Akurat mniej więcej w tym samym czasie, kiedy na granicy polsko-białoruskiej zginął na służbie polski żołnierz, zasztyletowany przez jednego z takich bandytów, nad którymi pani Ochojska i pani Holland w asyście chórów lemingów jeszcze niedawno wylewały hektolitry łez, na „Onecie” ukazał się artykuł o zdarzeniu w tym samym mniej więcej miejscu z przełomu marca i kwietnia. Wówczas grupa żołnierzy oddała strzały ostrzegawcze w kierunku szturmujących granicę nachodźców ze Wschodu podsyłanych tu przez Batiuszkę w ramach rewanżu za wtrącanie się w jego sprawy przez naszych narwańców, którzy wszędzie, gdzie tylko by się dało, instalowaliby demokrację, jakby była jakąś prawdą objawioną. W konsekwencji tego zdarzenia Żandarmeria Wojskowa (czy z własnej inicjatywy?) wydała nakaz aresztowania trzech żołnierzy, a odpowiednie służby odstawiły wojaków w kajdankach gdzie trzeba. Wieść o tym dzięki solidnej pracy dziennikarskiej wstrząsnęła… no nie wiem, czy akurat uśpioną Polską, ale na pewno sporą częścią internetowych mediów. Ludzie nie posiadają się z oburzenia. Nie zostawiono suchej nitki na tych, którzy wydali nakaz aresztowania i tak hańbiąco potraktowali żołnierzy. Kto wie, czy bezpośrednim następstwem tamtego zdarzenia nie jest obecna śmierć żołnierza i sprawcy tamtego aresztowania nie ponoszą winy za obecną tragedię.
Oczywiście o sprawie nic nie wiedział minister obrony narodowej (a gdzieżby tam się interesował takimi drobiazgami) ani nawet premier Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, który przy każdej nadarzającej się okazji zapewnia, jakie to wielkie bezpieczeństwo nam gwarantuje swoimi wspaniałymi rządami. No to właśnie dowiedzieliśmy się, jakie to bezpieczeństwo zapewnia państwo polskie nam i żołnierzom broniącym granicy. Zamiast medalu za porządną służbę wojaków spotkała niemiła niespodzianka, trafili do aresztu, choć w czasie rzeczonego zdarzenia zachowali się, jak należy, a przy tym nikt nie zginął ani nawet nie został ranny. Tak, wtedy nikt nie zginął, ale już następnym razem biedni żołnierze, nauczeni doświadczeniem kolegów, nie odważyli się użyć broni, no i mamy tego efekt. Zdaje się, że winni śmierci żołnierza rezydują sobie spokojnie w Alejach Ujazdowskich i innych pałacach Warszawy i ani myślą brać na siebie odpowiedzialności za ten fakt. Wina spadnie, jak zawsze wśród małych ludzi, „na podwładnych, zawistnych kolegów, nieprzyjazne wiatry”. I w takich warunkach mamy się naprawdę czuć bezpiecznie? Żarty jakieś.
Nie tylko my, otoczeni tą nadzwyczajną opieką rządu, czujemy zawód z powodu takiego potraktowania naszych obrońców przez instytucje państwa. Czują go i sami żołnierze. Mówią o tym tak (cytuję za Onetem): „Trzech chłopaków z kompanii wyprowadzono w kajdankach jak bandytów. Wobec dwóch z nich ruszyły postępowania, zostali zawieszeni. Wyszli z aresztu tylko dlatego, że w batalionie zrobiliśmy zrzutkę, żeby im prawnika załatwić, bo dowódca nie był zainteresowany, aby im w jakikolwiek sposób pomóc. Żołnierze nie są prawnie chronieni przez przełożonych. Przecież w jednostkach są radcy prawni, ale oni żołnierzom nie pomagają. Dlatego morale leży”. To takie „wojsko przyszłości” sposobione do „wojen kosmicznych”, poniżane przez przełożonych i polityków, buduje Najjaśniejsza Rzeczypospolita? No cóż, zginął żołnierz na służbie. Nie mógł użyć broni, aby bronić swojego życia i granicy państwa? Ano, widzimy w kontekście opisanych zdarzeń, że nie mógł. Gdyby użył i, nie daj Boże, zranił albo zabił agresora, poszedłby siedzieć na resztę życia. Tak obecna Rzeczypospolita zapewnia bezpieczeństwo nam i naszym obrońcom. To są widoczne czyny i złego wrażenia nie zmażą najpiękniejsze nawet słowa naszego Złotoustego. Wybacz, Pan, ale nie wierzę w Pana dobre intencje. I współczuję lemingom, którzy wierzą.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze