Reklama

Płockie pszczelarstwo - Z kwiatka na kwiatek...

17/05/2001 13:28
Pszczoła, nazwana przez patrona pszczelarstwa i bartnictwa św. Ambrożego robakiem bożym, powszechnie słynie ze swej pracowitości. Umiejętne stosowanie miodu, pyłka kwiatowego i propolisu, kryje w sobie wiele możliwości terapeutycznych.Maj, w którym pszczoły zaczynają swoją dobroczynną działalność, jest dobrą okazją do przypomnienia faktu, że Regionalny Związek Pszczelarstwa w Płocku w tym roku obchodzi 25-lecie swej działalności. Miód pszczeli od najdawniejszych czasów jest naturalną substancją odżywczą i leczniczą. Dla praprzodków, którzy żyli wyłącznie z polowań i rybołówstwa, miód był jedyną słodyczą i urozmaiceniem jadłospisu oraz jedynym lekiem (opatrywano nim rany, leczono wrzody, choroby płuc i dolegliwości pokarmowe). Dziś także wiele się mówi na temat leczniczych możliwości pszczelich produktów: - W Polsce miód to tylko lekarstwo – mówi Wojciech Bednarczyk, prezes Regionalnego Związku Pszczelarskiego w Płocku. – Dlatego Polacy rocznie spożywają tylko 0,3 kg miodu rocznie. Na Zachodzie jest inaczej, na przykład Niemcy rocznie zjadają go ponad 3 kg czyli 10 razy więcej. U nas trudno to przełamać, ponieważ tradycja traktowania miodu tylko jako lekarstwa ma wielowiekową tradycję. I jest to jedna z wielu spraw, które spędzają sen z powiek płockim pszczelarzom – zgromadzeni w związku pszczelarze nie zawsze mają możliwość sprzedania miodu. Nie jest on najtańszy, bo litr miodu kosztuje około 20 zł. Spółdzielnie pszczelarskie skupują miód w cenie 3-5 zł: - Ktoś, kto ma dużo miodu i chce się go pozbyć, to sprzedaje za te 5 zł. Ponieważ pasiecznictwo jest rozdrobnione, drobny producent idzie na rynek i tam sprzedaje miód, bo ma go tylko 50 kg. Sprzedaje go też rodzinie i znajomym. Ale są i tacy pszczelarze, którym miodu brakuje, ponieważ słyną z tego, że produkują dobry miód i stali odbiorcy skupują go „na pniu” w pasiece. Zgodnie z polską normą miód zachowuje trwałość przez dwa lata – relacjonuje Bednarczyk, który swoją 15-ulową pasiekę umiejscowił w Parzeniu koło Brudzenia. Miodu niestety nie można sprzedawać w siedzibie Związku przy ul. Otolińskiej 23 (płocki „Mariott”). Choć sprzedaje się w nim narzędzia potrzebne w bartnictwie, to jednak miód byłby w tym miejscu zbyt łakomym kąskiem dla ewentualnych złodziei W Regionalnym Związku, który obejmuje cztery powiaty (płocki ziemski i grodzki, sierpecki, gostyniński) jest 13 kół pszczelarskich i 400 członków. Średnia pasieka to 15-20 uli, choć są i takie, które mają po 100 uli (średnio 1-4 ule na metr kw.). Przeważnie położone są one położone w odległości 15-20 km od Płocka. Liczba członków w Związku maleje. Kiedyś przyczyną był zbyt drogi cukier (związkowcy kupują go od Agencji Rynku Rolnego), teraz jest nim małe zainteresowanie młodego pokolenia. Dlatego w sprawy pszczelarstwa angażuje się młodych (konkursy, spotkania) i władze powiatowe. Finanse ma Związek niewielkie: - Składka członkowska wynosi 24 zł rocznie. Druga składka tzw. ulowa, zależy od ilości rodzin w pasiece. Od jednej rodziny płaci się składkę w wysokości 1,20 zł. w ulu mieszka przeważnie jedna rodzina – wylicza prezes Bednarczyk. Gwoli ciekawości dodajmy, że wyleczenie jednej rodziny (np. z powodu pasożyta warozy) to kwota rzędu 70 zł. Ale pszczoły giną także z rąk wandali, którzy z premedytacją trują je muchozolem, przewracają ule, wybierają plastry, na których jest karma dla pszczół. Także z powodu nieumiejętnego stosowania środków chemicznych na polach przez rolników. Pszczoła pracownica żyje krótko, bo dużo pracuje: - Pszczoły rodzą się na okrągło – wyjaśnia związane z pszczelarstwem niuanse pan prezes. – Najkrócej żyją te, które napracują się od wiosny do lata, bo tylko 3-5 tygodni. Średnio jeden rój produkuje rocznie 12 litrów miodu. Jajeczka znosi matka-królowa, która jest nawet trzykrotnie większa od robotnic. Dlaczego? Jeżeli urodzi się dużo pszczół, chcą one zakładać nową rodzinę. Ale nie mają matki - przywódczyni. Wtedy biorą jedno jajeczko, powiększają komórkę i bardzo dobrze podkarmiają. Z tego jajeczka rodzi się właśnie duża pszczoła – matka. Raz na całe życie jest zapładniana przez trutnia (matka żyje 3-5 lat, „grubasy” trutnie żyją tylko latem). Gdy w ulu są dwie matki, nowy rój wychodzi z ula, siada na pobliskim drzewie i czeka na nowe „mieszkanie”. Najdłużej żyją pszczoły, które urodzą się jesienią, bo te nie pracują. Najlepszy miód jest z maja, ponieważ pszczoła siada wtedy na wielu kwiatach: - Nie ma czystych miodów, ponieważ pszczoła zbiera nektar z wszystkich kwiatów po drodze. Najlepszy jest spadziowy, produkowany z wydzielin mszyc. W miodzie najważniejsze są enzymy nie cukier ani fruktoza), a spadziowy ma ich właśnie najwięcej. Dobry jest też miód lipowy. Nasz rozmówca obala stereotyp, że najlepszy miód to ten, który jest płynny. Otóż miód jest stosunkowo łatwo i szybko przyswajalny przez organizm. Spożywanie go nie szkodzi (nawet w ilości 400 g dziennie), ponieważ aktywnie biologiczny miód zawiera substancje o charakterze hormonalnym, które wpywają na zwiększenie intensywności przyswajania cukrów przez organizm i wykorzystywanie ich wartości energetycznej. Miodowi szkodzi jedynie jego przegrzanie, ponieważ powoduje ono zniszczenie ciał czynnych i obniżenie jego wartości do rzędu zwykłej mieszaniny cukrów prostych. - Ludzie nie znają się na miodzie – opiniuje Wojciech Bednarczyk. – Mówią, że jeśli jest gęsty, to jest scukrzony. A jest wręcz odwrotnie. Gęsty miód krzepnie w ciągu 2-4 tygodni. Jeżeli jest płynny, to znaczy, że był podgrzewany, a wtedy ulegają zniszczeniu główne składniki lecznicze. Miodu nie wolno podgrzewać w wysokości wyższej niż 30-40 stopni C. Podgrzewany na ogniu w dużym pojemniku zagotuje się i ściemnieje, bo taki miód chcą kupować ludzie. Cóż z tego, skoro w miodzie najważniejsze są enzymy, a w trakcie gotowania one tracą swe odżywcze i zdrowotne właściwości. Płoccy pszczelarze marzą, żeby ich miód miał zbyt i był identyfikowany z Regionalnym Związkiem Pszczelarskim i ubolewają nad faktem, że lokalni sadownicy nie doceniają zalet pasiek: - Aż 75 % korzyści, jakie dają pszczoły, to zapylanie. Na Zachodzie sadownicy płacą pasiecznikom za możliwość korzystania z ich pszczół i przywożą pasieki do swoich sadów. (eg) Fot. D. Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości