Reklama

Płock. Felieton - Jerzy Ogonowski. "Narodowe Święto Niepodległości"

Felieton Jerzy Ogonowski. Tygodnik Płocki

Przed siedmiu laty świętowaliśmy setną rocznicę odzyskania niepodległości. Znakomita większość Szanownych Czytelników zapewne pamięta te obchody, choć wolałaby do tematu nie wracać. Nie chcę tu w szczegółach rozważać przebiegu uroczystości. Pozostańmy przy stwierdzeniu, że tak wyjątkowa okazja do świętowania została popisowo (nomen omen) zmarnowana. Można tu zapytać, czy warto płakać nad rozlanym mlekiem, skoro następna równie okrągła rocznica (jedynka i same zera) dopiero za lat osiemset dziewięćdziesiąt trzy? Chyba że… Nie od razu po odzyskaniu niepodległości wprowadzono do kalendarza święto 11 listopada. Po raz pierwszy obchody miały miejsce w roku 1937. Stulecie przypadnie za lat dwanaście! Jest sporo czasu i gdyby dziś powstało jakieś społeczne gremium (państwo już się na tym polu „wykazało”) dla organizacji obchodów setnej rocznicy ustanowienia święta odzyskania niepodległości, oczywiście z udziałem przedstawicieli różnych opcji politycznych, bo nie wiadomo, kto będzie rządził za dwanaście lat, to kto wie…

A jak już wybiegamy myślą lotną w tak odległą przyszłość, to dziś nie wiemy czy powitamy wyżej wymienioną rocznicę jako obywatele państwa niepodległego... 

Reklama

Nie trzeba być bystrym obserwatorem  światowej sceny politycznej by stwierdzić, że kwestia wyżej postawiona spędza sen z powiek nie tylko mieszkańców naszego pięknego kraju… Jakie zagrożenia wiszą nad naszą niepodległością? W odpowiedzi można wskazać dwa zjawiska. Pierwsze to oczywiście wojna za wschodnią granicą i perspektywa jej rozszerzenia na kraje wschodniej flanki NATO. I tu w zasadzie w naszej „klasie politycznej” mało kto kwestionuje ten scenariusz. Zatem wypada zapytać, jak jesteśmy jako państwo przygotowani na taki rozwój wypadków? Problem szczególnie zasadny w obliczu kompromitacji, przedstawianej dość zgodnie jako sukces, przy okazji wkroczenia w polską przestrzeń powietrzną dwudziestu kilku obcych dronów. Pomińmy już fakt, że do dziś nie wiemy czyich i ile ich było… Ale podanie  do wiadomości publicznej informacji o zestrzleniu kilku przy użyciu rakiet wystrzelonych z myśliwców polskich i sojuszniczych jest  dobitnym potwierdzeniem faktu, że nasza obrona powietrzna de facto nie istnieje! Jeśli używamy rakiet do zstrzelenia dronów z tektury i styropianu, to trzeba zadać kolejne pytanie, ile my tych rakiet mamy w magazynach? Na Ukrainę codziennie wlatuje kilkaset takich „celów”…

I drugie zagrożenie, nie tak powszechnie podzielane, to groźba stopniowej utraty suwerenność naszego państwa na rzecz organizacji międzynarodowej, która wyraźnie ewoluuje w tę właśnie stronę. Nie mam, jak Szanowni Czytelnicy widzą, miejsca by by bardziej rozwinąć ten wątek, toteż zobowiązuję się w najbliższym czasie w szerszym wymiarze rozważyć tę kwestię.

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości