Na świecie robi się coraz bardziej niebezpiecznie. Niektórzy widzą w tym nawet wypełnianie się wydarzeń zapowiedzianych w świętej księdze Apokalipsy. Pierwsze skrzypce zaczyna odgrywać tu ekspansyjno-syjonistyczne państwo istniejące od kilkudziesięciu lat w Palestynie, które, wiele na to wskazuje, prze do wojny światowej, aby dzięki niej zrealizować swoje cele (holocaust zgotowany Palestyńczykom w Strefie Gazy za zgodą świata to chyba tylko preludium do większych wydarzeń). Być może rację miał papież Franciszek, kiedy ze dwa lata temu mówił, że wojna na Ukrainie to tylko wstęp do większej wojny, to sprzątanie magazynów ze starych zapasów i pole testowania nowych technologii militarnych, a przy okazji mierzenie sił, jakimi dysponują dwie wyraźnie wyodrębniające się koalicje na świecie. Konflikt na Bliskim Wschodzie jeszcze wyraźniej te koalicje demaskuje. Z jednej strony Iran i za jego plecami Chiny i Rosja z mnóstwem przystawek, z drugiej strony „To Państwo” (któremu, jak wiadomo, wolno więcej niż innym) i za jego plecami USA i mnóstwo przystawek. Gdzie znajdzie się miejsce dla nas? Czy naszym demokratycznie wybranym pacynkom starczy ikry, aby nie mieszać się do tej światowej awantury i zająć stanowisko neutralne? Może to być trudne i niewykonalne, bo z wolą narodu w demokracji zazwyczaj mało kto się liczy, a to oznacza, że nasz los wisi na włosku.
No cóż, na początku XXI wieku, jak w czasach zamierzchłych, ludzkość nie potrafi rozwiązywać konfliktów między sobą inaczej jak przez wojnę. To, co potępiamy w relacjach prywatnych, przed czym nawet chronimy się prawem, akceptujemy w relacjach między państwami, co nawet gwarantujemy prawem międzynarodowym (liczba aktów prawnych w tej dziedzinie jest ogromna). Czyżby skala miała tu aż takie znaczenie? Robimy wszystko, aby rozdzielić dwu skaczących sobie do oczu uczniów, pewnie to samo zrobilibyśmy, gdybyśmy byli świadkami konfliktu dwu sąsiadów na osiedlu, a przynajmniej nie budowalibyśmy koalicji, których celem miałoby być wsparcie obu stron konfliktu. Taka sytuacja wydaje się niewyobrażalna i nawet śmieszna. Nasz wieszcz opisał przecież ostatni już taki „zajazd” w swoim nieśmiertelnym poemacie, który chce ukryć przed młodym pokoleniem Polaków obecna koalicja rządząca (jaki ma w tym cel?). To więc, co wydaje się absurdalne w relacjach prywatnych, jest czymś oczywistym w relacjach miedzy państwami. I nadal nie ma w tym myśleniu żadnej skazy? Eksperci zacierają ręce. Analizom politologicznym, ekonomicznym i wojskowym nie ma końca. Skala jednak ma znaczenie! Nikt nie odważy się skarcić „Tego Państwa” za zbrodnie ludobójstwa, jakich dopuszcza się w Gazie, a my mamy stanąć po jego stronie.
„Zajazdy” w skali prywatnej wydają nam się śmieszne, niedopuszczalne, „zajazdy” w skali globalnej są jak najbardziej na miejscu. No cóż, nie wynieśliśmy żadnej lekcji ze szkoły. Ale skoro prace domowe są zakazane, to kiedy czytać takiego choćby Frycza-Modrzewskiego, który uczył nas prawdziwej demokracji pół tysiąca lat temu (choćby tego, że obowiązek starania się o pokój jest ważniejszy od „prawa” do wojny). Od lat już prawie nie ma go w kanonie lektur szkolnych. No jakże by miała się tam znaleźć taka staroć? Jeszcze za tzw. „komuny”, pamiętam, czytaliśmy w szkole sporo tzw. publicystyki renesansowej i oświeceniowej, obok ballad i romansów oczywiście. Dziś ballady nadal trzymają się mocno, a perły myśli publicystycznej wylądowały w muzeach. Ten sam los spotyka powieści, które proponują jakiś głębszy namysł nad naszą egzystencją społeczną (choćby wielkie powieści Żeromskiego, w tym „Ludzie bezdomni”). Tak więc pozostaje nam wierzyć, że polityka „zajazdów”, tak kretyńska w mikroskali, jest jak najbardziej rozsądna w skali makro, a wojna jest mądra tak bardzo, że może nawet awansuje do rangi „prawa człowieka”, jak to teraz się modnie nazywa wszystkie aberracje ludzkie. Należy też ufać, że to „prawo”, jak każde inne prawo, będzie służyć tylko i wyłącznie naszemu dobru i będzie całkowicie „bezpieczne”, niemal tak samo jak aborcja jest bezpieczna dla płodu, o czym przekonują nas nastrojone tak optymistycznie wybrane przez nas samych nasze „ministry” od zdrowia i równości.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze