekalibyśmy szczęśliwie końca obecnej prezydentury, a może i końca całej kampanii, gdyby opinia publiczna nie zaczęła nagle kaprysić i upatrywać dla Kandydatki rywala doprawdy godnego w osobie najpopularniejszego dziennikarza spośród wszystkich polskich publicznych i niepublicznych telewizji. Gdy więc niespodziewanie zupełnie okazało się, że pan Tomasz Lis ma spore szanse bardzo konkretnie zagrozić pani Kwaśniewskiej, ustrzeliła go szybko jego macierzysta stacja, do sukcesu której i on sam przyczynił się niemało.
Cóż za rażąca niewdzięczność. Czy to przejaw nadzwyczajnej, rzadko u nas spotykanej gorliwości w trosce o dziennikarską apolityczność, rzetelność i wiarygodność, za co zdążyło szybko pochwalić TVN wielu znanych i cenionych publicystów i tyluż polityków. Czy może raczej przejaw jakże szlachetnej, bo konsekwentnej postawy szefostwa stacji wobec obecnego dworu, bo ktoś przecież widział prezesa tej apolitycznej stacji w dniu ostatnich wyborów nie w pracy, tylko w sztabie wyborczym obecnego prezydenta.
Czy Tomasz Lis byłby rzeczywiście dla prezydentowej niewygodnym kontrkandydatem? Ośmielę się nieśmiało (nie śmiałbym inaczej) twierdzić, że być może tak. Są pewne atuty i po stronie prezydentowej. Może nie za wiele, ale przecież są. Przede wszystkim uroda (lakierowane okładki kobiecej prasy wzmacniają jeszcze bardziej piorunujący efekt osiągnięty w najlepszych studiach wizażu), elegancja (jak nie być eleganckim w kreacjach z paryskich butików) i dobre serce (kto wie, może uda się zamienić całą Polskę w jedną wielką organizację charytatywną, potrzebujących za prezydentury męża wciąż przybywa). Cóż może przeciwstawić tym niekwestionowanym atutom pan Tomasz Lis? Urody też mu nie brakuje, ubrać ma się za co, uśmiech i pogoda ducha nie opuściły go nawet wtedy, gdy znalazł się na bruku razem z 20 procentami innych Polaków. Ale ma jeszcze coś, co być może też posiada pani prezydentowa, ale z niewiadomych powodów nie chce za nic zdradzić. Ale to dziwne coś, co tak skrzętnie udało się ukryć dotąd szanownej Kandydatce, to coś może być atutem w kampanii wyborczej w normalnym kraju, takim choćby jak Ameryka, którą Lis zna znakomicie, ale nie musi być wcale w Polsce.
Lis ma bowiem jasno skrystalizowane poglądy polityczne i co najciekawsze nie boi się ich ujawnić, czemu dał dowód w opublikowanej niedawno książce. A że nie są to poglądy głupie i poprawne z punktu widzenia obecnego establishmentu, nietrudno się przekonać choćby z pobieżnej lektury. Sporo w nich trafnej oceny polskiej współczesnej rzeczywistości. Sporo też znanego Lisowi z autopsji antybiurokratycznego wolnorynkowego ducha amerykańskiego. Czy dlatego książka tak szybko zniknęła z płockich księgarń?
Pani prezydentowa zaś, niczym Józio w najpoczytniejszej powieści Gombrowicza, wprawia w konsternację różne środowiska brakiem jakichkolwiek deklaracji politycznych. Nie wiadomo, czy jest za wolnym rynkiem czy przeciw, co sądzi o prywatyzacji i reprywatyzacji, co myśli o aborcji, podatkach, budżecie, oświacie, służbie zdrowia i tysiącu innych sprawach regulowanych aktami prawnymi, na których w ostatnim etapie procesu legislacyjnego zawsze spoczywa podpis prezydenta. Ale że nie myśl, lecz uczucie szczere rządzi wolą ludu, stąd pożąda bardzo szanownej pani na najwyższym urzędzie w państwie. Kto zaś poważy się myślą zdrową mącić ludowi w głowie, niech się liczy, że w porę przepędzi się i myśl i myśliciela. Och żal pana, panie Lisie.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze