Coraz dziwniejszą twarz ma „uśmiechnięta Polska” Donalda Tuska. Ani demokratyczna, ani praworządna, coraz bardziej brutalna, coraz mniej „polska”. Tak, wielu ludzi ma poczucie, że nasze „polskojęzyczne” władze nie służą nam, do czego zobowiązuje ich tak przez nie wielbiona konstytucja, tylko obcym – ze wschodu i z zachodu. Podobne poczucie mieliśmy i za poprzedniej władzy. Co za paradoks. Naród wybiera rządzących, którzy potem działają na jego szkodę. Parcie na sprowadzanie płodów rolnych z Ukrainy, nazwanych „syfem” przez obecnego premiera zanim został premierem, było równie silne wcześniej, jak jest obecnie, choć tak bardzo szkodzi naszym producentom rolnym, którzy przez nie muszą walczyć o być albo nie być dla siebie. W dniu 6 marca ze zdumieniem patrzyliśmy, jak sprawnie słudzy naszego miłującego pokój narodu rozwiązują problemy rolnictwa, pacyfikując pokojową manifestację rolników (nie wiem czemu nazywanych „chuliganami”). Pałowanie demonstrantów z dobrą zaprawą w postaci gazu pieprzowego i armatek wodnych było naprawdę pierwszorzędne. Ach, jak sprawni są ci nasi dziarscy chłopcy, jakież skuteczne są te ich metody zaprowadzania „praworządności”. Pogratulować rodakom, że wskazali w ostatnich wyborach właściwych ludzi do zrobienia we właściwy sposób porządku w naszym pozbawionym praworządności kraju. Kto to widział, żeby z praw człowieka korzystali jacyś „chuligani”.
„Chuligani” na pewno na długo zapamiętają lekcję demokracji, jaką otrzymali od „uśmiechniętej Polski”. Rodzi się tylko pytanie, czy te „lekcje” to tak za darmo, bezinteresownie, czy dla przykrycia jakiejś grubszej sprawy, która jest na tyle kłopotliwa, że nie może się odbywać bez żadnej „osłony”. Myślę tu przede wszystkim o tych wszystkich niepokojących „zapowiedziach” naszych czołowych praworządnych wybawicieli, którzy w ramach naszego wybawiania czynią różne prowokacje słowne, mające na celu rozpoznanie cierpliwości rodaków na próby jeszcze mocniejszego wciągnięcia naszego kraju do wojny u sąsiada. W tej roli dał się już poznać najmocniej marszałek Sejmu („wgnieciemy Putina w ziemię”) przy aplauzie zwolenników Trzeciej Drogi – oby się nie okazała drogą wojny. Podżeganie do niej, wciąż karalne w naszym prawie, w wykonaniu trzech najważniejszych ludzi w państwie odbywa się w atmosferze wielkiego zrozumienia („Pokonamy Rosję, jeśli nie na terytorium Ukrainy, to na naszym terytorium”; „Najlepiej, żeby Rosji nie było”; „Polska stoi przed jednym z największych w historii egzaminów”; „Niedługo będzie trzeba podjąć pewne decyzje, które się nie spodobają ludziom”).
Nasze wolne media, które przekazują tylko „najprawdziwszą prawdę”, na te rewelacje reagują przykładnym milczeniem i nie drążą nawet za bardzo, po co prezydent z premierem lecą właśnie do Waszyngtonu (czy nie na naradę wojenną?) i w jakim celu po ich powrocie ma się odbyć „niejawne posiedzenie Sejmu” (no nie wierzę, że nasi czcigodni słudzy mają sekrety przed swoimi panami). Czyżby naprawdę miały zapaść wkrótce „pewne decyzje, które się nie spodobają ludziom”, a o których „ludzie” dowiedzą się ostatni? I dopóki się nie dowiedzą (może nawet przez fakty dokonane), trzeba zająć ich uwagę sprawami mniejszej wagi? Stąd konieczne podgrzanie atmosfery na ulicy (nie widzę innego wytłumaczenia dla tych haniebnych zdarzeń) i w Sejmie, gdzie już rozpoczyna się jazgot na temat narodowej skrobanki bez ograniczeń i bez opamiętania. W takim momencie, Drogie Panie, kiedy odbywa się wielkie struganie nas na męczenników w batalii o ochronę niekoniecznie naszych interesów, wy debatujecie, jak ułatwić rezanie poczętych dzieci? Użycie choćby odrobiny rozumu w tych naprawdę trudnych czasach by nie zaszkodziło. Najbliższe dni wiele wyjaśnią. Czekamy z niepokojem i niecierpliwością.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze