Reklama

Płocki teatr dla młodych widzów. Dorotka w karminowych martensach

03/11/2020 16:28

Frank Baum, który nie lubił swojego pierwszego imienia Lyman napełnił „Czarnoksiężnika z Krainy Oz” kolorami. W srebrnych trzewiczkach przez niebieską krainę Manczkinów, drogą wybrukowaną żółtą kostką, czwórka bohaterów odbywa podróż do Szmaragdowego Grodu. Reżyser płockiego przedstawienia Zbigniew Marek Hass uwspółcześniając adaptację Ernesta Brylla, Małgorzaty Goraj i Jana Skotnickiego zrobił kolorowy spektakl. „W zielonej krainie Oz” barwne kostiumy aktorów i fantastyczne wizualizacje zastąpiły klasyczną scenografię. Kompromis pomiędzy wydanym 120 lat temu książkowym pierwowzorem a percepcją współczesnego młodego widza chyba został osiągnięty. 

Trudno dzisiaj wystawiać klasykę klasycznie. Żeby trafić do odbiorców wychowanych na smokach, minionkach, przygodach Elzy i Anny, z których większość nie zna powieści ani musicalowej wersji bajki z Judy Garland w roli Dorotki, trzeba szukać odpowiednich środków. Tak zrobił Hass, zapraszając do współpracy specjalistę od wizualizacji Wojciecha Kapelę, który książkowe światy  wykreował w komputerze. 
Autor scenografii Krzysztof Małachowski również zrezygnował z tradycyjnych dekoracji. Perypetie czwórki bohaterów: Dorotki (Sylwia Krawiec), Stracha na Wróble (Szymon Kołodziejczyk/Jakub Matwiejczyk), Drwala (Piotr Bała) i Bojaźliwego Lwa (debiutujący na płockiej scenie Dariusz Poleszak) rozgrywają się na tle kolorowych obrazów. W spektaklu można odnaleźć także inspiracje teatrem cieni. Nastrój buduje światło. 
Nowoczesną scenografię dopełniają kostiumy. Rubinowe pantofelki i sukienkę Dorotki zastąpiły bordowe martensy i ogrodniczki. Nowe aranżacje do muzyki Władysława Igora Kowalskiego, w rytmie hip hopu i bluesa przygotował Dawid Sulej Rudnicki. 
Czego zabrakło w spektaklu? Wydaje się trochę chłodny. Nie ma cioci ani wujka. Starsi widzowie zatęsknią za wykonaną w całości piosenką „Somewhere over the rainbow” („Ponad tęczą”), ale na pocieszenie rodzicom dobry, zwyczajny czarodziej Oz (Marek Walczak) gra świetne solo na organkach. Ale komu jest dedykowany popartowy portret Marilyn Monroe? Być może reżyser mruga okiem do starszej widowni. Być może twórcy przedstawienia zastanawiali się, do jakiej grupy wiekowej adresować nową wersję przygód Dorotki. 
Płoccy aktorzy zasługują na uznanie. Niejednokrotnie dowiedli, że w bajkach radzą sobie znakomicie. Tak jest i tym razem. Czwórka głównych wykonawców „W zielonej krainie Oz” bawi, śpiewa, tańczy (choreografia Katarzyna Małachowska) i stara się, żeby młoda publiczność usłyszała przesłanie: lęki można pokonać, a  rozum, odwagę i empatię każdy może odnaleźć w sobie. 
Kolejna inscenizacja „W zielonej krainie Oz” trafiła w trudny okres ponownych obostrzeń. Na widowni może zasiąść niewiele osób. Czy Oz zwycięży Covid, czy Covid Oza, przekonamy się podczas następnych spektakli, zaplanowanych dopiero po 15 listopada. Na razie wszystkie przedstawienia u „Szaniawskiego” będą odbywały się tylko w weekendy.

(lesz)
fot. Waldemar Lawendowski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości