Felieton Jerzy Ogonowski. Tygodnik Płocki
W prawdzie po kilku kolejnych odcinkach serii o „złym Donaldzie z Waszyngtonu” siadałem do komputera z mocnym postanowieniem, że na tym koniec, czas na zmianę, ale zajrzałem do Internetu, a tam… Nie, nie mogłem przejść obojętnie obok niezłomnej postawy szefa naszej dyplomacji. Postawy, która, nie bójmy się tego słowa, uratowała naszego uwikłanego w wojnę ze złowrogim moskiewskim satrapą sąsiada od niechybnej klęski.
Już spieszę z wyjaśnieniem. Kiedy nasz minister spraw zagranicznych ujrzał w sieci wypowiedź właściciela firmy Space X, cytuję „Mój system Starlink jest podstawą ukraińskiej armii. Jeśli go wyłączę, cały front upadnie”, natychmiast zamieścił odpowiedź. Przypomniał stanowczo, że „ Starlinki dla Ukrainy są finansowane przez polskie Ministerstwo Cyfryzacji kosztem około 50 milionów dolarów rocznie” i „jeśli SpaceX okaże się niewiarygodnym dostawcą, będziemy zmuszeni szukać innych dostawców”. W odpowiedzi wprawdzie miliarder (na koniec ubiegłego roku wartość majątku wyceniana na 432 miliardy dolarów, w tym osiem miliardów przychodu ze Starlinków) najpierw napisał „Siedź cicho, mały człowieku. Płacisz niewielką część kosztów. I nie ma zamiennika dla Starlinka”, ale szybko się zreflektował (pięćdziesiąt milionów dolców to w końcu nie w kij dmuchał) i we wpisie na platformie X stwierdził, że nie groził Ukrainie odcięciem od sieci satelitarnej. „Bez względu na to, jak bardzo nie zgadzam się z polityką Ukrainy, Starlink nigdy nie wyłączy swoich terminali”.
I tym oto sposobem determinacja naszego ministra wybawiła dzielnych ukraińskich wojowników z nie lada kłopotu. Wypadałoby tylko wyjaśnić „co poeta miał na myśli”, używając wobec niego określenia „mały człowiek”? Zapewne nie chodziło mu o budowę ciała, bo nasz minister to wszak chłop na schwał, ani o „marność moralną”, bo przecież swoją postawą dowiódł, iż bez względu na okoliczności gotów jest bronić niesłusznie krzywdzonych. Zatem może należą się przeprosiny, panie Musk?
I na koniec jednak kilka słów na zupełnie inny temat. Zakończyły się mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym. Traumatyczne przeżycie dla kibiców tej pięknej dziedziny sportu, a zwłaszcza tych od czasów „Małyszomanii” zakochanych w skokach narciarskich. Cóż, podobnie jak w piłce nożnej, wracamy do szarej rzeczywistości po okresie prosperity, który okazał się tylko dłuższym oddechem od tej szarzyzny…
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze