Jeden raport, jedna książka, jedno, drugie skandaliczne wydarzenie, a to w Dąbrowie Górniczej, a to w Drobinie, a to jeszcze gdzieś, i mamy „całościowy” obraz życia polskich księży. Media są bezlitosne, biją po oczach tytułami, chłoszczą bezlitośnie wszystkich tam, gdzie chodzi o przypadki jednostkowe. Gdyby te jednostkowe obrazy uogólnić, to wyszłoby, że wszyscy polscy księża o niczym innym nie myślą, tylko o tym, jak zamówić sobie męską prostytutkę, masaż erotyczny, ile z tacy odłożyć na viagrę czy mefedron. Takie wrażenie pozostaje po lekturze raportu pana Artura Nowaka o seksie polskich księży w „Gazecie Wyborczej”. Ksiądz prof. Kobyliński dodaje, że przypadki z Dąbrowy i Drobina to wierzchołek góry lodowej i pewnie wie, co mówi. Problem jest, to nie ulega wątpliwości, ale wciąż wolę pamiętać, może się mylę, że nawet ta „góra lodowa” to jeszcze nie cały polski Kościół, to jeszcze nie „wszyscy” księża. Że wciąż więcej jest zapracowanych i rozmodlonych duchownych, którzy rzetelnie się przykładają do swoich obowiązków, no może trochę zaniedbują katechezę w szkole, bo gdyby było inaczej, to dzieci i młodzież nie wypisywaliby się z tych zajęć tak gremialnie. Z dobrych zajęć młodzież dobrowolnie nie ucieknie. Ale żeby zaraz wszyscy o niczym innym nie myśleli, tylko o „kobietach”, o „wycieczkach z nimi do Egiptu”, o „klubach gejowskich, masażach erotycznych, mefedronach i viagrze”, to chyba duża przesada, czy nie?
Wciąż ten „Gazetowy” obraz wydaje się uproszczony, skrzywiony i niesprawiedliwy, szczególnie wobec tych kapłanów, którzy każdego dnia wykonują ciężką pracę duszpasterską, w parafii, przy ołtarzu, w konfesjonale, w szkole. Wszelkie generalizowanie, wszelkie rozciąganie skutków jednego czy kilku przypadków na całość jest niesprawiedliwe i krzywdzące. Niemniej i z tymi przypadkami trzeba sobie radzić. Oczekujemy tego szczególnie od czcigodnych hierarchów. Myślę, że oczekują tego również ci wszyscy kapłani, którzy pełnią swoją posługę godnie i sumiennie. Wciąż wierzę, że takich jest więcej. A mimo to dziwi mnie opieszałość pasterzy stojących na szczycie. Ktoś (wybrani duchowni) zamienia Kościół w cyrk na kółkach nie tylko przez te wszystkie „afery seksualne”, których trochę się nazbierało (a ma być ich dużo więcej), ale jeszcze bardziej przez fałszywy ekumenizm z ciasteczkami i herbatką, przysłaniający jasność przekazu wiary, przez dziwne nauczanie pierwszego z apostołów, dla którego troska o klimat i braterstwo wydaje się przeważać nad troską o życie wieczne, przez kiepską katechezę w szkole, przez afery finansowe z dojeniem państwa i to tam, gdzie akurat to państwo „uchyla furtki” i robi wielkie oko, żeby księdza skusić do podżyrowania większego transferu (z Funduszu Sprawiedliwości albo z Ministerstwa Edukacji), którego część pójdzie na remont parafialnej piwnicy (i to w czasie, kiedy nauczyciele traktowani są przez państwo i samorządy jak kundle na łańcuchu), a reszta rozpłynie się gdzieś w eterze, może coś skapnie na budowę pałacu na zasłużoną biskupią emeryturę, którą przecież trzeba przeżyć godnie (dał nam przykład abp Jędraszewski).
Problemów w Kościele nie brakuje, nie przypadkowo mówi się o kryzysie, dobrzy i sumienni księża (widzimy ich aktywnych także w Internecie) tracą przez księży nieudanych, fałszywych. Owczarnia jest zainfekowana, wymaga reformy, ktoś z tą reformą zwleka, ktoś ją odkłada, ktoś sobie wyraźnie nie radzi albo świadomie nie chce poradzić. No cóż, czekamy z niecierpliwością na efekty rozpoczętego w Rzymie „synodu o synodalności”. Wielkich nadziei z nim nie wiążę, bo nikt mi nie potrafi nawet wytłumaczyć, czym ta niby „synodalność” ma być, a jeśli nie wiadomo, czym ma być, to może znaczyć, że jest środkiem zastępczym do przykrycia poważniejszych spraw. No cóż, nasza, czyli wiernych, cierpliwość jeszcze się nie wyczerpała, ale jest u kresu. Wciąż pamiętamy, że kapłan to ktoś więcej, ktoś „wyświęcony”. Każdy powinien o tym pamiętać, a tych, którzy zapominają, że nie są tylko funkcjonariuszami korporacji, ale czymś więcej, czas „wyżenąć” rozpalonym żelazem. Bo czyż „święcenia” mają nic nie znaczyć? To z nimi nie jest tak jak z pasowaniem na rycerza? Czekamy, aby i na nas z tej rycerskości coś spłynęło, coś nas zainspirowało, popchnęło do lepszego życia, by uczyło, jak stawać w zapasy ze światem, a nie poddawać się mu.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze