Reklama

Płock. Felieton - Jerzy Ogonowski. Bój o praworządność

Felieton Jerzy Ogonowski. Tygodnik Płocki

Zasada praworządności jest jedną z naczelnych zasad konstytucyjnych. Została uregulowana w art. 7 Konstytucji, który mówi, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. I wszystko jasne? Jak pokazuje doświadczenie ostatnich kilkunastu lat w naszym pięknym kraju, mamy z tym problem. Rodzi się bowiem pytanie, kto i na jakich zasadach ma określać te granice? Z artykułu 2 i 4 konstytucji wydaje się wynikać, że powinni to być wybrańcy narodu, do którego „należy władza zwierzchnia” w Państwie i którą naród „sprawuje przez swoich przedstawicieli”, czyli posłów, senatorów i prezydenta. Zatem idąc dalej tą drogą, że pozwolę sobie przywołać nieśmiertelną myśl klasyka, trzeba przyjąć, że prawem w „demokratycznym państwie prawa” jest to, co większość parlamentarna uchwali, a prezydent podpisze…

I tak kiedyś było, ale dziś możemy tylko z rozrzewnieniem wspominać ten piękny czas! Żyjemy bowiem pod panowaniem „demokracji walczącej” i prawa „tak jak my je rozumiemy”. O co walczy ta demokracja? Oczywiście o „przywrócenie praworządności”. I tu musi paść pytanie, co mamy rozumieć pod pojęciem „praworządność”? Dla zachowania logiki dotychczasowego wywodu należałoby przyjąć, że praworządność jest wtedy, gdy „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa tak jak my je rozumiemy”! A dokładniej, zgodnie z wykładnią „autorytetów prawniczych”, które dysponują nadprzyrodzoną zdolnością odczytywania „standardów praworządności”, czy też „ducha praw”. 

Reklama

Piszę ten tekst pod wpływem rozgrywającego się na naszych oczach „ping – ponga prawniczego” między Państwową Komisja Wyborczą, a ministrem finansów w sprawie wypłaty subwencji dla największej partii opozycyjnej. W tle tej rozgrywki mamy jedną z izb Sądu Najwyższego, która według dziś rządzących naszym pięknym krajem, wspieranych przez „Europę”, nie jest sądem, gdyż nie spełnia „standardów praworządności”, choć powołał ją parlament, a prezydent stosownej ustawy nie zawetował. I można by nad tą rozgrywką przejść do porządku dziennego, gdyby nie fakt, że ta sama izba będzie kontrolować przebieg wyborów prezydenckich i stwierdzać ważność elekcji nowej głowy państwa… Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by przewidzieć, do czego może doprowadzić jakakolwiek kontrowersja wymagająca ingerencji tego „niesądu”, szczególnie gdy jeden z kandydatów wygra różnicą głosów poniżej granicy błędu statystycznego!

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości