Felieton Jerzy Ogonowski. Tygodnik Płocki
Tak naprawdę w mediach nie dostrzegłem tego sformułowania, którego historia sięga zamierzchłych czasów kształtowania się ustroju pokomunistycznej Polski i pierwszych wyborów prezydenckich (po szczegóły odsyłam tradycyjnie do Wikipedii). Dzisiejszy felieton poświęcę na współczesną wersję wspomnianej wyżej wojny, czyli potyczki między dużym i małym pałacem. Hasło do boju zagrano w siedzibie prezydenta, który odmówił podpisu najpierw pod nominacjami sędziowskimi, a potem pod awansami na pierwszy stopień oficerski 136 młodych funkcjonariuszy służb specjalnych, Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Pierwszy przypadek to odmowa powołania 46 sędziów do sądów wyższych instancji. W ten sposób w praktyce ujrzała światło dzienne zapowiedź z przemówienia inauguracyjnego, że prezydent nie będzie dawał awansów tym sędziom, którzy kwestionują porządek konstytucyjno – prawny Rzeczypospolitej. W tym wypadku chodzi o kwestionowanie statusu innych sędziów.
I druga sprawa, awanse dla kandydatów na polskich Jamesów Bondów, czy jeśli ktoś woli, Hansów Klossów. Tutaj uzasadnieniem decyzji głowy państwa było odwołanie w wyniku decyzji premiera spotkania prezydenta z szefami służb specjalnych, na których między innymi miały zapaść decyzje dotyczące nominacji oficerskich.
Te dwa wydarzenie zdominowały przestrzeń medialną, odsuwając w cień sprawę odebrania immunitetu „najważniejszemu gangsterowi Trzeciej Rzeczypospolitej, hersztowi zorganizowanej grupy przestępczej ulokowanej w jaskini lwa, czyli ministerstwie sprawiedliwości”.
Zatem kilka zdań komentarza. Zacznijmy od pytania zasadniczego. Czy prezydent miał prawo odmówić podpisów w tych dwóch przypadkach? Owszem, miał! Artykuł 179 Konstytucji RP głosi, iż „Sędziowie są powoływani przez Prezydenta Rzeczypospolitej, na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa”. Tu Szanowny Czytelnik może się zdziwić: jak to, skąd taki wniosek skoro Krajowa Rada Sądownictwa nie istnieje? Jest tylko neo – KRS. Nie wiem, proszę pytać ministra sprawiedliwości…
Z kolei artykuł 134 ust. 5 mówi, iż „Prezydent Rzeczypospolitej, na wniosek Ministra Obrony Narodowej, nadaje określone w ustwach stopnie wojskowe”. Minister składa wniosek, a prezydent nadaje stopnie. Albo nie!
Czarno na białym w obu przypadkach. Prezydent może, ale nie musi. Gdyby było inaczej, mielibyśmy, jak w przypadku ustawy budżetowej (art. 224 ust. 1) zapisane, iż tym przypadku weto prezydentowi nie przysługuje!
Pytanie, czy w przypadku awansów oficerskich prezydent powinien odmówić? Cóż, wydaje się, że można tu przywołać przysłowie „Kowal zawinił, Cygana powiesili”!
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze