Reklama

Płock. Felieton - Wiesław Kopeć. "Kijem zamiast paragrafem"

Felieton Wiesław Kopeć. Tygodnik Płocki

Historia się nie skończyła, zaczyna się od nowa. Bałagan na świecie robi się coraz większy. Ludzie tracą już nie tylko wiarę w Boga (choć święta Bożego Narodzenia celebrują zgodnie wszyscy – wierzący i niewierzący), tracą też wiarę w prawo międzynarodowe, do czego walnie przyczynił się ostatnio pan Donald Trump, rozprawiając się w kilka godzin w przywódcą reżimu komunistycznego w Wenezueli. Teraz już wszyscy wiedzą, jak się zaprowadza porządki na świecie. „Sądy, sądami, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie” – wiedzieli o tym dobrze bohaterowie filmu „Sami swoi”, wiedział też Maciej Boryna, kiedy przypominał swoim zbuntowanym dzieciom miejsce w szeregu („Jak wezmę kija, to wama dam sprawiedliwość”). Tak więc dzięki zastosowaniu przez prezydenta Stanów Zjednoczonych tej skutecznej metody zaprowadzania porządku wzrosło znaczenie „kija” jako metody rozwiązywania konfliktów międzypaństwowych, a spadło znaczenie prawa. Stąd nikt nawet nie proponuje, aby amerykańskiego prezydenta ciągać przed międzynarodowe sądy i trybunały, jak to chciano robić z panem Władimirem Putinem, tylko wszyscy zadają sobie pytanie, „kto będzie następny”. Na liście transferowej znalazły się zaraz takie kraje jak Kuba, Meksyk, Grenlandia, Iran, zapomniano chyba o Brazylii, której Stany Zjednoczone będą musiały wyperswadować przystąpienie do BRICS-u albo po dobroci, albo kijem, a wybory szykują się tam już niedługo.

Może dziwić też, jak szybko po porwaniu prezydenta Wenezueli wzrosła ranga Stanów Zjednoczonych na świecie. Błyskawicznie zaczęła odradzać się wiara w podupadające imperium i w to, że może uda się uratować dolara, z którym jest tak krucho. Ale ponieważ wciąż udaje się kijem, a czasami nie tylko kijem, wyperswadować śmiałkom (ilu ich tam było, a już ich nie ma), aby zrezygnowali z ustanawiania własnej waluty do rozliczeń w handlu ropą i innymi dobrami na świecie (ale ropa wciąż jest najważniejsza). Na liście śmiałków od roku 2018 znajdował się także właśnie porwany prezydent Wenezueli. I proszę, już się nie znajduje. Metoda kija jest bardzo skuteczna, szczególnie wobec słabych albo takich, którym wydawało się tylko, że są silni, a nie byli. Na stosowanie metody kija nie mogą sobie jednak pozwolić wszyscy, mogą to robić tylko naprawdę wielcy. Ale czy uda się tę metodę zastosować wobec wszystkich? Do niedawna wydawało się to oczywistym, ale już tak się nie wydaje. W międzyczasie wyrosła na świecie potęga, która amerykańskiego kija się nie boi i już handluje ropą bez pośrednictwa dolara i bez pośrednictwa zachodnich systemów płatności elektronicznej. Ta potęga nazywa się BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, Południowa Afryka), do której zgłasza akces coraz więcej krajów. Zgłaszała też Wenezuela i, proszę, już nie zgłasza.

Reklama

Pomniejszym aspirantom, jak Wenezuela czy Iran, zapewne uda się wyperswadować te aspiracje kijem, ale kij może nie wystarczyć na Rosję, a przede wszystkim na Chiny. Zresztą Stany Zjednoczone same w końcu zrozumiały, że wciągając Rosję do wojny na Ukrainie, zastawiły pułapkę na siebie, bo nałożone na Rosję sankcje usprawiedliwiły jej dążenia do rozliczania handlu ropą w rublach, a nawet w juanach, dlatego Amerykanie chcą się teraz na wszelkie sposoby wywinąć od tej wojny i wciągnąć niedawnych wrogów do wspólnych interesów przeciwko największemu przeciwnikowi, czyli Chinom. Na uboczu tych wszystkich procesów pozostaje nasza ukochana Unia Europejska, która tak bardzo zaplątała się w swoje ideologiczne gierki, mafijne handle limitami CO2, „zielone łady”, elgiebety i migrantów, że po prostu wypadła z gry. I w momencie, kiedy potężni chcą kończyć wojnę, która nie spełniła ich celów, Unia chce ją nadal podtrzymywać, czyniąc sobie wroga z niedawnego przyjaciela. Być może zetrze się z nim na terytorium Grenlandii, którego zdaje się zamierza bronić jak niepodległości. No bo i skąd miałoby wynikać prawo Stanów Zjednoczonych do Grenlandii, skoro należy ona do Danii? Ano z prawa silniejszego, który trzyma w ręku mocny „kij”. Tak to wytłumaczył Stanisław Wokulski Ignacemu Rzeckiemu po powrocie z wojny rosyjsko-tureckiej na Bałkanach w roku 1878 i to wyjaśnienie nic nie straciło na wartości mimo upływu czasu. Tak więc czeka nas naprawdę ciekawy rok. Czy doczekamy następnego?

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości