Za naszą wschodnią granicą trwa dziwna wojna, którą generał Skrzypczak na samym początku wygrał kilka razy, a która mimo to wygrać się nie daje. Od początku zresztą jej losy bardziej niż na stepach rozstrzygały się w gabinetach przywódców zachodnich, bo przecież od tego, czy sypną zielonym nominałem, miał zależeć nie los ludzi, bo tych skutecznie przegoniono, ale los czarnoziemów i zbiorów z nich, które mają się dobrze, bo mimo wojny płynęły i wciąż płyną szerokim strumieniem do naszego biednego kraju pokojowego i dalej na zachód do innych krajów pokojowych, wywołując te wszystkie protesty rolników, którym nerwy puszczają, bo widzą, że produkcja w kraju wojennym jest bardziej opłacalna niż w ich krajach miłujących pokój. A skoro produkcja tam jest bardziej opłacalna niż u nas, to i nasz cudowny premier zapewnił, że „nie ma dla nas rzeczy ważniejszej niż wsparcie” tej produkcji. W związku z tym w naszych wolnych mediach zaczęło się wielkie przyciąganie wojny. I mimo że nic nie wskazuje, by przeciwnik miał wobec nas jakiekolwiek roszczenia, to spekulacjom na temat tego, kiedy zostaniemy zaatakowani, nie ma końca. Już w zasadzie nie mówi się „czy”, tylko wyłącznie „kiedy”. Nawet nikt nie pyta, „po co”, czy „dlaczego”.
Tak więc ludzie potracili rozum i nie widzą już innego sposobu na rozwiązywanie konfliktów niż wojna. Tuby propagandowe nowej władzy nastawione są dokładnie na tę samą nutę, co tuby poprzedników. Interesy obcych są wciąż ważniejsze niż korzyści własnego społeczeństwa, które po raz kolejny zrobione zostało w durnia, a dziś wypychane jest już prawie na pierwszą linię frontu. Zapomnieć więc trzeba o wielkich zdobyczach naszej cywilizacji, o wartościach sięgających korzeniami Grecji (dobro, prawda, piękno), Rzymu (prawo i praworządność) i Biblii (miłość bliźniego ponad wszystko), a przypomnieć sobie trzeba o pałkach, maczugach, karabinach, granatach, czołgach i pojazdach opancerzonych, bo bez nich nie da się rozwiązać żadnego sporu sąsiedzkiego. Prawdy, piękna i dobra, a także prawa i miłości nie da się inaczej zaprowadzić, jak tylko przy użyciu bagnetów. Tak więc nie mamy wyjścia, będziemy się tłukli, mordowali, nasze miasta zamienimy w gruzowiska, by współcześni magnaci zaspokoili swoje ambicje. Naprawdę nie znajdzie się jeden mądry, który powstrzyma to szaleństwo?
Nie sądzę, by się znalazł, a nawet gdyby się znalazł, to się nie odważy, bo go zaszczują, zamienią w ruską onucę, bo obowiązującą doktryną naszego zachodniego chrześcijańskiego świata jest dziś nie miłość, ale nienawiść bliźniego, szczególnie, kiedy jest Rosjaninem. Zatrute jadem rusofobicznej propagandy nasze półgłupy nawet nie podjęły namysłu nad tym, o czym mówił „krwiożerczy bandyta” sąsiedniego państwa w słynnym sprzed paru dni wywiadzie. Oceniono formę, gesty, mimikę, słowa pominięto (czy to pokłosie tej kretyńskiej współczesnej metody edukacyjnej?). No może tylko zapamiętano, że oskarżał nas o współpracę z nazistami. Pominięto, że mówił z uznaniem o bezkompromisowości naszego kraju w starciu z tymi samymi nazistami (sprawa korytarza do Prus Wschodnich). Mówił także o naszych ofiarach ze strony innego nazizmu. Mówił o tym więcej, niż powiedzieli nasi zafajdani przywódcy, kiedy trzeba było o tym głośno mówić. Dziwił się, że z taką łatwością zachodni świat (głównie USA) oddaje dolara jako walutę rozliczeniową, co grozi upadkiem gospodarczym tego świata. Wyrażał żal, że po upadku Muru Berlińskiego nie przyjęto Rosji do cywilizowanego świata, że złamano dane wtedy słowo. Mówił też o bezpodstawności naszych obaw o atak z jego strony, którym straszy się nas na każdym kroku i do którego prowokuje się niemal każdego dnia. Mówił o gotowości do rozmów i chęci zakończenia konfliktu. Wyśmiano to wszystko. Mało kto obejrzał samodzielnie, bo u nas samodzielność oznacza, że obejrzy ktoś inny i powie, co mamy myśleć. Lawina gratulacji za takie poświęcenie świadczy o naszym poziomie. Lepiej nie znać punktu widzenia drugiej strony, łatwiej wciągnie nas ta wojna.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze