Krzysztof Prus – reżyser i Mariusz Pogonowski aktor byli gośćmi kolejnego programu z cyklu „Kamerą i literą”, w którym rozmawialiśmy o najnowszej premierze w Teatrze Płockim – sztuce Bogusława Schaeffera – Gdyby. Rozmowę prowadzili: Lena Szatkowska – Tygodnik Płocki i Michał Stańczak - Tele Top.MS. – Dlaczego na swój płocki debiut reżyserski wybrał pan właśnie Schaeffera? KP. – Bogusław Schaeffer jest najczęściej wystawianym autorem w Polsce. Są specjalne miejsca, gdzie jego sztukę, jego postać otacza się swoistym kultem. W Krakowie co roku odbywają się Dni Schaefferowskie, kiedy gra się tylko jego sztuki, trwa regularny festiwal z nagrodami. W Katowicach jest teatr, amatorska scena, na której grają zawodowi aktorzy wyłącznie tylko Schaeffera i jest to najchętniej odwiedzane miejsce. Takich miejsc jest mnóstwo. W Koszalinie na przykład mój kolega zrobił trzy sztuki tego autora w ciągu dwóch sezonów. Jest to więc, nazwijmy, zjawisko kultowe, pora, żeby i w Płocku pojawił się ten autor. MS. – Sam Schaeffer określił Pana jako jednego z czterech najlepszych interpretatorów jego dramatów. Jak pan, jako reżyser odbiera te sztuki? KP. – Chyba myślę trochę inaczej niż zwykło się je odbierać. Może stąd właśnie to wyróżnienie, że znalazłem się w czteroosobowej reprezentacji, którą autor ceni najwyżej. Schaeffera często gra się łatwo, lekko i przyjemnie. Na zasadzie pewnej, bardzo zabawnej komedii, popisu aktorskiego. Jest to pole manewru dla aktora wymarzone: chodzą, biegają, skaczą, fechtują i biją się. Ale wydaje mi się, że ta komediowość jest pewnym parawanem dla bardzo ważnych, istotnych, smutnych spraw, które gdzieś tam siedzą. Nie jest to humor na poziomie Badziewiaków, że śmiejemy się z kogoś, kto jest głupszy od nas i dlatego jest nam dobrze. U Schaeffera pokazywani są ludzie, owszem śmieszni, głupi często, ale śmiejemy się z tego, że oni bardzo podobni są do nas, że przejawiają podobne lęki, fobie. Dla siebie znalazłem taką receptę, żeby zrobić to maksymalnie serio, a co śmieszne przyjdzie samo. To jest już tak przedziwnie napisane. Pomimo, że sztuki Schaeffera są bardzo ubogie w didaskalia, to szybko się dochodzi do wniosku, że w tym miejscu potrzeba jest zrobić coś dziwnego, co by dopełniło tekst. Tak to staraliśmy się w płockim teatrze zrobić. Dla niektórych może szokująco. LS. – W pana biografii artystycznej dominuje teatr absurdu: Schaeffer i Mrożek to ulubieni autorzy, ale wiem że zamierza pan także reżyserować i Słowackiego i Szekspira? KP. – Tak, bo są to bardzo podobni autorzy, wbrew pozorom. Tragizm splata się z komizmem jako dwa składniki tego samego świata i te dwa składniki nie mogą bez siebie istnieć. Nie może istnieć dramat Romea i Julii, jeśli nie mamy w tle Merkucia. I na odwrót, jeżeli weźmiemy komedie Szekspira, to one wszystkie są bardzo często podszyte jakąś smutną nutą. Dlatego nie wydaje mi się, żebym był daleko od innych moich zamiłowań. Tak się złożyło, że pierwsze sztuki, które robiłem po ukończeniu studiów to były polskie dramaty współczesne. Niektórzy jeszcze się boją proponować mi Juliusza Słowackiego, a szkoda. LS. – Powrót do Płocka aktora Mariusza Pogonowskiego odbił się pozytywnym echem. Nieczęsto się zdarza, że młodzi ludzie po uzyskaniu dyplomu w mieście uniwersyteckim wracają do korzeni, a już wyjątkowo niechętnie czynią tak artyści, dla których większe centra stwarzają szersze możliwości pracy i spełnienia się w zawodzie. Pan jest chlubnym wyjątkiem i jest to powrót z tarczą – udany debiut w Gdyby? MP. – Wróciłem do Płocka, ponieważ tutaj mam największe możliwości, żeby się rozwijać. Mam tu przyjaciół, znajomych, wspaniałych ludzi, z którymi mogę współpracować. Znają mnie, nie muszę zaczynać od zera, chcę to wykorzystać najlepiej jak potrafię, robić dużo, uczyć się. Zastanawiałem się oczywiście, czy powinienem wrócić do Płocka i po namyśle stwierdziłem, że to będzie najlepszy wybór. MS. – Debiut w tym przedstawieniu nie jest pana debiutem w ogóle. Wcześniej współpracował pan z grupą teatralną Dokąd? MP. - Byłem dwa lata w grupie Dokąd. Tam tworzyliśmy razem prawie autorskie przedstawienia. MS. – Czy te doświadczenia przenosi pan teraz na scenę zawodową? MP. – To zupełnie inna gra, o co innego chodzi, aczkolwiek zawsze chodzi o teatr. Ale jest trochę inaczej. Wtedy bardzo mało wiedziałem o teatrze, bawiłem się raczej. Teraz traktuję teatr jako coś poważnego, co mówi o mnie. Mam świadomość, że ponoszę pewne konsekwencje tego, co pokazuję. LS. – Zagrać w sztuce Schaeffera to szalenie frapujące, ale jednocześnie trudne zadanie aktorskie i pan się z niego wywiązał. MP. – Tak się złożyło. Starałem się, nie wiem. LS. – Może to za sprawą właściwego reżysera? MP. - Z pewnością tak. LS. – Czego pan oczekuje od reżysera? MP. – Tego, że mnie zaakceptuje, takim jakim jestem i nie każe mi grać kogoś, kogo nie znam. LS. – Jaka jest obecnie funkcja reżysera w teatrze. Widzowie przychodzący na spektakl uważają za naturalne, że całe przedstawienie jest reżyserowane. Recenzenci też rozpoczynają omawianie spektaklu od nazwiska reżysera. Jaracz mawiał, że prawdziwy reżyser to najbardziej entuzjastyczny widz i najbardziej wymagający krytyk, musi znać rzemiosło aktorskie i życie. Co pan o tym sądzi? KP. – Ja słyszałem takie powiedzenie, że jest to facet, który się zaciągnie petem i wszystko wytłumaczy. Nie chodzi o nic więcej, jak tylko o pogodzenie ognia z wodą. Trzeba być i widzem entuzjastycznym, do końca przeżywającym, a jednocześnie trzeba stać z boku. Jeżeli te dwie rzeczy ogarniemy – jest dobrze. Nie trzeba iść do przodu zawsze. Nie trzeba być mądrzejszym od reszty zespołu. Jeżeli się wierzy w to, co robi, w swój zespół – to jest połowa sukcesu. Myślę, że to przedstawienie było nasze, że tutaj nikt nie udawał. Do niczego nie zmuszałem aktorów, to oni mnie czasami zmuszali. MS. – Jak pan ocenia ten młody zespół płockiego teatru? KP. – Cóż mogę powiedzieć. Po sztuce jesteśmy rozpoznawani na ulicy i po prostu spuchliśmy od komplementów. LS. – Mariusz Pogonowski pisze wiersze, jeździ konno, fechtuje, doskonale pływa. Czy to są sprawności konieczne we współczesnym aktorstwie? MP. – Chyba robię to po to, żeby spróbować, żeby móc powiedzieć, że to robiłem, a często w stopniu minimalnym, nie tak jakbym chciał. Żeby zaspokoić własne ambicje, żeby wiedzieć, o co chodzi. MS. – Nie było to wymuszone przez reżysera, nie wiązało się z jakimś trudnym do wykonania zadaniem? MP. – Czasami tak jest, że trzeba się czegoś nauczyć, zagrać jakąś piosenkę na akordeonie. To wszystko robię z chęcią. MS. – W Gdyby czterech aktorów gra trzydzieści kilka różnych postaci. Jak udało się to osiągnąć? MP. – Bardzo prosto. Panie garderobiane czekają na nas w sąsiadującym ze sceną wc i tam w bardzo krótkim czasie, przy minimalnej ilości światła dzieje się wszystko, czyli zmieniamy kostium. KP. – Mariusz nie mówi całej prawdy. MS. – Jaka jest więc prawda, proszę ją zdradzić. KP. – Zewnętrznie jest tak, że panie garderobiane dokonują tam rzeczywiście cudów i zdążają na czas z przebiórkami. Ale to jest właśnie zamysł autorski, że czterech aktorów gra 39 postaci. One się od siebie różnią, a poniekąd są podobne. Myślę, że każdy widz znajdzie sobie prywatną odpowiedź na to, dlaczego tak jest. Łatwo jest zrobić kilka postaci na zasadzie miny, gestu itp. Ale co mi się tutaj podoba, to fakt, że wszystkie postacie aktorzy osiągnęli środkami aktorskimi – wewnętrznymi. Tam nie ma kłamstwa. To jest wyciągnięte z wewnątrz a dopiero na pewnym etapie obudowane. MS. – Zaintrygowaliśmy chyba widzów i czytelników formą spektaklu, nie mówiąc dotąd, o czym jest ta sztuka? KP. – Jest takie stare powiedzenie: Czy można opowiedzieć sztukę, czy można zatańczyć obraz. Schaeffer jest przede wszystkim kompozytorem. Jeśli pisze sztukę, to myśli muzyką. Nie jest ważna tylko treść ale i forma, dźwięk, jak to wszystko brzmi: tu głośno, tu cicho, symultanty, zestrojenie głosów, cały świat dźwięków. Oryginalną muzykę Schaeffera wykorzystuję w ścieżce dźwiękowej spektaklu. - Dziękujemy za rozmowę. Fot. DarO Na kolejne wydania programu, który powstaje dzięki współpracy dziennikarzy Tygodnika Płockiego i płockiej telewizji Tele Top zapraszamy w poniedziałki o godz. 17.45, oczywiście w Tele Top, a następnego dnia, we wtorkowym numerze „TP” ukazuje się pisemna relacja z nagrania.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze